31 gru 2016

Mardraum 'Southern Darkness'

CD'15
Totenkopf Propaganda

Lista utworów:
1. Winds of Tomorrow
2. Transylvanian Bloodlust
3. Southern Darkness
4. Drakula's Scroll
5. Serpent's Tongue
6. Ritualistic Moonlight Sacrifice
7. Blitzkrieg over Israel
8. Imperial Genocide of the Macabre
9. My Adversary

Trzeci i ostatni zarazem nieistniejącego już Australijskiego Mardraum powalił mnie na kolana swoim prymitywizmem, surowości i piekielnym Złem, które wręcz wyrywa się z każdego riffu, każdej linii wykrzyczanej przez Lortiisa Nazghoula. Ale powoli, wpierw garść informacji. Mardraum został uśpiony na początku 2015 roku. 2 członków i członkini założyli kolejny nieświęty twór, a mianowicie Goatblood. Zbieżności interesów z Niemieckim Goatblood nie powinno być, wszakże obie hordy to podziemie. Dodam jeszcze tylko, że cała czwórka w mniejszym lub większym stopniu stanowi trzon takich hord jak: wspomniany Goatblood, Rattenkönig, Funerary Temple, Blood Ritual, Neurotic Dysphoria. Jako, że omawiany tutaj Mardraum cholernie mnie zainteresował, zdecydowanie niebawem muszę sprawdzić w/wym zespoły. Czas na kilka słów o albumie.
'Southern Darkness' brzmi jakby był nagrany gdzieś na początku lat '90tych, no maksymalnie w ich połowie w Norwegii. Drugie skojarzenia to przez ową nieprzeniknioną surowość, Moonblood. Chociaż w tym przypadku, tylko brzmienie nasuwa takie skojarzenia. Struktury utworów Australijczyków są bardziej chaotyczne, bardziej bezpośrednie. Utwory krótsze, bo skupiają się wokół 5-ciu minut na utwór, przez co są bardziej dynamiczne. Oczywiście, album został nagrany nie w celach zachwycania się nowymi rozwiązaniami i pomysłami. Każdy z tych utworów, które znalazły się na 'Southern Darkness', kroczą dumnie ścieżką hołdu dla starego, brudnego i prymitywnego Black Metalu. Nie ma tutaj miejsca na okultystyczną wiedzę, budowanie klimatu, wyszukane pasaże hipnotycznych transowych riffów. Nie, Mardraum mówiąc bez ogródek po prostu napierdala swój archaiczny, piwniczny zatęchły Black Metal. Riffy gitar są wypadkową surowej i podłej demówki z rejonów Norweskich wymieszanych z charakterystyczną 'melodyjnością' którą serwowały (i poniekąd do dziś hordy chylące czoła starej szkole tak czynią) Niemieckie hordy. Większość albumu stanowią szybkie blastujące tempa, ale zwolnień czy średnich temp też nie brakuje. Świetną robotę zrobił wokalista. Sposób i tonacja jego wokali dodaje poziomu nienawiści materiałowi, który dzięki tego rodzaju głosowi wywyższa się na inną półkę z jakością swej surowizny. Kult surowego Black Metalu, nic dodać nic ująć.
Mardraum, pozostawił po sobie 3 albumy, 2 splity i spora ilość demosów jak na 4 lata istnienia. Wszyscy ci, którzy uwielbiają surowe granie jakie było nam dane słyszeć na demach i wczesnych albumach hord gdy scena Skandynawska dopiero ponosiła swój łeb, zapewne zbudują ołtarzyk dla Mardraum. Reszta, cóż, może nie będzie zachwycona, ale wg mnie muzyka Australijczyków broni się sama. Warto ich sprawdzić!

8/10

https://www.facebook.com/MardraumOfficial
http://www.thepaganfront.com/totenkopfpropaganda/

 

30 gru 2016

Luciferian Rites 'When the Light Dies'

CD'15
Moribund Records

Lista utworów:
1. Eternal Misanthropy of the Black Cosmos
2. Incinerated Cross
3. Infernal Manifestation
4. When the Light Dies
5. Rotten Creed
6. Conviction of Nocturnal Raven
7. Garden of Spirits
8. A Dreadful Chant for Self-Destruction
9. All Your Lies (Diabolical Memories)
10. Ghost in the Shadows

Pochodzący z Meksyku i zapewne mało znany twór na naszych ziemiach Luciferian Rites, w 2015 roku wydał swój drugi pełen album. Następcę 'Evangelion of the Black Misanthropy' wydali Amerykanie z Moribund Records. Ci z kolei, jak już wspominałem bodaj przy opisywaniu materiału Wormreich, ostatnimi laty mają takie sobie strzały jeśli mowa o polowaniu na wartościowe zespoły. Wormreich kiepścizna, ale Meksykanie nawet dają radę. Do wiekopomnego dzieła daleko, ale przynajmniej materiał nie nuży i nie męczy przy odsłuchiwaniu. Wracając na moment do wytwórni, to zastanawia mnie skąd ta tendencja spadkowa przy wydawaniu kolejnych albumów. Przecież były pod skrzydłami Moribund takie nazwy jak Judas Iscariot, Horna, Azaghal, Behexen, Merrimack, Sargeist czy Wind of the Black Mountains. Czas mija a z nim może i inne priorytety? Cóż, wcześniej przykładali się co do jakości muzycznej. Obecnie, delikatnie mówiąc, jest z tym różnie.
Skupmy się jednak na bohaterach tej recenzji. Luciferian Rites, jak to z większością zespołów z tamtego kraju bywa, zatrzymał się daleko w czasie i nie ma zamiaru tego zmieniać. Trochę w tym Norwegii a trochę Szwecji, generalnie ma się wrażenie jakby album nagrano w Skandynawii. Chociaż takie porównanie może być wygórowane, zabrzmiało by jak komplement a nie w tym rzecz. Luciferian Rites ma jeden główny problem i nie jest to związane z wykorzystaniem wypróbowanych patentów zespołów które przetarły już szlaki na scenie Black Metalowej. Niestety dużym mankamentem jest przeciętność samych kompozycji. Pomysły aranżacyjne są dla mnie jakby niespójne. Przecież na albumie pojawia się sporo elementów, które przyciągają uwagę -> dla przykładu akustyczne smaczki, wolniejsze hipnotyczne riffy choćby w 'A Dreadful Chant for Self-Destruction' które z niezłym feelingiem przechodzą w drapieżną melodię. Jednak to są tylko momenty. Ogółem mało zapamiętuję z każdego przesłuchania, ot po prostu coś się wydobywa z głośników i tworzy tło do codziennych zajęć. Riffy bazują w 90% na melodyjnych zagrywkach, ale ile można to piłować? Niestety ten zabieg powoduje, że tracę zainteresowanie po którymś utworze i nie chłonę tej muzyki. Zdecydowanym plusem są wokale, skrzeczące, wysokie krzyki - chaotyczne i zawodzące. Mówione kwestie wypadają poprawnie. I znów, cholera jasna, te średnie tempo. Koleś tłucze i tłucze, z przyśpieszeń też nie ma pożytku - bo to takie szybsze obkładanie mokrymi gaciami po pysku. Nie jest to męczące, ale takich albumów są, było i będzie tysiące tysięcy. Lepiej sięgnąć po nagrania (nawet demosy), które porwą ducha i zmysły z siłą huraganu. 'When the Light Dies' to przeciętniak jakich wiele. Może gdyby album nie ciągnął się ponad 50 minut. Może gdyby utwory były bardziej dynamiczne, nawet surowsze i pozbawione ciągłej melodyki i miały po prostu jaja, wtedy był by to rasowy i konkretny Black Metal. Czegoś tu brakuje.

5/10

https://www.facebook.com/pages/Luciferian-rites/181171758584729
http://www.moribundcult.com/

 

23 gru 2016

Demonic Slaughter 'Dark Paths To Catharsis'

CD'15
Hass Weg Productions
Lower Silesian Stronghold


Lista utworów:
1. Entering the Valley of Mists
2. Dark Paths to Catharsis
3. Beyond the Blackest Nights
4. Through the Past of Desolation
5. Black Rain
6. Grey Scum Funeral
7. Rituals of Honour and Revenge
8. Between the Black Trees
9. Into the Cold Mountains
10. Awakening

