31 gru 2016

Mardraum 'Southern Darkness'

CD'15
Totenkopf Propaganda

Lista utworów:
1. Winds of Tomorrow
2. Transylvanian Bloodlust
3. Southern Darkness
4. Drakula's Scroll
5. Serpent's Tongue
6. Ritualistic Moonlight Sacrifice
7. Blitzkrieg over Israel
8. Imperial Genocide of the Macabre
9. My Adversary

Trzeci i ostatni zarazem nieistniejącego już Australijskiego Mardraum powalił mnie na kolana swoim prymitywizmem, surowości i piekielnym Złem, które wręcz wyrywa się z każdego riffu, każdej linii wykrzyczanej przez Lortiisa Nazghoula. Ale powoli, wpierw garść informacji. Mardraum został uśpiony na początku 2015 roku. 2 członków i członkini założyli kolejny nieświęty twór, a mianowicie Goatblood. Zbieżności interesów z Niemieckim Goatblood nie powinno być, wszakże obie hordy to podziemie. Dodam jeszcze tylko, że cała czwórka w mniejszym lub większym stopniu stanowi trzon takich hord jak: wspomniany Goatblood, Rattenkönig, Funerary Temple, Blood Ritual, Neurotic Dysphoria. Jako, że omawiany tutaj Mardraum cholernie mnie zainteresował, zdecydowanie niebawem muszę sprawdzić w/wym zespoły. Czas na kilka słów o albumie.
'Southern Darkness' brzmi jakby był nagrany gdzieś na początku lat '90tych, no maksymalnie w ich połowie w Norwegii. Drugie skojarzenia to przez ową nieprzeniknioną surowość, Moonblood. Chociaż w tym przypadku, tylko brzmienie nasuwa takie skojarzenia. Struktury utworów Australijczyków są bardziej chaotyczne, bardziej bezpośrednie. Utwory krótsze, bo skupiają się wokół 5-ciu minut na utwór, przez co są bardziej dynamiczne. Oczywiście, album został nagrany nie w celach zachwycania się nowymi rozwiązaniami i pomysłami. Każdy z tych utworów, które znalazły się na 'Southern Darkness', kroczą dumnie ścieżką hołdu dla starego, brudnego i prymitywnego Black Metalu. Nie ma tutaj miejsca na okultystyczną wiedzę, budowanie klimatu, wyszukane pasaże hipnotycznych transowych riffów. Nie, Mardraum mówiąc bez ogródek po prostu napierdala swój archaiczny, piwniczny zatęchły Black Metal. Riffy gitar są wypadkową surowej i podłej demówki z rejonów Norweskich wymieszanych z charakterystyczną 'melodyjnością' którą serwowały (i poniekąd do dziś hordy chylące czoła starej szkole tak czynią) Niemieckie hordy. Większość albumu stanowią szybkie blastujące tempa, ale zwolnień czy średnich temp też nie brakuje. Świetną robotę zrobił wokalista. Sposób i tonacja jego wokali dodaje poziomu nienawiści materiałowi, który dzięki tego rodzaju głosowi wywyższa się na inną półkę z jakością swej surowizny. Kult surowego Black Metalu, nic dodać nic ująć.
Mardraum, pozostawił po sobie 3 albumy, 2 splity i spora ilość demosów jak na 4 lata istnienia. Wszyscy ci, którzy uwielbiają surowe granie jakie było nam dane słyszeć na demach i wczesnych albumach hord gdy scena Skandynawska dopiero ponosiła swój łeb, zapewne zbudują ołtarzyk dla Mardraum. Reszta, cóż, może nie będzie zachwycona, ale wg mnie muzyka Australijczyków broni się sama. Warto ich sprawdzić!

8/10

https://www.facebook.com/MardraumOfficial
http://www.thepaganfront.com/totenkopfpropaganda/

 

30 gru 2016

Luciferian Rites 'When the Light Dies'

CD'15
Moribund Records

Lista utworów:
1. Eternal Misanthropy of the Black Cosmos
2. Incinerated Cross
3. Infernal Manifestation
4. When the Light Dies
5. Rotten Creed
6. Conviction of Nocturnal Raven
7. Garden of Spirits
8. A Dreadful Chant for Self-Destruction
9. All Your Lies (Diabolical Memories)
10. Ghost in the Shadows

Pochodzący z Meksyku i zapewne mało znany twór na naszych ziemiach Luciferian Rites, w 2015 roku wydał swój drugi pełen album. Następcę 'Evangelion of the Black Misanthropy' wydali Amerykanie z Moribund Records. Ci z kolei, jak już wspominałem bodaj przy opisywaniu materiału Wormreich, ostatnimi laty mają takie sobie strzały jeśli mowa o polowaniu na wartościowe zespoły. Wormreich kiepścizna, ale Meksykanie nawet dają radę. Do wiekopomnego dzieła daleko, ale przynajmniej materiał nie nuży i nie męczy przy odsłuchiwaniu. Wracając na moment do wytwórni, to zastanawia mnie skąd ta tendencja spadkowa przy wydawaniu kolejnych albumów. Przecież były pod skrzydłami Moribund takie nazwy jak Judas Iscariot, Horna, Azaghal, Behexen, Merrimack, Sargeist czy Wind of the Black Mountains. Czas mija a z nim może i inne priorytety? Cóż, wcześniej przykładali się co do jakości muzycznej. Obecnie, delikatnie mówiąc, jest z tym różnie.
Skupmy się jednak na bohaterach tej recenzji. Luciferian Rites, jak to z większością zespołów z tamtego kraju bywa, zatrzymał się daleko w czasie i nie ma zamiaru tego zmieniać. Trochę w tym Norwegii a trochę Szwecji, generalnie ma się wrażenie jakby album nagrano w Skandynawii. Chociaż takie porównanie może być wygórowane, zabrzmiało by jak komplement a nie w tym rzecz. Luciferian Rites ma jeden główny problem i nie jest to związane z wykorzystaniem wypróbowanych patentów zespołów które przetarły już szlaki na scenie Black Metalowej. Niestety dużym mankamentem jest przeciętność samych kompozycji. Pomysły aranżacyjne są dla mnie jakby niespójne. Przecież na albumie pojawia się sporo elementów, które przyciągają uwagę -> dla przykładu akustyczne smaczki, wolniejsze hipnotyczne riffy choćby w 'A Dreadful Chant for Self-Destruction' które z niezłym feelingiem przechodzą w drapieżną melodię. Jednak to są tylko momenty. Ogółem mało zapamiętuję z każdego przesłuchania, ot po prostu coś się wydobywa z głośników i tworzy tło do codziennych zajęć. Riffy bazują w 90% na melodyjnych zagrywkach, ale ile można to piłować? Niestety ten zabieg powoduje, że tracę zainteresowanie po którymś utworze i nie chłonę tej muzyki. Zdecydowanym plusem są wokale, skrzeczące, wysokie krzyki - chaotyczne i zawodzące. Mówione kwestie wypadają poprawnie. I znów, cholera jasna, te średnie tempo. Koleś tłucze i tłucze, z przyśpieszeń też nie ma pożytku - bo to takie szybsze obkładanie mokrymi gaciami po pysku. Nie jest to męczące, ale takich albumów są, było i będzie tysiące tysięcy. Lepiej sięgnąć po nagrania (nawet demosy), które porwą ducha i zmysły z siłą huraganu. 'When the Light Dies' to przeciętniak jakich wiele. Może gdyby album nie ciągnął się ponad 50 minut. Może gdyby utwory były bardziej dynamiczne, nawet surowsze i pozbawione ciągłej melodyki i miały po prostu jaja, wtedy był by to rasowy i konkretny Black Metal. Czegoś tu brakuje.

5/10

https://www.facebook.com/pages/Luciferian-rites/181171758584729
http://www.moribundcult.com/

 

23 gru 2016

Demonic Slaughter 'Dark Paths To Catharsis'

CD'15
Hass Weg Productions
Lower Silesian Stronghold


Lista utworów:
1. Entering the Valley of Mists
2. Dark Paths to Catharsis
3. Beyond the Blackest Nights
4. Through the Past of Desolation
5. Black Rain
6. Grey Scum Funeral
7. Rituals of Honour and Revenge
8. Between the Black Trees
9. Into the Cold Mountains
10. Awakening