W 2015 roku ukazał się juz 6-sty pełen album Lublińskiego Demonic Slaughter. Skład w tamtym okresie był 'poszerzony' do trzech osób. Poza głównodowodzącym od lat Xaos Oblivion'em w nagraniach uczestniczyli Ghost Of Wrath obecny w składzie do dziś i Morxakh, który to nie jest juz dłużej w szeregach zespołu. Całokształt i wizja muzyki należała do XO, jednak wzbogacenie tej płyty przez angażowanie wspomnianych postaci nadała 'Dark Paths To Catharsis' niezwykłej atmosfery.
Demonic Slaughter przyzwyczaił, przynajmniej moją osobę, do swego rodzaju wolności w kolejnych ukazujących się wydawnictwach. Jest to zespół, który nie ogląda się za siebie, nie podąża za popularnymi nurtami i tym na co obecnie jest na scenie 'boom'. Mówiąc bardziej dosłownie, Xaos Oblivion ma to w dupie. Pamiętam, gdy w okolicy 2012 roku przeprowadzałem z nim korespondencyjnie wywiad do ostatniego numeru wersji papierowej zina Terror Cult. Już wtedy płynęła z jego wypowiedzi nienawiść do tego co masowe, gardził falami popularności. Umizgiwaniem się zespołów by zdobyć jak największe rzesze fanów, zamiast skupić się na muzyce i dać jej samej przemówić do maniaków. Stąd i efekt, większość wydawnictw Demonic Slaughter różni się od siebie, a co za tym idzie - nie wiadomo też, co dane będzie nam usłyszeć w przyszłości.
Najnowszy album, ma pewne muzyczne koneksje ze swoim poprzednikiem. Oczywiście, Black Metal jako wyznacznik stylistyki. Druga rzecz, mniej może wyczuwalna, trudniejsza do wychwycenia to atmosfera. Jest nadal grobowa, bardzo ponura, trochę zbliżona do 'The Haunted'.      Z drugiej strony materiał jest jakby bardziej przestrzenny, nie jest aż tak duszny. Ta zasadnicza różnica wynika przede wszystkim z bardziej czytelnego brzmienia, ale i spora ilość pasaży ambientowych wpływa na finalny odbiór. Wspomniany wyżej Morxakh stworzył kilka bardzo ciekawych aranżacji, pojedynczych utworów, które wprowadzają aurę tajemniczości. Materiał automatycznie staje się dzięki temu mroczny. Wiem, może to co napiszę jest trywialne, ale album ten odebrałem w pełni podczas odsłuchu w nocy przy migoczącym świetle świecy. Utwory takie jak 'Through the Path of Desolation' zabierają nas dosłownie w ciemne lasy, gdzie nocą przy świetle gwiazd i księżyca brniemy w jeszcze głębszy mrok. Tempa utworów na 'Dark Paths To Catharsis' są zróżnicowane, jednak dominującym jest średnie ze zwolnieniami. Szybkich blastujących partii jest niewiele. Jednakże, aranżacje nie tracą na agresji i co dziwne, nie koliduje to z podniosłym klimatem. Gdy prym wiodą riffy nastawione na melodyjne tremolo, wtedy owa atmosfera jest najbardziej czytelna. Skoro już mowa o gitarach, w tej ponad godzinnej wyprawie dzieje się bardzo dużo. Co jest dużą zaletą, to fakt że utwory nie zlewają się w całość i można je spokojnie odróżniać od siebie. Poza nienawistnym klimatem wymieszanym z podniosłą tajemniczą aurą, jest tu zawarta spora dawka emocji. Bez problemu osoby, które siedzą w tym gatunku od lat z oddaniem wychwycą smutek, tęsknotę, dostojność która jest wręcz hieratyczna. Z drugiej strony znajdziemy też sporą dozę pogardy i nienawiści. Kluczem pomocnym do wyłapania owych określeń stanu ducha są wokale. Xaos Oblivion kolejny raz swoim charakterystycznym głosem wiedzie nas przez krajobraz muzyki. Czytelny, ponury, zbliżony do maniery Black Metalowej wokal który można by rzec, że nie wykrzykuje swoich linii. Niczym spokojnym tonem wypowiada kolejne słowa, by te jak trucizna, jak wirus atakowały naszą percepcję. A w efekcie zabierały w pełni w inny wymiar, muzyczno-duchowy.
Mamy tutaj do czynienia z płytą, która wg mnie, gdy poskładać wszystkie puzzle w całość jest bliska idealnej. Jej niesamowita atmosfera, w szczególności mając na uwadze kontekst liryczny, jest trudna do osiągnięcia i wykonania w tak wręcz perfekcyjny sposób. Rzadko się zdarza by móc obcować z takimi dźwiękami, które nie są tylko i wyłącznie samą muzyką. Sięgać po ten album, a kto nie zna poprzednich materiałów też polecam. A jeśli ktoś nie jest zwolennikiem płyt kompaktowych, to w 2016 przez Vanguard Productions ukazała się kaseta z tym materiałem.

9+/10

http://www.hassweg-prod.com/
http://www.trueunderground.cba.pl/
http://vanguard-productions.com/home/


21 gru 2016

Suspiral 'Delve Into the Mysteries of Transcendence'

CD'16
I, Voidhanger Records

Lista utworów:
1. Poisonous Essence 
2. Hiereía Deúro
3. The Art of Death

W marcu tego roku, za pomocą Włoskiego labela, ukazał się pełnowymiarowy debiut duetu z Hiszpanii. Pierwsza i jedyna Ep'ka, która ukazała się w 2015 roku, pozwoliła na podpisanie papierów z Włochami. Efektem tejże współpracy jest materiał spod znaku hybrydy Black i Death Metalu, z większym naciskiem na drugi gatunek.
Album zaczyna się bardzo obiecująco, intensywnym i gęstym riffem który bez problemu nakreśla czego mamy się spodziewać po owych trzech utworach zarejestrowanych przez Suspiral. Zacznę może od tego, że zazwyczaj łykam takie granie bezproblemowo, czasem nawet niestety bezkrytycznie. Niestety, po kilku dniach spędzonych sam na sam ze Suspiral jest kilka spraw które burzą mi odbiór muzyki. 'Delve Into the Mysteries of Transcendence' jest materiałem postawionym w konkretnym zamiarze, by w chaotycznym klimacie mikstury dwóch gatunków, wprowadzić nas w świat kultu Śmierci. Zacznę od plusów, czyli przede wszystkim utworów samych w sobie. Aranżacje są rozbudowane, ciągną się ponad 10 minut by stopniowo tarzać nasze umysły paskudnymi dźwiękami. Konkretne riffy gitarowe, które momentami przypominają wczesną erę Darkthrone, by zaraz przejść w grobowe i stęchłe tremolo na niskim stroju gitar. Chaotycznie growlujące, krzyczące wokale. Zawodzące inkantacje, agonalne szepty. Można by rzec, że czogo chcieć więcej, prawda? Jednak, pojawia się duże 'ale' i bynajmniej nie chodzi o zacne piwo. Są momenty które swoją powtarzalnością, celowym jakby rozstrojeniem gitary prowadzącej która wręcz zagłusza resztę, po prostu zaczynają nużyć. Wymieszane, nakładające się na siebie jednocześnie dwa sola gitar, to jednak za wiele (utwór 'Poisonous Essence' gdzie owe wycia gitar kończą się wejściem dusznych klawiszy...). Oczywiście, wytwarza to też swego rodzaju klaustrofobiczną atmosferę. Jednak te zmierzające ku niczemu 'zapasy' na gitarze, która wręcz wyje, psują końcowy efekt odbioru całkiem dobrego albumu. Powiązanym minusem tego zabiegu jest również to, że utwory raczej nie odstają od siebie, nie różnią się, a cały materiał zlewa się w całość. Jasne, jeśli mowa o takim graniu, gdzie dużą rolę mają gitary z powielającymi się hipnotycznymi riffami, to jest to uzasadnione. Pomimo wysiłków pulsującego basu, bardzo dobrych partii perkusji, dynamika ginie w chaosie.
Odniosłem wrażenie, że materiał byłby o wiele lepszy gdyby go dosłownie pociąć na poszczególne fragmenty i zmontować z niego więcej acz bardziej krótszych utworów. Na szczęście, momentów do marudzenia nad aranżacjami Suspiral nie ma aż tak dużo. Sięgnijcie po 'Delve Into the Mysteries of Transcendence' i przekonajcie się sami czy Wam odpowiada. Ja natomiast rzucam się na kolejny odsłuch i może tym razem dane fragmenty nie będą aż tak razić.

7/10

https://www.facebook.com/dawnofsuspiral
http://i-voidhanger.com/


20 gru 2016

Mörbid Vomit 'Return to the Crypts'

CD'15
Blast Head Records

Lista utworów:
1. Blood Shall Be Shed
2. From the Unknown    
3. Embodiment of Death    
4. Another One to Die
5. Engulfed by the Plague
6. I Breathe Hell
7. Fuck the Dead
8. Torture Ritual
9. Prime Mover (Ghost BC cover)