W 2015 roku ukazał się juz 6-sty pełen album Lublińskiego Demonic Slaughter. Skład w tamtym okresie był 'poszerzony' do trzech osób. Poza głównodowodzącym od lat Xaos Oblivion'em w nagraniach uczestniczyli Ghost Of Wrath obecny w składzie do dziś i Morxakh, który to nie jest juz dłużej w szeregach zespołu. Całokształt i wizja muzyki należała do XO, jednak wzbogacenie tej płyty przez angażowanie wspomnianych postaci nadała 'Dark Paths To Catharsis' niezwykłej atmosfery.
Demonic Slaughter przyzwyczaił, przynajmniej moją osobę, do swego rodzaju wolności w kolejnych ukazujących się wydawnictwach. Jest to zespół, który nie ogląda się za siebie, nie podąża za popularnymi nurtami i tym na co obecnie jest na scenie 'boom'. Mówiąc bardziej dosłownie, Xaos Oblivion ma to w dupie. Pamiętam, gdy w okolicy 2012 roku przeprowadzałem z nim korespondencyjnie wywiad do ostatniego numeru wersji papierowej zina Terror Cult. Już wtedy płynęła z jego wypowiedzi nienawiść do tego co masowe, gardził falami popularności. Umizgiwaniem się zespołów by zdobyć jak największe rzesze fanów, zamiast skupić się na muzyce i dać jej samej przemówić do maniaków. Stąd i efekt, większość wydawnictw Demonic Slaughter różni się od siebie, a co za tym idzie - nie wiadomo też, co dane będzie nam usłyszeć w przyszłości.
Najnowszy album, ma pewne muzyczne koneksje ze swoim poprzednikiem. Oczywiście, Black Metal jako wyznacznik stylistyki. Druga rzecz, mniej może wyczuwalna, trudniejsza do wychwycenia to atmosfera. Jest nadal grobowa, bardzo ponura, trochę zbliżona do 'The Haunted'.      Z drugiej strony materiał jest jakby bardziej przestrzenny, nie jest aż tak duszny. Ta zasadnicza różnica wynika przede wszystkim z bardziej czytelnego brzmienia, ale i spora ilość pasaży ambientowych wpływa na finalny odbiór. Wspomniany wyżej Morxakh stworzył kilka bardzo ciekawych aranżacji, pojedynczych utworów, które wprowadzają aurę tajemniczości. Materiał automatycznie staje się dzięki temu mroczny. Wiem, może to co napiszę jest trywialne, ale album ten odebrałem w pełni podczas odsłuchu w nocy przy migoczącym świetle świecy. Utwory takie jak 'Through the Path of Desolation' zabierają nas dosłownie w ciemne lasy, gdzie nocą przy świetle gwiazd i księżyca brniemy w jeszcze głębszy mrok. Tempa utworów na 'Dark Paths To Catharsis' są zróżnicowane, jednak dominującym jest średnie ze zwolnieniami. Szybkich blastujących partii jest niewiele. Jednakże, aranżacje nie tracą na agresji i co dziwne, nie koliduje to z podniosłym klimatem. Gdy prym wiodą riffy nastawione na melodyjne tremolo, wtedy owa atmosfera jest najbardziej czytelna. Skoro już mowa o gitarach, w tej ponad godzinnej wyprawie dzieje się bardzo dużo. Co jest dużą zaletą, to fakt że utwory nie zlewają się w całość i można je spokojnie odróżniać od siebie. Poza nienawistnym klimatem wymieszanym z podniosłą tajemniczą aurą, jest tu zawarta spora dawka emocji. Bez problemu osoby, które siedzą w tym gatunku od lat z oddaniem wychwycą smutek, tęsknotę, dostojność która jest wręcz hieratyczna. Z drugiej strony znajdziemy też sporą dozę pogardy i nienawiści. Kluczem pomocnym do wyłapania owych określeń stanu ducha są wokale. Xaos Oblivion kolejny raz swoim charakterystycznym głosem wiedzie nas przez krajobraz muzyki. Czytelny, ponury, zbliżony do maniery Black Metalowej wokal który można by rzec, że nie wykrzykuje swoich linii. Niczym spokojnym tonem wypowiada kolejne słowa, by te jak trucizna, jak wirus atakowały naszą percepcję. A w efekcie zabierały w pełni w inny wymiar, muzyczno-duchowy.
Mamy tutaj do czynienia z płytą, która wg mnie, gdy poskładać wszystkie puzzle w całość jest bliska idealnej. Jej niesamowita atmosfera, w szczególności mając na uwadze kontekst liryczny, jest trudna do osiągnięcia i wykonania w tak wręcz perfekcyjny sposób. Rzadko się zdarza by móc obcować z takimi dźwiękami, które nie są tylko i wyłącznie samą muzyką. Sięgać po ten album, a kto nie zna poprzednich materiałów też polecam. A jeśli ktoś nie jest zwolennikiem płyt kompaktowych, to w 2016 przez Vanguard Productions ukazała się kaseta z tym materiałem.

9+/10

http://www.hassweg-prod.com/
http://www.trueunderground.cba.pl/
http://vanguard-productions.com/home/


21 gru 2016

Suspiral 'Delve Into the Mysteries of Transcendence'

CD'16
I, Voidhanger Records

Lista utworów:
1. Poisonous Essence 
2. Hiereía Deúro
3. The Art of Death

W marcu tego roku, za pomocą Włoskiego labela, ukazał się pełnowymiarowy debiut duetu z Hiszpanii. Pierwsza i jedyna Ep'ka, która ukazała się w 2015 roku, pozwoliła na podpisanie papierów z Włochami. Efektem tejże współpracy jest materiał spod znaku hybrydy Black i Death Metalu, z większym naciskiem na drugi gatunek.
Album zaczyna się bardzo obiecująco, intensywnym i gęstym riffem który bez problemu nakreśla czego mamy się spodziewać po owych trzech utworach zarejestrowanych przez Suspiral. Zacznę może od tego, że zazwyczaj łykam takie granie bezproblemowo, czasem nawet niestety bezkrytycznie. Niestety, po kilku dniach spędzonych sam na sam ze Suspiral jest kilka spraw które burzą mi odbiór muzyki. 'Delve Into the Mysteries of Transcendence' jest materiałem postawionym w konkretnym zamiarze, by w chaotycznym klimacie mikstury dwóch gatunków, wprowadzić nas w świat kultu Śmierci. Zacznę od plusów, czyli przede wszystkim utworów samych w sobie. Aranżacje są rozbudowane, ciągną się ponad 10 minut by stopniowo tarzać nasze umysły paskudnymi dźwiękami. Konkretne riffy gitarowe, które momentami przypominają wczesną erę Darkthrone, by zaraz przejść w grobowe i stęchłe tremolo na niskim stroju gitar. Chaotycznie growlujące, krzyczące wokale. Zawodzące inkantacje, agonalne szepty. Można by rzec, że czogo chcieć więcej, prawda? Jednak, pojawia się duże 'ale' i bynajmniej nie chodzi o zacne piwo. Są momenty które swoją powtarzalnością, celowym jakby rozstrojeniem gitary prowadzącej która wręcz zagłusza resztę, po prostu zaczynają nużyć. Wymieszane, nakładające się na siebie jednocześnie dwa sola gitar, to jednak za wiele (utwór 'Poisonous Essence' gdzie owe wycia gitar kończą się wejściem dusznych klawiszy...). Oczywiście, wytwarza to też swego rodzaju klaustrofobiczną atmosferę. Jednak te zmierzające ku niczemu 'zapasy' na gitarze, która wręcz wyje, psują końcowy efekt odbioru całkiem dobrego albumu. Powiązanym minusem tego zabiegu jest również to, że utwory raczej nie odstają od siebie, nie różnią się, a cały materiał zlewa się w całość. Jasne, jeśli mowa o takim graniu, gdzie dużą rolę mają gitary z powielającymi się hipnotycznymi riffami, to jest to uzasadnione. Pomimo wysiłków pulsującego basu, bardzo dobrych partii perkusji, dynamika ginie w chaosie.
Odniosłem wrażenie, że materiał byłby o wiele lepszy gdyby go dosłownie pociąć na poszczególne fragmenty i zmontować z niego więcej acz bardziej krótszych utworów. Na szczęście, momentów do marudzenia nad aranżacjami Suspiral nie ma aż tak dużo. Sięgnijcie po 'Delve Into the Mysteries of Transcendence' i przekonajcie się sami czy Wam odpowiada. Ja natomiast rzucam się na kolejny odsłuch i może tym razem dane fragmenty nie będą aż tak razić.

7/10

https://www.facebook.com/dawnofsuspiral
http://i-voidhanger.com/


20 gru 2016

Mörbid Vomit 'Return to the Crypts'

CD'15
Blast Head Records

Lista utworów:
1. Blood Shall Be Shed
2. From the Unknown    
3. Embodiment of Death    
4. Another One to Die
5. Engulfed by the Plague
6. I Breathe Hell
7. Fuck the Dead
8. Torture Ritual
9. Prime Mover (Ghost BC cover)