Pochodzący z Finlandii kwartet wydał zeszłego roku, poza debiutanckim albumem, materiał kompilacyjny. Zawiera 9 utworów, które uprzednio zostały zarejestrowane jako 'Demo 2012' i 'I Breathe Hell' Ep. Całość zamyka cover Ghost BC. Te pół godziny rzetelnego Death Metalu zostało wydane w maju, by kilka miesięcy później światła zatęchłych piwnic ujrzały wspomniany już debiut 'Doctrine of Violence'.
Pomijając słabiutką okładkę czas powiedzieć kilka słów na temat muzyki zawartej na 'Return to the Crypts'. Death Metal zagrany przez Finów jest konkretnym ciosem. Jednak, gdyby nie było możliwości sprawdzenia narodowości person tego zespołu, spokojnie bazując na stylistyce rzekłbym że Szwedzi dali radę. A to temu, że ich muzyka jest wysoce zainspirowana Szwedzkim odłamem tegoż gatunku. Pierwsze cztery utwory to zawartość tego co pierwotnie ukazało się na pierwszym demosie zespołu. 12 minut konkretnego old schoolowego łomotu, z fajnym brzmieniem przypominającym stare nagrania choćby Grave, ale wynurza się z niego własne oblicze. Szybkie, zdecydowane riffy które tną przestrzeń z chirurgiczną precyzją. Dobrze ułożona sekcja rytmiczna podkreślająca dziką dynamikę. Słychać autentyczność w tej muzyce, ten młodzieńczy zapał który aż bił ze starych demosów z przełomu lat 80/90. Gdzie nie było ani możliwości, ani miejsca na cukierkowe kombinacje. Gdzie brzmienie nie było deformowane poprzez krystaliczne wręcz sterylne poprawki studyjne w efekcie zabijające ducha muzyki. I tak dotarliśmy do części nr 2, czyli zawartości Ep'ki która została tutaj umieszczona od 5 do 8 utworu. Cóż, zaczyna się właśnie jakaś zbędna polerka, szczególnie perkusja (niektóre przejścia na tomach rażą sztucznością, werbel również jest bardzo komputerowy). Oczywiście, od strony aranżacyjnej nie można nic kolesiom zarzucić. Utwory porywają rytmiką, łeb sam się buja przy niektórych riffach. Jednak, poniekąd znowu obstaję przy starszym demówkowym graniu bez nowego, rzekomo bardziej cięższego (?) brzmienia. Do nowszego dźwięku, jeśli ktoś go nie trawi, trzeba się przyzwyczaić. Wydaje mi się, że utwory z 'I Breathe Hell' zyskałyby przestrzeni, ale też i dodatkowej mocy. Teoretycznie, nadal jest równie dobrze i nie powinienem się (chyba?) czepiać takich szczegółów. Ostatni utwór pominę, z bólem wytrwałem do jego końca. Przy kolejnych odsłuchach przeskakiwałem ponownie na początek krążka. Nie znam oryginału, dobrze mi z tym, a to co 'raczyło' mnie ten jeden raz było wystarczającym gniotem.
Mörbid Vomit z wydawnictwem 'Return to the Crypts' może i wzbudza mieszane uczucia. Podsumowując jednak całokształt krążka od strony aranżacyjnej, tutaj jest bardzo obiecujący. Nie są to utwory które rzucą Wami na podłogę, a Wy będziecie błagać o jeszcze. Fani Death Metalu Szwedzkiej szkoły mogą śmiało sięgać po wydawnictwa Mörbid Vomit. Solidny warsztat, konkretne utwory zapewnią minimum kilkanaście odsłuchań. A z czasem kolejnego naciskania 'play', nawet ów brzmienie w drugiej części płyty już tak nie przeszkadza.

6,5/10

https://www.facebook.com/morbidvomit
http://www.blastheadrecords.com/


18 gru 2016

Circle Of Dawn 'I'

kaseta'16
Darker Than Black Records

Lista utworów:
1. At the Circle of Dawn
2. Trails of Blood
3. As We Walk at The Forgotten Corners of This World

Fińscy Black Metalowcy po wydaniu split kasety z John the Baptist, Unclean i Kuilu, nagrali trzy utworowe demo. Za wiele, poza tym że nie znam żadnego z powyższych tworów, powiedzieć na temat pozostałych zespołów nie mogę. Tak jak w przypadku splitu, nośnik pozostał ten sam. Kaseta, na której obu stronach znajduje się ten sam materiał, to naprawdę kawał dobrego grania nie pozbawionego atmosfery.
Circle Of Dawn parają się dość archaicznym Black Metalem, spod znaku NS. Materiał nie jest pozbawiony tematyki rasistowskiej , co w dzisiejszych popierdolonych czasach poprawności, odpowiada mi aż nader dobrze. W pierwszym utworze, słychać fragmenty przemówień Hitlera. Jako, że z Niemieckim językiem radzę sobie wcale, to nie do końca mogę wiedzieć o czym owe prawienie było. Znając jednak naszego wieszcza, zdecydowanie nie były to żadne przepisy kulinarne ani wskazówki którędy na Giewont. Żarty na bok, czas się skupić na muzyce Cicrle Of Dawn. Struktury riffów na demosie opierają się w dużej mierze na melodyjności. Nie jest to jednak melodyka bzyczącej jednej struny rodem, gdzie tłem są blastujące tempa sekcji rytmicznej. Otóż, riffy budowane są tutaj w sposób narastający, intrygując powoli i dozując klimat odpowiednimi porcjami. Owa melodyka, to tylko sposób, jakby medium przekazania całokształtu poszczególnych utworów. Należy napomnieć, że słowo te jako termin w Black Metalu kojarzy się nieodparcie ze słodkością. Otóż, w przypadku Circle Of Dawn mamy do czynienia z melodyjną zgnilizną, pleśnią pokrywającą zapomniane zakątki tego świata. Tempo oscyluje gdzieś w okolicach średniego, a zwolnienia gdy się już pojawią są niczym ostatni gwóźdź do trumny całości, która kładzie mnie na kolana. To wgniata pomysłem, prostotą, a zarazem poziomem bezprecedensowości. Brzmienie, które jest nie przesterowane setką pokręteł i studyjnych sztuczek dopełnia czary zachwytu. Słucham tego poraz n-ty i nie mam dość. Ten pulsujący bas, wokale... Właśnie, cholera te wokale! Krzyki w Black Metalowej manierze, wysokie wrzaski, czyste zawodzenia które w tle robią chórki...
Demo Finów zaskoczyło. Nie jest to żadne odkrywcze granie, ot wiele znanych patentów zebranych w całość i niesamowicie przedstawionych. Sukces tego dema leży właśnie w sposobie przekazania tej muzyki, w tym jak owa nienawiść i wręcz agonalny mrok zostały zaaranżowane. Odsłuchiwać i nabywać, warto! Oby więcej takiego audio terroru.

9/10

https://www.youtube.com/channel/UCTp8N8Roh71SDvxGxftNOXA
http://www.darker-than-black.com/

Deus Mortem 'Demons of Matter and the Shells of the Dead'

CD'16
Malignant Voices

Tracklist:
1. The Higher Sun
2. Penetrating the Veils of Negativity
3. Olam haBeriah

After 3 years from the last full album we have another ruthless strike from Polish Black Metal Horde Deus Mortem. This time it is about 20 minutes of their act but I need to say - the less but the better. Album consists of 3 songs which are a bit away from their recent creations. Every interested knows that Deus Mortem was free from smooth, creamy, well sounding music. But this time it is not exactly in their way they acted before. First song - "The Higher Sun" starts in the old way - flagellating drums, fire blowing guitars and nauseous strike. But there is something more, a little play with listener. It can be heard in the second song. There is less old Deus Mortem. They start with atmospheric keyboard with something that reminds of old Norwegian BM feeling. "Penetrating the Veins of Negativity" has a little bit lower tempo but it is full of negative energy pumping into your brain. Everything is prepared to create a cold, black atmosphere. It is going lower and lower and down to hell...If you will bath in this ice cold grave, suddenly sound strikes with very fast and heavy blitzkrieg. The last song "Olam haBeriah" is more gentle but still with some dark atmosphere, which is away from merciless and crushing wall of sound. It is like pretty good working machine which starts and stops in the right place. Very fine and well thought culmination. To end this journey with new Deus Mortem I can say that that this EP is a new opening for this band - if they will prepare next material in this way.
Wtitten by A.

 

17 gru 2016

Insepulchral 'Satanic Supremacy'

CD'13
American Line Productions

Lista utworów:
1. Intro: The Reich of Stellar Imperium
2. Temple of Evil
3. Armageddon
4. Satans Cave
5. Satanic Supremacy
6. Outro: The Beast Shall Arise

Trochę dziwna sprawa z tym Meksykańskim tworem. Mam na myśli mianowicie fakt, że chłopy istnieją od 1999 roku i mają demo, Ep'kę i ów album na swoim koncie, który notabene trwa 22 minuty. Niby nic dziwnego, masa takich bluźnierców chodzi po najciemniejszych zakątkach undergroundu. Jednak, żeby na krótki i debiutancki album nagrać ponownie 2 utwory spośród 4-ech (pomijam intro i outro), to już chyba lekka przesada. Nie można to było zaczekać aż się uzbiera więcej pomysłów i nagrać długograj z prawdziwego zdarzenia? Trochę to naciąganie brzmi, nie sądzicie?
No ale do rzeczy. Sama muzyka prezentowana przez Insepulchral to całkiem przyzwoite połączenie Black i Death Metalu. Tuż po intro, od razu 'rzuca się w uszy' dzikość i ta dobrze znana egzotyka stylistyczna zespołów pochodzących z Ameryki Południowej. Co prawda Meksyk zaliczamy geograficznie do Północnej części kontynentu, ale ogłady w ich muzyce szukać nadaremnie. Utwory nie są w żaden sposób zaskakujące ale po prostu trzymają przyzwoity poziom. Ot, dość chaotyczne połączenie wysuniętego na przody i napierdalającego werbla z gitarami które tną archaiczne riffy, które słyszane były już tysiące razy. Nic nowego, prawda? A jednak, pomimo mojego wstępnego marudzenia, muszę przyznać że całkiem miło się tego słucha. Nie jest to może mord na ludzkości w kategoriach muzycznych, ale do przełknięcia bez popity niczym dobrze schłodzona pięćdziesiątka wódki. Wracając do gitar jeszcze na moment, podobają mi się przejścia na totalnie old schoolowe riffy, tłumione / rytmiczne patenty niczym w Death Metalu z początku lat '90-tych. Właśnie, 'Satanic Supremacy' materiał nawet w swoich szczytowych obrotach nadal utrzymuje ową rytmikę. Jest ona dość pokręcona, jakby celowo chaotyczna, ale chyba na tym właśnie ta dzikość polega. Sporadycznie pojawiają się solówki, które po kilku akordach milkną, ot stanowiąc przerywnik, urozmaicenie. Wokale są wypadkową growli w których pobrzmiewają echa BM krzyków. Płyta jest zdominowana, przez szybkie i średnie tempa i to chyba na tyle.
'Satanic Supremacy' jest materiałem zdecydowanie old schoolowym. Jednakże, nie oznacza to że jest to muzyka nagrana z dużym polotem, bo bazująca na starych i uwielbianych przez wielu patentach. Niestety, poza swego rodzaju dzikością, która odchodzi w zapomnienie gdzieś po 5-6 przesłuchaniach, muzyka zaczyna z lekka nużyć. Ot, jeden z wielu takich albumów, których nagrano tysiące. Dla mnie tylko przyzwoicie i nic ponadto. Jednak maniacy wszelakiej egzotyki mogą śmiało sięgać po ten materiał i bankowo znajdą w nim coś dla siebie.