Pochodzący z Finlandii kwartet wydał zeszłego roku, poza debiutanckim albumem, materiał kompilacyjny. Zawiera 9 utworów, które uprzednio zostały zarejestrowane jako 'Demo 2012' i 'I Breathe Hell' Ep. Całość zamyka cover Ghost BC. Te pół godziny rzetelnego Death Metalu zostało wydane w maju, by kilka miesięcy później światła zatęchłych piwnic ujrzały wspomniany już debiut 'Doctrine of Violence'.
Pomijając słabiutką okładkę czas powiedzieć kilka słów na temat muzyki zawartej na 'Return to the Crypts'. Death Metal zagrany przez Finów jest konkretnym ciosem. Jednak, gdyby nie było możliwości sprawdzenia narodowości person tego zespołu, spokojnie bazując na stylistyce rzekłbym że Szwedzi dali radę. A to temu, że ich muzyka jest wysoce zainspirowana Szwedzkim odłamem tegoż gatunku. Pierwsze cztery utwory to zawartość tego co pierwotnie ukazało się na pierwszym demosie zespołu. 12 minut konkretnego old schoolowego łomotu, z fajnym brzmieniem przypominającym stare nagrania choćby Grave, ale wynurza się z niego własne oblicze. Szybkie, zdecydowane riffy które tną przestrzeń z chirurgiczną precyzją. Dobrze ułożona sekcja rytmiczna podkreślająca dziką dynamikę. Słychać autentyczność w tej muzyce, ten młodzieńczy zapał który aż bił ze starych demosów z przełomu lat 80/90. Gdzie nie było ani możliwości, ani miejsca na cukierkowe kombinacje. Gdzie brzmienie nie było deformowane poprzez krystaliczne wręcz sterylne poprawki studyjne w efekcie zabijające ducha muzyki. I tak dotarliśmy do części nr 2, czyli zawartości Ep'ki która została tutaj umieszczona od 5 do 8 utworu. Cóż, zaczyna się właśnie jakaś zbędna polerka, szczególnie perkusja (niektóre przejścia na tomach rażą sztucznością, werbel również jest bardzo komputerowy). Oczywiście, od strony aranżacyjnej nie można nic kolesiom zarzucić. Utwory porywają rytmiką, łeb sam się buja przy niektórych riffach. Jednak, poniekąd znowu obstaję przy starszym demówkowym graniu bez nowego, rzekomo bardziej cięższego (?) brzmienia. Do nowszego dźwięku, jeśli ktoś go nie trawi, trzeba się przyzwyczaić. Wydaje mi się, że utwory z 'I Breathe Hell' zyskałyby przestrzeni, ale też i dodatkowej mocy. Teoretycznie, nadal jest równie dobrze i nie powinienem się (chyba?) czepiać takich szczegółów. Ostatni utwór pominę, z bólem wytrwałem do jego końca. Przy kolejnych odsłuchach przeskakiwałem ponownie na początek krążka. Nie znam oryginału, dobrze mi z tym, a to co 'raczyło' mnie ten jeden raz było wystarczającym gniotem.
Mörbid Vomit z wydawnictwem 'Return to the Crypts' może i wzbudza mieszane uczucia. Podsumowując jednak całokształt krążka od strony aranżacyjnej, tutaj jest bardzo obiecujący. Nie są to utwory które rzucą Wami na podłogę, a Wy będziecie błagać o jeszcze. Fani Death Metalu Szwedzkiej szkoły mogą śmiało sięgać po wydawnictwa Mörbid Vomit. Solidny warsztat, konkretne utwory zapewnią minimum kilkanaście odsłuchań. A z czasem kolejnego naciskania 'play', nawet ów brzmienie w drugiej części płyty już tak nie przeszkadza.

6,5/10

https://www.facebook.com/morbidvomit
http://www.blastheadrecords.com/


18 gru 2016

Circle Of Dawn 'I'

kaseta'16
Darker Than Black Records

Lista utworów:
1. At the Circle of Dawn
2. Trails of Blood
3. As We Walk at The Forgotten Corners of This World

Fińscy Black Metalowcy po wydaniu split kasety z John the Baptist, Unclean i Kuilu, nagrali trzy utworowe demo. Za wiele, poza tym że nie znam żadnego z powyższych tworów, powiedzieć na temat pozostałych zespołów nie mogę. Tak jak w przypadku splitu, nośnik pozostał ten sam. Kaseta, na której obu stronach znajduje się ten sam materiał, to naprawdę kawał dobrego grania nie pozbawionego atmosfery.
Circle Of Dawn parają się dość archaicznym Black Metalem, spod znaku NS. Materiał nie jest pozbawiony tematyki rasistowskiej , co w dzisiejszych popierdolonych czasach poprawności, odpowiada mi aż nader dobrze. W pierwszym utworze, słychać fragmenty przemówień Hitlera. Jako, że z Niemieckim językiem radzę sobie wcale, to nie do końca mogę wiedzieć o czym owe prawienie było. Znając jednak naszego wieszcza, zdecydowanie nie były to żadne przepisy kulinarne ani wskazówki którędy na Giewont. Żarty na bok, czas się skupić na muzyce Cicrle Of Dawn. Struktury riffów na demosie opierają się w dużej mierze na melodyjności. Nie jest to jednak melodyka bzyczącej jednej struny rodem, gdzie tłem są blastujące tempa sekcji rytmicznej. Otóż, riffy budowane są tutaj w sposób narastający, intrygując powoli i dozując klimat odpowiednimi porcjami. Owa melodyka, to tylko sposób, jakby medium przekazania całokształtu poszczególnych utworów. Należy napomnieć, że słowo te jako termin w Black Metalu kojarzy się nieodparcie ze słodkością. Otóż, w przypadku Circle Of Dawn mamy do czynienia z melodyjną zgnilizną, pleśnią pokrywającą zapomniane zakątki tego świata. Tempo oscyluje gdzieś w okolicach średniego, a zwolnienia gdy się już pojawią są niczym ostatni gwóźdź do trumny całości, która kładzie mnie na kolana. To wgniata pomysłem, prostotą, a zarazem poziomem bezprecedensowości. Brzmienie, które jest nie przesterowane setką pokręteł i studyjnych sztuczek dopełnia czary zachwytu. Słucham tego poraz n-ty i nie mam dość. Ten pulsujący bas, wokale... Właśnie, cholera te wokale! Krzyki w Black Metalowej manierze, wysokie wrzaski, czyste zawodzenia które w tle robią chórki...
Demo Finów zaskoczyło. Nie jest to żadne odkrywcze granie, ot wiele znanych patentów zebranych w całość i niesamowicie przedstawionych. Sukces tego dema leży właśnie w sposobie przekazania tej muzyki, w tym jak owa nienawiść i wręcz agonalny mrok zostały zaaranżowane. Odsłuchiwać i nabywać, warto! Oby więcej takiego audio terroru.

9/10

https://www.youtube.com/channel/UCTp8N8Roh71SDvxGxftNOXA
http://www.darker-than-black.com/

Deus Mortem 'Demons of Matter and the Shells of the Dead'

CD'16
Malignant Voices

Tracklist:
1. The Higher Sun
2. Penetrating the Veils of Negativity
3. Olam haBeriah

After 3 years from the last full album we have another ruthless strike from Polish Black Metal Horde Deus Mortem. This time it is about 20 minutes of their act but I need to say - the less but the better. Album consists of 3 songs which are a bit away from their recent creations. Every interested knows that Deus Mortem was free from smooth, creamy, well sounding music. But this time it is not exactly in their way they acted before. First song - "The Higher Sun" starts in the old way - flagellating drums, fire blowing guitars and nauseous strike. But there is something more, a little play with listener. It can be heard in the second song. There is less old Deus Mortem. They start with atmospheric keyboard with something that reminds of old Norwegian BM feeling. "Penetrating the Veins of Negativity" has a little bit lower tempo but it is full of negative energy pumping into your brain. Everything is prepared to create a cold, black atmosphere. It is going lower and lower and down to hell...If you will bath in this ice cold grave, suddenly sound strikes with very fast and heavy blitzkrieg. The last song "Olam haBeriah" is more gentle but still with some dark atmosphere, which is away from merciless and crushing wall of sound. It is like pretty good working machine which starts and stops in the right place. Very fine and well thought culmination. To end this journey with new Deus Mortem I can say that that this EP is a new opening for this band - if they will prepare next material in this way.
Wtitten by A.

 

17 gru 2016

Insepulchral 'Satanic Supremacy'

CD'13
American Line Productions

Lista utworów:
1. Intro: The Reich of Stellar Imperium
2. Temple of Evil
3. Armageddon
4. Satans Cave
5. Satanic Supremacy
6. Outro: The Beast Shall Arise