5+/10

https://www.facebook.com/InsepulchralOfficial
http://www.alprods.bigcartel.com/


16 gru 2016

Behexen 'The Poisonous Path'

CD'16
Debemur Morti Productions

Lista utworów:
1. The Poisonous Path
2. Wand of Shadows
3. Cave of the Dark Dreams
4. Sword of Promethean Fire
5. Umbra Luciferi
6. Luminous Darkness
7. Chalice of the Abyssal Water
8. Pentagram of the Black Earth
9. Gallows of Inversion
10. Rakkaudesta Saatanaan

Piąty już w dyskografii Finów pełen album przynosi bez większych zaskoczeń porcję solidnie zaaranżowanego i zagranego Black Metalu. Po nagraniu tego materiału szeregi Behexen po 6-ciu latach współpracy opuścił Shatraug, jednak nie ma się tu czemu dziwić. Obecnie Behexen działa bardzo prężnie, a owy jegomość już się dwoił i troił w Horna, Sargeist, Necroslut, Mortualia (by wymienić tylko te bardziej znane), a zeszłego roku zasilił jeszcze szeregi Amerykańskiego Nightbringer.
Muzyka zawarta na 'The Poisonous Path' zdecydowanie nie rozczarowuje. Ostatnio szperając po starych zinach natknąłem się na malkontenctwo względem Fińskiej sceny, a w szczególności właśnie Behexen. Owy ktoś raczył się bełkotem, że nie rozumie fenomenu tego zespołu, że nie tędy droga jeśli mowa o Black Metalu. Cóż, może ja się nie znam, ale podążając torem myślenia tego pana zadam pytanie: to którędy droga? Owszem, nie da się ukryć, że Black Metal jako gatunek na przestrzeni lat ewoluował. Z 'garażowego tłuczenia' surowych riffów klonowanych milionowy raz z Darkthrone czy Moonblood, wyrosły hybrydy łączące lub inkorporujące elementy z innych gatunków jak Death czy Doom. Na szczęście dla jednych i drugich, 'garażowe tłuczenie' również przetrwało i ma się bardzo dobrze. Wracając jednak do piątego albumu Behexen, uważam że fenomen jest jak najbardziej zrozumiały. Co więcej, jest usprawiedliwiony pracą i rozwojem zarówno muzycznego warsztatu jak i okultystycznego. Zawartość 'The Poisonous Path', jest przede wszystkim dynamiczna i okraszona dość brudnym brzmieniem. Pomimo takiego zestrojenia gitar, riffy są nadal bardzo wyraźne i owy Fiński brud nie zasłania patentów / motywów poszczególnych części utworów. Sporo jest również zwolnień, hipnotycznych rozwiązań jak chociażby 'Chalice of the Abyssal Water'. Dzięki temu dynamika spowalnia dając wytchnienie, a prym przejmuje transowość riffów i wolne tempo. Praca perkusji za którą zasiadł ponownie Horns (nieprzerwanie od 1996 roku) powala majstersztykiem. Pomysłowość rozwiązań, zmiany temp i naprawdę wspaniałe przejścia między riffami. Kolejnym silnym atutem są wokale. Hoath Torog (również od 1996 roku) wypluwa z siebie kolejne zatrute słowa niczym z portalu, którego wrota otwierają się przygotowując świat na nadejście Śmierci. Krąg bez końca, oślepiony białą ciemnością, budowane są myśli. Ponownie, jak i w przypadku poprzednich albumów, Behexen udało się zachować formę swoistego misterium. Łącząc przekaz dźwiękowy i wgłębiając się w teksty, całokształt zamienia się w swoisty rytuał.
Piąty album Finów można spokojnie sklasyfikować jako płytę bardzo dojrzałą, zarówno muzycznie jaki i w warstwie lirycznej. Skrupulatnie próbowałem doszukać się tutaj jakichkolwiek mankamentów, uchwycić się jakiegoś błędu lub niedociągnięcia. Bez skutku. Nie czuć tutaj tworzenia na siłę, aranżacje mają jakby swą naturalną płynność. Dowodzi to tezie, że muzyka zarejestrowana na 'The Poisonous Path' wypłynęła wprost z tych, którzy są odpowiedzialni za jej stworzenie. Podkreślę raz jeszcze, album nader dojrzały i powalający naturalnością sączącego się z niego Zła.

9+/10

https://www.facebook.com/behexen.official
http://www.debemur-morti.com/


15 gru 2016

Akhlys 'The Dreaming I'

CD'15
Debemur Morti Productions

Lista utworów:
1. Breath and Levitation
2. Tides of Oneiric Darkness
3. Consummation
4. The Dreaming Eye    
5. Into the Indigo Abyss

Po debiucie wydanym w 2009 roku, którego zawartość jakże się różniła od obecnego wizerunku twórczego, Akhlys w 2015 roku wydał następcę 'Supplication'. Debiut był tworem stricte nurtu Ambient, podczas gdy 'The Dreaming I' zabiera nas w niepokojące i zatrważające otchłanie Black Metalu. Naas Alcameth, główny kompozytor muzyki duetu ze Stanów Zjednoczonych, udziela się również w Bestia Arcana, Nightbringer czy też reaktywowanego niedawno (4 lata temu hehe) Excommunion.
Muzyka zawarta na albumie 'The Dreaming I' to wyjątkowy miraż Black Metalu z elementami Ambientu. Tego drugiego, na szczęście dla przeciwników takich dźwięków, jest mało i jego obecność służy przede wszystkim do wyciągnięcia / wyostrzenia złowrogiej a zarazem potężnej atmosfery. Muzyka poniekąd strukturami może kojarzyć się z dokonaniami w/wym. hord -> Bestia Arcana i Nightbringer. Specyficzna chaotyczność riffów pozwala na właśnie takie porównanie. Jednakże, ów gitarowy chaos jest tylko pozorny i bardziej (o ile mogę użyć takiego sformułowania) ułożony. Po dokładnym osłuchaniu się z materiałem, słychać wyraźnie i klarownie dane patenty, smaczki które zostały osadzone w strukturach utworów w trakcie ich komponowania. Dochodzi tutaj także bardzo duża hipnotyczność kompozycji. Riffy nie tyle co są mozolnie i z uporem powtarzane, ale sposób ich aranżacji wprowadza jakby stan chorego oczarowania. Ain, który w duecie jest odpowiedzialny za perkusję, trzeba przyznać odwalił kawał bardzo dobrej roboty. Pomijam fakt, jak bardzo jego linie są zaawansowane technicznie, jednak zagrać w sposób do tego nie nużący i nie przekombinowany wymaga sporego warsztatu. A tak jest. Masa blastów, nie szczędzenia tomów na różnych przejściach, blachy i non stop pracujące stopy. Dodatkowym atutem jest wyważenie dźwięku instrumentów. Żaden ewidentnie nie dominuje, jedynie klawisze w momencie gdy są używane stanowią jakby oddalone tło. Wokale, istne arcydzieło. Naas Alcameth użył różnych barw swego głosu, gdzie najczęściej używaną jest oczywiście ta stricte Black Metalowa. Jednak, nie brakuje tu i podobnych do growlu przeciągłych wokaliz, podwojonych krzyków... Całość wspaniale wpływa na atmosferę, która coraz bardziej rozpościera swe czarne skrzydła i okiełznuje obłędem horroru.
'The Dreaming I' jest zdecydowanie ambitnym albumem. Jest spójny i przyciąga uwagę słuchacza, który od Black Metalu wymaga nie tylko napierdalania. Album zdecydowanie poraża swoim klimatem, bogatymi aranżacjami. Zdecydowanie polecam, bo jest na czym ucho zawiesić.