Trochę dziwna sprawa z tym Meksykańskim tworem. Mam na myśli mianowicie fakt, że chłopy istnieją od 1999 roku i mają demo, Ep'kę i ów album na swoim koncie, który notabene trwa 22 minuty. Niby nic dziwnego, masa takich bluźnierców chodzi po najciemniejszych zakątkach undergroundu. Jednak, żeby na krótki i debiutancki album nagrać ponownie 2 utwory spośród 4-ech (pomijam intro i outro), to już chyba lekka przesada. Nie można to było zaczekać aż się uzbiera więcej pomysłów i nagrać długograj z prawdziwego zdarzenia? Trochę to naciąganie brzmi, nie sądzicie?
No ale do rzeczy. Sama muzyka prezentowana przez Insepulchral to całkiem przyzwoite połączenie Black i Death Metalu. Tuż po intro, od razu 'rzuca się w uszy' dzikość i ta dobrze znana egzotyka stylistyczna zespołów pochodzących z Ameryki Południowej. Co prawda Meksyk zaliczamy geograficznie do Północnej części kontynentu, ale ogłady w ich muzyce szukać nadaremnie. Utwory nie są w żaden sposób zaskakujące ale po prostu trzymają przyzwoity poziom. Ot, dość chaotyczne połączenie wysuniętego na przody i napierdalającego werbla z gitarami które tną archaiczne riffy, które słyszane były już tysiące razy. Nic nowego, prawda? A jednak, pomimo mojego wstępnego marudzenia, muszę przyznać że całkiem miło się tego słucha. Nie jest to może mord na ludzkości w kategoriach muzycznych, ale do przełknięcia bez popity niczym dobrze schłodzona pięćdziesiątka wódki. Wracając do gitar jeszcze na moment, podobają mi się przejścia na totalnie old schoolowe riffy, tłumione / rytmiczne patenty niczym w Death Metalu z początku lat '90-tych. Właśnie, 'Satanic Supremacy' materiał nawet w swoich szczytowych obrotach nadal utrzymuje ową rytmikę. Jest ona dość pokręcona, jakby celowo chaotyczna, ale chyba na tym właśnie ta dzikość polega. Sporadycznie pojawiają się solówki, które po kilku akordach milkną, ot stanowiąc przerywnik, urozmaicenie. Wokale są wypadkową growli w których pobrzmiewają echa BM krzyków. Płyta jest zdominowana, przez szybkie i średnie tempa i to chyba na tyle.
'Satanic Supremacy' jest materiałem zdecydowanie old schoolowym. Jednakże, nie oznacza to że jest to muzyka nagrana z dużym polotem, bo bazująca na starych i uwielbianych przez wielu patentach. Niestety, poza swego rodzaju dzikością, która odchodzi w zapomnienie gdzieś po 5-6 przesłuchaniach, muzyka zaczyna z lekka nużyć. Ot, jeden z wielu takich albumów, których nagrano tysiące. Dla mnie tylko przyzwoicie i nic ponadto. Jednak maniacy wszelakiej egzotyki mogą śmiało sięgać po ten materiał i bankowo znajdą w nim coś dla siebie.

5+/10

https://www.facebook.com/InsepulchralOfficial
http://www.alprods.bigcartel.com/


16 gru 2016

Behexen 'The Poisonous Path'

CD'16
Debemur Morti Productions

Lista utworów:
1. The Poisonous Path
2. Wand of Shadows
3. Cave of the Dark Dreams
4. Sword of Promethean Fire
5. Umbra Luciferi
6. Luminous Darkness
7. Chalice of the Abyssal Water
8. Pentagram of the Black Earth
9. Gallows of Inversion
10. Rakkaudesta Saatanaan