9/10

https://www.facebook.com/pages/Akhlys/1512419082356682
http://www.debemur-morti.com/


14 gru 2016

Empire Of Blood 'Oroboros'

CD'15
War Against Yourself Records

Tracklist:
1. The Gallows Hanging Gate
2. Tomb Under the Blood Moon
3. Necromanteion
4. Necromantic Chalice
5. Spell of Decay
6. Oroboros
7. Homage to the Devil
8. Summoning of Demogorgon

Empire Of Blood released its debut album, and the only release so far, last year. Heading from USA, members are part of such hordes as Black Funeral, Godless Rising and Teratism and other less known creations on the Black Metal scene. The debut which is kept in raw form of this genre is quite interesting record to get.
It starts off with a scream of the title of the first track. When the rest of instruments joins after the vocals, I felt like being thrown into a necro ritual. There is no doubt, Black Metal presented by them has something that is fukking inhuman. Some sort of atmosphere, which is hard to desribe in words. But when you listen to it, you exactly sense the Evil. The vocals which are furious but at the same time possessed, are perfectly fitting in the music. Michael Ford did excelent work here. When you listen carefully you'll notice that his tone of voice isn't just a typical squalid and nasty screams. There is other tone, something close to be placed between whispers and spoken words. Guitars work is mostly tremolo picking fast riffs. Also there are moments when there is no distortion or it is almost off the guitars. These fragments (example 'Homage to the Devil' track) are bewitched. The aura thickens here, and the stench of hellish sulphur is encroaching our lungs. 'Oroboros' in general has magnetically hypnotic vibe. This necro feeling, in case of this work, has also onirik element but it cannot be considered as omniferous. Album throughout is very interesting, it implicates slowly like crawling horror. Now, drums are particularly an important or even leading role in this record. Their dense blasting plus being placed a bit in front of guitars, makes it more appaling with the final  outcome. Especially the way drums has been recorded, the sound is fukking inhuman as fukk!!! Aaaaarrrggghhhh! I think some may decline it because of it, but it wasn't recorded to please everyone, just those who understand the Black Metal.
Consistent, without shit surprises, Empire Of Blood took its first step. The only thing I can say is to wish myself they will continue and sooner or later I would be able to listen to the successor of 'Oroboros'.

https://www.facebook.com/Empire-of-BLOOD-592464764096880
http://www.waragainstyourself.com/


2 gru 2016

Barshasketh 'Ophidian Henosis'

CD'15
Blut & Eisen Productions

Tracklist:
1. Ophidian Henosis - I
2. Ophidian Henosis - II
3. Ophidian Henosis - III
4. Ophidian Henosis - IV
5. Ophidian Henosis - V
6. Ophidian Henosis - VI
7. Ophidian Henosis - VII

Barshasketh from New Zealand released in 2015 their third so far album. After the debut album Krigeist, founding member, relocated the band to Scotland. After forming new line up, the released the second album and two very good splits with Krawwl from Ireland and Void Ritual from USA. After that we could entirelly focus and enjoy (if that is the proper word in this genre) on the last offering by Barshasketh. Its time to write about 'Snake Unity'.
Seven longish tracks lasting at least around 6-7 minutes each (only the closing one is shorter 4:36) gives the total of almost 50 minutes of music. Some hordes recording such long album can easily bore you, but I must admit, I didn't witness even a smallest sign of it in throughout playing their record. The album is mostly fast paced with strong drums work. It doesn't mean that the guitars are blurry and playing just hypnotic riffs. It is the matter of the final outcome with the sound mixing. Drums are slightly in front of guitars and are well triggered. In most cases, I don't like such effects. Especially as it comes to Black Metal. But it is far away from being 'main-stream' attempt. Barshasketh sounds very mature, yes clear you may say. But this sound has its hidden claw, there is no way to even try to spot some shallow plastic in. It is a bit smothered in general, like coming from distance. Guitars are mostly tremolo picking riffs with a lot of melodic parts. It works very good. Quite often the guitars split up in two roles: main riffs in the background and second one is leading with quite nostalgic sounding patterns. The leads not only presenting themselves in melancholic way, lots of sharp melodical tremolo picking which gives the material massive aggression. I really liked the transformation of almost typical norwegian rooted riffs into something that is more melodic and atmospheric. Such diverstiy in song-writting can only benefit to the horde, while more manics can focus their attention to such style. Vocals by Krigeist are typical Black Metal screech, which some may find a bit monotonous. Well, fuck them.
'Ophidian Henosis' is a very good and what is more important cohesive album. Without parts that will distract your attention from the ritual that is oozing from the speakers, Barshasketh released solid and absorbing album. And you should check it out if you didn't yet.

https://www.facebook.com/pages/Barshasketh/188246751197353
http://blutundeisenprod.de/


1 gru 2016

Ill Omened 'Conflagration Roaring Hell'

CD'15
Kvlt

Tracklist:
1. Avernal Ire Ravening Blaze
2. Avenging Murder in Glory Shall Come
3. Watchtowers of Ruin - Tyrannous Void
4. Abhorred Wyrm That Boreth Graves of the Decrowned
5. Beyond the Bloodscorched Wasteland
6. Knighthood of Doom

Heading from Perm, city in Russia, Ill Omened recorded their debut album in 2015 for Finland's label Kvlt. Thier line-up consist of ex-members from Pseudogod and Serpentenace, maybe less known horde but with great debut tape from the same year 'The Besieged Sanctum'. 'Conflagration Roaring Hell' is a fucking beast, the mixing and symbiosis of Death and Black Metal genres is something very extremely barbaric in sound and compositions. Firm and massive album.
After just few listenings to this album I have a feeling like being trapped in some abandon graveyard and all the forgotten powers / spirits of this place are just forcing my mind to take contol over it. Intense, barbaric and bestial. And addictive. These six tracks lasting for about 37 minutes are enough substructure to break into your subconsciousness and stay there for long time. The sound of this record is so fetid, impure... It just underlines the atmosphere of the sickening and the abominable. Guitars work is just insane. Of course there are the riffs we all probably heard somewhere before, but who cares? The usage of those is almost perfect to create the invidious aura. Tremolo picking, open strings chords, loathsome solos, couplings and howling parts... Fukk, this is insane and the way it supposed to be. Drums are here no less rampageous as guitars. Most of the time blasts are fulfilling the structures. But there are also the times when the pace is slow or just regular mid one. It doesn't mean that the drumming is simple, even in the most extreme parts. Daemoniacus, the drummer, know exactly how to spice his play. Plenty of technical play, each part of his set is working with mad intensity. And vocals... these especially sound like emerging from hellish depths. Done with the effect of echo & some distance, this is a real horryfic work. Often the vocals are overlaping, using left and right channells. You can hear couple of screams at the same time, and again demonic words are spitted out with deadly poison. Screams, bestial roars, grim murmurs, whispers and hisses...
While listening to the 'Conflagration Roaring Hell' I was feeling that above the whole album there is a hidden curse, something truely Evil. When the record stoped to play, the silence that was left was so unnatural, beyond the understanding. They unleashed the emissive radiation, a force that is unstoppable.



28 lis 2016

Donn 'Horns Curve Into Broken Circles'

CD'11
Peregrination Records

Tracklist:
1. Naamah        
2. Malkuth Transforms into Lilith
3. Rotten Blood and Dead Semen as the Foundation of Creation        
4. Revolt Against Solar Singularity        
5. Kinetike        
6. With Black I Absorb, Violet Contemplate, Red I Summon the Strength to Act        
7. Horns Curve into Broken Circles        
8. Savar Speaks        
9. Manipulator of Men

Donn The Philosophy or just Donn is an Underground BM  band from United Kingdom which first full album touched the black light through Peregrination Records. The members of this band are also taking a part in bands like Teutoburg Forest, Blooddawn or Torch Of Darkness.Although the material is older than a year, the music which Donn performs gives a strong dose of "black energy". We have there a concept album declared to the individuality, Glorification of Evil filled by an occult philosophy as well.
Their words: "Evil is separation. The separtion from unity and the reliance of another's defined duality leading towards self deification where one may attain the ultimate power. The power of choice"
Now about the sound. We can hear there a fast Black Metal strike however it is a bit far from technically overclocked Marduk style or flagellating Setherial. But we can feel in Donn's music hell, the Devil and uncommonly furious atmosphere. It's centered and balanced with semi-slow moments. But the most important thing is that we can feel and touch the omnipresent "dirt". It's not only about guitar sounds, but the whole album is fullfilled with putridity and basement moisture. Regarding to a less "bad" details I can hear there a bit repressed bass work and vocals which are fighthing in some moments for "second life" with wall of intensive Black Metal sound. The graphic artwork is minimalistic but it has it's own form and meaning in an occult way. However it is without some "trendy" pentagrams and reversed crossed in the nun's vulva...Why?...Because It is True Black Metal cult for the chosen ones...

https://www.facebook.com/Donn-Philosophy-148302641889926/
http://www.peregrinationrecords.com/ - old not working link


Written by A.

27 lis 2016

A.M.S.G. 'Hostis Universi Generis'

CD'16
Profound Lore Productions

Tracklist:
1. The Exodus of All Life
2. Baptized in the Blood of Galaxies
3. Broken Chains of Cursed Flesh
4. Divine Madness Transcends
5. The Perpetual Dance of Existence and Demise
6. Astral Projections of Lucifer

Second album by Canadian horde A.M.S.G. is standing above 'solid album' description. 'The Enemy of All Kind', the translation from Latin can guide us easily how this work is going to be chanelled via the malign sounds. The previous releases by A.M.S.G. were very mature and advanced as it comes to building atmosphere and track structures. In this full madness, the authenticity doesn't even has to be discovered while it is all the time there. The presence of the real thick Darkness bounded with obvious Devil worshiping, such aura can't be made out and just executed. Only real devotion and authentic approach towards the subject they are channelling cound create such outstanding effect. And we can experience it, on 'Hostis Universi Generis'.
Let me begin with the 100% conviction: second full-lenght album by A.M.S.G. is a cohensive work. Again, amongst the traditional Black Metal patterns we can hear some experimentations are taking place. Especially as it comes to song structures. Canadians are not affraid to use wind instruments, acoustic guitars or spoken / whisppered declamations. This time all the transitions and tempo changes inside the tracks are just simply breathtaking. The atmosphere is raising and spreading all over the place, it is like wandering on an abandoned spot -> the excitement is mixed with fright. All these elements like piano playing, trumpets with saxophone sounds filling the parts of the tracs almost with the cacophony, the pulsations... it is creating a real dismay. Guitars are arranged often in layers, and while the background one is playing the main riff, the second guitar emerges with a nostalgic solos, totally wild leading riffs or possessed distorted ideas. As I was listening to this record many times, almost each time I discovered something new. Some elements seems to be hidden from you, only when you enter into this aura and let the maelstrom take you, than you are feeling like getting new symptoms, new elements are starting to fullfill your conciousness. And I think this is the biggest superiority of this album over others, even great too. Somehow it is hard to treat this record in music categories as a final outcome.
To end it up, I will just add one thing. 'Hostis Universi Generis' has experimental edge, I mentioned above about it. But, what is amazing in it is the fact, this is Black Metal album without any doubt, to the core. And through using of all this variety of track structures, praising the Devil has been reached and noone is able to deny it.

https://www.facebook.com/pages/AMSG-Ad-Majorem-Satanae-Gloriam/110719362296013
https://www.profoundlorerecords.com/


24 lis 2016

Narvik 'Ascension to Apotheosis'

CD'16
Folter Records

Tracklist:
1. Invokation II
2. Wounds of Aspiration
3. Geist zu Scherben
4. Psychotic Redeemer
5. Fecundity of Death
6. Berstende Säulen
7. The Shore
8. BarrenSemen

Hailing from Germany, Navrik strikes back with their second album. As much I was just familiar with their EP 'Snake of Paradise' released on tape, I have to admit - I'll search for the other releases to make up the lost music. 'Ascension to Apotheosis' was released by Folter Records which has a lot of respected hordes in their catalogue like The Stone, Deathrow, Corpus Christii, Isvind or Kult to mention just few. But they released such disgraceful failures like Northern Plague. Not defending the label nor this worthless idiotic band, I guess it is like everywhere on the flooded scene. You have to search for it, dig it out and enjoy the result of your mission. Too bad there are labels supporting such shit like kinds from NP band. Anyway, let us focus on what has to Navrik to offer while it is quite interesting record.
As I mentioned before this is the second album by Germans. I have no point to refer to their debut album as I missed it out within the sea of new releases coming out each day in the last years. First of all 'Ascension to Apotheosis' is a very mature work. Of course it is not discovering anything new, but even using the patterns once used requires some skills. Especially if you are mixing some traditional parts with the ones that are close to even experimental. The mirage of the two brings close the atmosphere of real devotion with oppressive, claustrophobic feeling. And I find myself well in such offering. The guitar work is varied, advanced as for the Black Metal genre but it also creates this spark of thrillness, something you feel like addicted to maniacally pressing 'play' once again, when the album is over. It is suffy, even worse - it is like the sonic dim is appearing from the speakers with every next sound. The drums with the bass lines are damn good dynamic in faster parts. When it comes to some slower 'psychodelic' parts, they create a nice background for distorted guitars. Most of all I was glad to hear that the vocals weren't kept in a standard Black Metal manner. Of course, I am against in too much experimentations in extreme genres. But the style of Navrik just needed it. If I was forced to describe their music style with refering on other bands names -> hypnotic Orthodox Black Metal in vein of hordes like Ascension, Order Of Orias, Merrimack, Fides Inversa or Dysangelium with the mixture of Deathspell Omega. Possessive and anxious stuff.
I think, Navrik's second album would grasp the souls of all those who are not only into the Black Metal. Such music is dedicated to those who seek deeper message in sounds. And for those who seek misanthropy and desolation in life & Black Metal, this should be enough. 



22 lis 2016

Ill Omen 'Æ.Thy.Rift'

CD'16
Nuclear War Now! Productions

Tracklist:
1. Æ.Thy.Rift
2. Æ.Thy.Rift
3. Æ.Thy.Rift
4. Æ.Thy.Rift

Since the compilation release entiteled 'Compendium Melificarum' I bacame enchanted with the music by Ill Omen. Not saying I have got all the releases in my collection, at least all the albums, split with Pestilentia and mentioned compilation. All has started in 2006 when IV have brought to life (or death?) his project Ill Omen. He has also participated in such hordes like Pestilential Shadows, Baratheon, Austere and his own projects like Perdition Oracle and Funeral Mourning. Nowadays he is active also with Nazxul and Temple Nightshade. 
'Æ.Thy.Rift' is the third album of this Australian project. Released under the banner of Nuclear War Now! Productions is enough of recommendation. Four long tracks together lasting almost 40 minutes, as easy to predict it creates an atmosphere of occult thick darkness. IV hasn't been affraid of using the keyboards since the begining of Ill Omen. This instrument in particular has the biggest influence of how this album sounds as a final result. This plus the sound of the recording session. Each instrument is recorded in a very 'live' manner but also suppressed with the sonic turbidity. The sound is seriously frightening, very obscure. All of you probably know how even the most wonderful & quiet place on earth changes when it is covered with dense fog. I can easily say the same happened here, because each sound, each part of the record dim and indistinct. But all the amorphous elements makes 'Æ.Thy.Rift' an album which is close to ritual. IV is also sueing all variations with his vocals, from Black Metal ones, to agonizing howls and whisppers. Mostly the pace on the tracks is slow, but there are also fast ones -> which I must say sounds also very ritualistic due to distant sounding instruments... The mysterious and spiritual ceremony... You can feel how devoted this is, how much deep it is with the invoking the Ancient Serpent . 
I know, that 'Æ.Thy.Rift' is not for everyone how is even in Black Metal genre. It is way too specyfic style IV has created and developed during the years. Also, such mixture of ritualistic sounding Black Metal with slow almost like Funeral Doom parts, will be too much for many. But do I care? Ill Omen created again an unique music of high spiritual standards. Recommended!




19 lis 2016

Drudkh 'A Furrow Cut Short'

CD'15
Season Of Mist Underground Activists

Tracklist:
1. Cursed Sons I
2. Cursed Sons II
3. To the Epoch of Unbowed Poets
4. Embers
5. Dishonour I
6. Dishonour II
7. Till Foreign Ground Shall Cover Eyes

The tenth album by Ukrainian eulogists of the Nature was released last year. In between two Eps and three splits - ten albums in 14 years of existence! Since 2006 the two founding members have been joined by Vlad and Krechet on bass, drums and keyboards. The collaboration is quite obvious since they know each other from common bands like Precambrian, Rattenfänger. Roman Saenko and Thurios, both of the founders have been active in acts like Hate Forest, Blood Of Kingu, Old Silver Key or Astrofaes. The list is huge and all of them are dedicated to the music.
Drudkh through all these years have become a mark of well-composed and preformed Black Metal. Their praising the Nature and Ukrainian folklore is inseparable element with their music. These subjects inspire them to the creation of what we hear each time when a record is finally out. Same story is with 'A Furrow Cut Short', where mainly from the begining we're receiving what we're used to with this horde. Mid to fast pace is mixing through the whole album. The drumming is the key to the success here, while even in the most nostalgic parts, it has some kind of folkish parts. Weirdly not always it can be heard but you've got this 100% feeling of what it is. Guitars are like with the previous works the essence of Drudkh. Like a most misanthropic journey, they create the rapturous visions about the most misghty places in the mountains and woods. The visions enriched with the poems by Ukrainian poets from the years 1935 to 1977. The guitars split often to two parts with leading one playing nostalgic melodies. The effort is great in the outcome, while with the support of the keyboards in the background it stretches the atmosphere to kind of spiritual one. Last but not least are the vocals, which carry the burden of anger. If you match all these elements together you'll come with rewarding result. The journey is not only meant to be pleasureable to your hearing senses, but also to reach to your souls for the older values.
The listenings of 'A Furrow Cut Short' went quickly by. The album has its depth, also it will become more clear when you'll do your lessons and translate the poems / lyrics. So do not waste the time, buy it and listen to it (if you already had it, listen to it again!).

https://www.facebook.com/Drudkh.Official
http://www.season-of-mist.com/


18 lis 2016

Kill 'Great Death'

CD'16
Amor Fati Productions

Tracklist:
1. Doom Oath
2. Totentanz
3. Wreath of Triumph
4. Conflagration
5. Fires of Famine
6. Great Death
7. Desolate Kingdom
8. Wormwood Descends

Swedes have returned with their fifth opus entiteled 'Great Death'. There were no better title to choose for it, as it reflects the whole conspect and music in these two words. Mighty, powerful two words. And this is how the albums sounds, how it is composed and executed. There are no weaker points in it, just ongoing deadly endeavouring to reach Death. After a long waiting for four years, finally I can enter to the realm of their hatred & death driven realm of destructive obsession.
After being in the underground Black Metal scene for 18 years now, Kill has now a solid and respectful position amongst maniacs of such sounds worldwide. Yet, hidden in the underground the beast is slowly raising its head to reach for more victims. They will become the worshippers.
'Great Death', from the first riffs on 'Doom Oath' to the last ones on 'Wormwood Descends', is feeding us with mercilessly pounding pace. These mad, lunatic structures are so violent it is hard to describe the stage I'm now in. Encroaching to my thoughts, consciousness, these sonic landscape is creating just violent & repulsive pictures. In many recent Black Metal albums we can witness occult or mythological wisdom themes. Kill is leaving us without any of these. This work is just an art of pure Death and Fire. As I mentioned above, the tempos are fast and often are bombing us with the barbaric way reminding some patterns of War Black Metal genre. These elements were heard since the first album 'Horned Holocaust' and are nothing new in their discography. It is amazing to see they do not change or quit the style they created in the vision of Kill since the early days. I can easily say, this is the best sounding album by Kill so far. Somehow they kept this 'nekro' sound but each of the instruments is selective. All together they do not melt into a shitty mess. Guitar work by J. Voltage is all up in front, and mostly the riffage is a violent tremolo picking or nekro open strings slower parts. Also when it comes to slow / mid tempos, Kill is sounding so fukking cruel! Still, there is a lot of doze of melodics, but it is hidden in the raging riffs. Through the whole album you can hear the bass guitar lines clearly. Drums by Getaz are recorded properly. I was more than happy to hear that in the blasting parts, the snare drum wasn't becoming inaudible. Intense and not for the weak. The drums lines are just the ending confirmation, 'Great Death' is not for the new kids or seasonal listeners to Black Metal genre. Better wank to your Watain / Behemoth shit. I must add , the recording session must been / it is a bloody well work, weigh such aggressive music without loosing its natural primodiality and keeping the obuscure harshness is a fukking gem. Vocals by Carl Warslaughter are savage, disasterously cruel and in my opinion these ones are the final nails to the coffin. I am left fascinated in the glare of Death's light.

https://www.facebook.com/thetruekill
http://www.amor-fati-productions.de/


14 lis 2016

Drowning the Light 'From the Abyss'

CD'15
Dark Adversary Productions

Tracklist:
1. From Old Mountains to Lost Seas
2. Drink the Blood of the Sun (Varcolaci Awakens)
3. Below the Horizon He Stalks
4. From the Abyss
5. Secrets of the Darkest Spells
6. Cursed Voyage
7. Apparitions in the Distant Woodlands
8. Rise! Under Satans Mighty Horns
9. The Return of Medieval Sorrow
10. Despoiler of the World We Know
11. Sic Itur ad Astra    
12. The Inverted Ascension
13. Sinking into the Void

I guess noone who is really into Black Metal underground needs an introduction about this band. Drowning The Light, with its rich history of countless demos, splits and Eps, had released their last album last year. So far, if I good counted it is thirteen full-lenght release. On the top of this Azgorh is also active with its second horde Eternum and recently has joined Black Funeral. Beside this there were or still are acts Wolfblood, Reich Of The Black Sun or Ambient / Medieval Dungeon projects like Forgotten Kingdoms, Ghosts Of Oceania. You can clearly see that this person is devoted to the dark art with his whole life.
'From the Abyss' is kind of a new face within DTL releases / music. It is more epic, more powerful but still within the misanthropic spirit we know so well from the past. Even the change is easy to spot, the more easy is to hear Azgorh kept his compositions within the traditions of the previous works. It is like to mix together the Drowning The Light style with its primoridal, vampyric aura and add the epic work for example from Forgotten Kingdoms dark Dungeon music. To those who still didn't hear this album, do not freak out. DTL do not change into a band which music is driven by keyboards. Keyboards do play an important role, they support the guitars riffs and make the whole picture more dismal. As we speak about guitar work, there are some slight changes too. Take for example 'Cursed Voyage' - can't really remeber to hear such epic but still gloomy riffs. And due to such exertions DTL music grows to something really unique. Lets move on forward. The sound has also changed. Not saying for the better or worse, it is just different. I think it can compared to something recorded in a cave or an obscure forgotten place, just with a better dynamics. I must say such sound opens a bigger variety of capabilities in front of Azgorh, therefore maybe this is the outcome of what we can hear on 'From The Abyss'. Also gone are the elements, visions in vein of DSBM of which DTL was known in their early stage. Some of slower parts may sound a bit familiar to these, but these are just accretions. The vocals by Azgorh remained the same, scratchy screams intertwined with some spoken parts or more haughty half-clean voices. Through the whole playing time of this record we witness different pace. There are slower, mentioned above tracks but also fast blasting tracks like 'Sic Itur ad Astra' where furious drums and razor-sharp guitars are flowing on the surface created by keyboards... to end up with acoustic guitars and slower march drums. This, amongst many others, is a hail to the old days of Black Metal. It is what DTL has been doing through all these years, when we have been struck down each time with the primitivism, oppressive darkness, and all the emotions which have been slaughtering the 'normality' of everyday life. And it is lasting for more than an hour... The misanthropic longing for the coldness of the night. The source of evil inspirations.
I must admit, 'From the Abyss' is the most mature record released by DTL through their time of existence. It is consistent even in its variety. The atmosphere is simply astonishing, mighty and frightening at the same time. The vortex of void has been opened...

https://www.facebook.com/pages/Drowning-the-Light/171090626269952
http://darkadversary.bigcartel.com/


12 lis 2016

Blood Incantation 'Starspawn'

CD'16
Dark Descent Records

Tracklist:
1. Vitrification of Blood (Part 1)
2. Chaoplasm
3. Hidden Species (Vitrification of Blood Part 2)
4. Meticulous Soul Devourment
5. Starspawn

After couple of releases (3 demos, ep and a split with Spectral Voice) Blood Incantation released its first full-lenght assault. Since the first sounds of the opening track there is no doubt, that it will be more than just obscure work. And what is needed to ba said here is, to built / create such music with a vide spectrum they did you need a strong foundation of inspirations. Plus, the skills. Of course, it is not only how you can use your instruments but also how you execute the ideas and transform them into this horryfic soundtrack. Believe me, Blood Incantation did it.
The opening track is more than just alluring. After just few moments I got the feeling I am confronting an album of unexpected, yet kept in the undivine traditions of Death Metal. It lasts more than 13 minutes, maybe not a breaking record, but it is simply fascinating to hear how such colossus is emerging with its vile nature through speakers. And also I would like to risk the word pedantic as it comes to their compositions, which has nothing to do with any detriment. The level of details in their music is indescriable and eery atmosphere is unearthly hanging upon the whole outcome of music. From one point we have plenty of riffage from the 'Leprosy' or 'Spiritual Healing' era. Secondly there are moments like 'Covenant' advanced solos by Azagthoth... Everything is covered by a thick mist and the dim is overtaking the atmosphere. So, imagine such effect - a merger of Death & Morbid Angel plus the graveyard sombreness. The cited examples to define their style are just mentioned to show the fundamental vastness of their work. There are plenty of pace changing during the record play. And as I mentioned in the begining, you can't foretold what will happen next. Would it be next dark fanatically obscure part? Or maybe we will have a passage of slower part with less distortion on guitars with a nice gently solo? Or maybe more a Doom/Death Metal part? Everything is here and due to their splendid vision, it's matching bloody fucking good.
Well my Friends, Dark Descent Records did it again. Another soul mesmerizing record which must be a part of your collection. It is sordid, mean and gives you more faith into what the real underground is today. Separate well all the shit, listen and support only the worthy ones!

https://www.facebook.com/Blood-incantation-508899805936788/
http://www.darkdescentrecords.com/


1 lis 2016

Korgonthurus 'Vuohen siunaus'

CD'16
Woodcut Records

Tracklist:
1. Kaaos
2. Puhdistuksen tulet
3. I.K.P.N
4. Vuohen siunaus
5. Inho
6. Ihmisyyden raunioilla
7. L.U.X.

Finally, after years of waiting from 2009 when their debut album was released, I find pleasure in listening to the second album commited by Fins. 7 long years have passed or three if you count from their last split 'North Karelian Black Winds'. But yes, the effect of their effort is heard in 'Vuohen siunaus' which can be translated as 'Goat's Blessing'. Fukk, it was worth to wait...
Korgonthurus did what it was expected from them. Well, it is not the way they must have felt the preassure and composed such album. I don't think it is even in a small percent such case. Of course, in certain circles they are respected and well known horde. What I mean is, they recorded this album in a right time, did their work amazingly well without looking around what is modern or on top. Corvus and Kryth since the begining were highly rooted in raw Finnish Black Metal, their origin scene and they kept to stay this way. The 'Vuohen siunaus' is a guideline of what this genre is. The guitar work is filled with melodies with tremolo picking, some open-strings and the combination of these two makes it simply a fukking chaotic feeling in a right way. It is just like deep exploration of the style where some emotions like anguish or sadness are smuggled into this savage, raging beasty destructive chaos. With blasting flow they do keep the pace changes to mid ones and even slow ones with the aura changing as well. The core of devotion and obsure obsession is kept but in the more 'gently' fragments some sort of desperation or agony is presented within the vocals. Well, not only in vocals but I would say in the whole line of the music itself. Scratchy screems by Corvus just underline the atmosphere. For example in the 'Ihmisyyden raunioilla' you can satch up easily some sort of the post-rock guitars and patterns but belive me, it is far away from being optimistic even for a while. And this is in my opinion the biggest advantage of this album - it is just drowning in negativity. While, of course this is Black Metal and what do you expect? - some may ask. Fair enough, but there are plenty of albums / bands who play that genre and while listening to their work you do even get an 0,05% of what you can experience here. The only thing I can point out as something I had to get to used to is the production of the sound of the album. In first I wasn't too sure if it is not too clean. Still, I can't decide myself if it is ok, or maybe it went in the 'bigger' direction towards more fans? Anyway, the album is playing for some time now and I do enjoy it (if it is the right word to use).
Korgonthurus didn't disappoint at all. They deserve attention due to the music they have created now and in the past, so support them. Black Metal which is obscure to the bone. Try the album in the darkness of the night, you'll get the full picture.

https://www.facebook.com/pages/Korgonthurus/433182950101072
http://www.woodcutrecords.com/main.html


25 paź 2016

Psychonaut 4 'Neurasthenia'

CD'16
Talheim Records

Tracklist:
1. Prologue
2. Death Is a Form of Art
3. Sweet Decadance
4. Total Leaning to Madness
5. Bad t.RIP
6. Song Written in Paris
7. Sleeping Pills Suck
8. Hangover
9. Too Late to Call an Ambulance
10. Thoughts of Death

Coming from Georgia, this is the third album by this Depressive Rock / Post-Black Metal act. 'Neurasthenia' is quite unique work, especially I am not the biggest fan of such music beside few bands I do really respect. First we have to explain the title of the album which means nothing less than a medical term. Neurasthenia was a term used and later popularized by americna neurologist George Miller Beard. As a psychopathological term, neurasthenia was used by Beard in 1869 to denote a condition with symptoms of fatigue, anxiety, headache, heart palpitations, high blood pressure, neuralgia and depressed mood. The actual weakness of nerves to him was mainly caused by exhaustion due to the modern civilization. It was later developed by Freud who separated it from anxiety neurosis and claimed it is mainly caused by (auto-)intoxication. Since we have the short lesson behind us, let us skip to the music.
The introduction I wrote about the term neurasthenia wasn't done just to enrich a bit this review. In my opinion, the music by Psychonaut 4 is clearly dealing with the darkest sides of human existence. It is not like they, you or even me are sitting in dark rooms with crossed hands drained out of any motivation and slowly thinking how to end the life. More likely it is a journey, some term and states to discover and somehow to experience. As I said in the begining, I am not a big fan or even this genre is a bit unknown to me beside acts like Austere, Silencer, Make a Change and Kill Yourself, Thy Light, Nyktalgia, Nocturnal Depression, Leviathan or Xasthur. Quite a few, but I think there are many many more. Due to that, I was a bit affraid to approach this review, do I would even know what to write about or explain here? But it hits me since the begining... Just after the 'Prologue' the track 'Death is a Form of Art' I sinked into the created world of depression, fears, illusions, madness and narcotic visions of pure illness. Music offered by Psychonaut 4 is calm offer based on rockish guitars with some of Black Metal elements. Mostly playing slower parts with distortion, there are also parts with acoustics which I must admit are just tearing apart my psyche. Disquieting your peaceful mind, reminding that within next moment you may loose someone without whom your life can be empty. It is stressing, a lot. The fragments or call them regular patterns where the acoustic guitars playing slow sad melodies and the vocals by Graf von Baphomet are so fukking hysterical and authentic it is a huge challenge to continue to listen and stay sane. Simply, you have to listen to it to discover the atrocities of human psychology. All the fears and dreadful experiences are hidden here and are waiting for you.
Terrifying, anxious, frightful and what's most important restless... Too authentic, too real, way much than just music... 'What was the last thought about?'

https://www.facebook.com/pages/Psychonaut-4/130368643662027
https://webstore.talheim-records.at/


24 paź 2016

Ribspreader 'Suicide Gate - A Bridge to Death'

CD'16
Xtreem Music

Tracklist:
1. Descent of the Morbid
2. Centuries of Filth
3. Eligi
4. The Suffering Earth
5. A Worthless Breed
6. World Dismemberment
7. In Mankind's Rotting Grip
8. The Remains in the Wall
9. Under Ash-Filled Skies

The obsession of old school Death Metal has been brought from the depths of worse nightmares with a name of Ribspreader and its 6th album so far. It is one of many Rogga Johansson's bands which are systematically active and in which the genre of Death Metal is reopen again. Each of his projects deals with different side of this genre and with names like: Revolting, Putrevore, Paganizer, The Grotesquery or Necrogod you can easily tell the musical roots but with slight different approach to each one of them. Anyway, lets get started because it a fucking hell of an album!
Ribspreader could be defined as a homage to old school Swedish Death Metal scene in particular. If you take some old demos or even the debut albums by the major bands from early '90s you will see the resemblance. And it is nothing wrong that most of the riffs I heard probably around 1000 times before, who cares? It has a good flow, the dynamic of the songs is on a high level while I can't stop banging my head to these tracks. Which is a good thing, the old style is still alive and well! The riffs are mostly built around tremolo melodies which is switching to open strings riffs. It creates a nice catchy stuff, some songs are very easy to remember just like in old days. The arrangements are very dynamic and even in mid tempos you can feel the bane attacking you from speakers, spreading its poison of old evil in your system. Some of the riffs are so fucking amazing, I sincerly had to stop writing the review to headbang my head again hehe. Vocals by Rogga are vicious growls which are representative simply to the whole genre. Nothing to be dig out (apart from rotten corpse from grave) and called innovative. As I said, it is real tribiute to the Swedish Death Metal. I cought only two moments when I said to myself 'this is a bit too melodic' and it was in 'The Suffering Earth' and 'In Mankind's Rotting Grip'. Still, the final outcome is damn good, such things a quick to be forgotten within the final outcome of this Death Metal beast.

https://www.facebook.com/pages/Ribspreader/148182408532846
http://shop.xtreemmusic.com/english.main.index.php


23 paź 2016

Zom 'Flesh Assimilation'

CD'14
Invictus Productions

Tracklist:
1. Tombs of the Void
2. Hordes from the Cursed Realms
3. Gates to Beyond
4. Conquest
5. Illbeings Unspeak
6. Dead Worlds
7. The Depths
8. Flesh Assimilation

After the EP 'Multiversial Holocaust' the Dublin's trio in 2014 returned with their debut full-lenght album. And yes, I know it is another not ''new'' release being reviewed here, but after 6 printed issues when I decided to go with online version, it is a lot to catch up. From the other hand, who fucking cares when it was released as long as it is a great record delivering high standards of Death / Black Metal genre? Anyway, the Irish did amazing work which embrace the traditional roots of both styles and on the top of it they added elements which can be subjected as the definition of recognition of their style.
Zom is creating with their Black / Death Metal fusion an atmosphere of of chaotic, horrorlike darkness. It seems that such effect is lasting throughout the whole album, even when they take big slow-downs with the pace of the tracks (example the 'Conquest' track). The sound is very primoridal and eerie like. Taking the mix of early Darkthrone or Mayhem 'Deathcrush' record, adding a bit of punkish elements in mid tempos, Zom managed to fullfil it all with sick electronics between tracks. Of course these are just seconds lasting, but the result is astonishing. It takes the hidden horror to the surface of cosmic state (I'm trying to avoid the word 'sci-fi', which suits here well). Guitar work is extracting the best of both genres, playing tremolo dark melodies or open strings disarray riffs. From time to time there is more rhythmical riffage like in 'Dead Worlds' track which reminds the demo times of the underground Death Metal scene in the beginings. Drums are recorded in a very 'live' manner and as much I can judge from the listening there weren't a lot of (if any) helping from the computer during the recording session. You know, sometimes you listen to the records and have this triggered shit all over your face and simply getting sick of it with lacking the authentical feeling. Zom did the opposite, the impact of noisy and dirty sounding drums with all in all great patterns being played is unblemished with its contribution to the whole chaotic outcome. And the last, the vocals. These are a bit hidden behind the blizzard of the instruments but I think it suppose to be this way. It has this edge, where you have a feeling that the unearthly vocals are coming like from other dimension or at least from an old, death stinking cave.
The follower of the beastlike EP 'Multiversial Holocaust' is maybe not that much immediate ripper, but certainly it is a violating music of its kind. I must admit, I didn't lack any of the bestiality as I could remember some reviews were focused on it. No, the chaotic barbarity is still here in a huge dose. You just have to extract it from the obscure bottomless pits of 'Flesh Assimilation'.

https://www.facebook.com/pages/ZOM/195971213790266
http://www.invictusproductions.net/