Piąty już w dyskografii Finów pełen album przynosi bez większych zaskoczeń porcję solidnie zaaranżowanego i zagranego Black Metalu. Po nagraniu tego materiału szeregi Behexen po 6-ciu latach współpracy opuścił Shatraug, jednak nie ma się tu czemu dziwić. Obecnie Behexen działa bardzo prężnie, a owy jegomość już się dwoił i troił w Horna, Sargeist, Necroslut, Mortualia (by wymienić tylko te bardziej znane), a zeszłego roku zasilił jeszcze szeregi Amerykańskiego Nightbringer.
Muzyka zawarta na 'The Poisonous Path' zdecydowanie nie rozczarowuje. Ostatnio szperając po starych zinach natknąłem się na malkontenctwo względem Fińskiej sceny, a w szczególności właśnie Behexen. Owy ktoś raczył się bełkotem, że nie rozumie fenomenu tego zespołu, że nie tędy droga jeśli mowa o Black Metalu. Cóż, może ja się nie znam, ale podążając torem myślenia tego pana zadam pytanie: to którędy droga? Owszem, nie da się ukryć, że Black Metal jako gatunek na przestrzeni lat ewoluował. Z 'garażowego tłuczenia' surowych riffów klonowanych milionowy raz z Darkthrone czy Moonblood, wyrosły hybrydy łączące lub inkorporujące elementy z innych gatunków jak Death czy Doom. Na szczęście dla jednych i drugich, 'garażowe tłuczenie' również przetrwało i ma się bardzo dobrze. Wracając jednak do piątego albumu Behexen, uważam że fenomen jest jak najbardziej zrozumiały. Co więcej, jest usprawiedliwiony pracą i rozwojem zarówno muzycznego warsztatu jak i okultystycznego. Zawartość 'The Poisonous Path', jest przede wszystkim dynamiczna i okraszona dość brudnym brzmieniem. Pomimo takiego zestrojenia gitar, riffy są nadal bardzo wyraźne i owy Fiński brud nie zasłania patentów / motywów poszczególnych części utworów. Sporo jest również zwolnień, hipnotycznych rozwiązań jak chociażby 'Chalice of the Abyssal Water'. Dzięki temu dynamika spowalnia dając wytchnienie, a prym przejmuje transowość riffów i wolne tempo. Praca perkusji za którą zasiadł ponownie Horns (nieprzerwanie od 1996 roku) powala majstersztykiem. Pomysłowość rozwiązań, zmiany temp i naprawdę wspaniałe przejścia między riffami. Kolejnym silnym atutem są wokale. Hoath Torog (również od 1996 roku) wypluwa z siebie kolejne zatrute słowa niczym z portalu, którego wrota otwierają się przygotowując świat na nadejście Śmierci. Krąg bez końca, oślepiony białą ciemnością, budowane są myśli. Ponownie, jak i w przypadku poprzednich albumów, Behexen udało się zachować formę swoistego misterium. Łącząc przekaz dźwiękowy i wgłębiając się w teksty, całokształt zamienia się w swoisty rytuał.
Piąty album Finów można spokojnie sklasyfikować jako płytę bardzo dojrzałą, zarówno muzycznie jaki i w warstwie lirycznej. Skrupulatnie próbowałem doszukać się tutaj jakichkolwiek mankamentów, uchwycić się jakiegoś błędu lub niedociągnięcia. Bez skutku. Nie czuć tutaj tworzenia na siłę, aranżacje mają jakby swą naturalną płynność. Dowodzi to tezie, że muzyka zarejestrowana na 'The Poisonous Path' wypłynęła wprost z tych, którzy są odpowiedzialni za jej stworzenie. Podkreślę raz jeszcze, album nader dojrzały i powalający naturalnością sączącego się z niego Zła.

9+/10

https://www.facebook.com/behexen.official
http://www.debemur-morti.com/


15 gru 2016

Akhlys 'The Dreaming I'

CD'15
Debemur Morti Productions

Lista utworów:
1. Breath and Levitation
2. Tides of Oneiric Darkness
3. Consummation
4. The Dreaming Eye    
5. Into the Indigo Abyss

Po debiucie wydanym w 2009 roku, którego zawartość jakże się różniła od obecnego wizerunku twórczego, Akhlys w 2015 roku wydał następcę 'Supplication'. Debiut był tworem stricte nurtu Ambient, podczas gdy 'The Dreaming I' zabiera nas w niepokojące i zatrważające otchłanie Black Metalu. Naas Alcameth, główny kompozytor muzyki duetu ze Stanów Zjednoczonych, udziela się również w Bestia Arcana, Nightbringer czy też reaktywowanego niedawno (4 lata temu hehe) Excommunion.
Muzyka zawarta na albumie 'The Dreaming I' to wyjątkowy miraż Black Metalu z elementami Ambientu. Tego drugiego, na szczęście dla przeciwników takich dźwięków, jest mało i jego obecność służy przede wszystkim do wyciągnięcia / wyostrzenia złowrogiej a zarazem potężnej atmosfery. Muzyka poniekąd strukturami może kojarzyć się z dokonaniami w/wym. hord -> Bestia Arcana i Nightbringer. Specyficzna chaotyczność riffów pozwala na właśnie takie porównanie. Jednakże, ów gitarowy chaos jest tylko pozorny i bardziej (o ile mogę użyć takiego sformułowania) ułożony. Po dokładnym osłuchaniu się z materiałem, słychać wyraźnie i klarownie dane patenty, smaczki które zostały osadzone w strukturach utworów w trakcie ich komponowania. Dochodzi tutaj także bardzo duża hipnotyczność kompozycji. Riffy nie tyle co są mozolnie i z uporem powtarzane, ale sposób ich aranżacji wprowadza jakby stan chorego oczarowania. Ain, który w duecie jest odpowiedzialny za perkusję, trzeba przyznać odwalił kawał bardzo dobrej roboty. Pomijam fakt, jak bardzo jego linie są zaawansowane technicznie, jednak zagrać w sposób do tego nie nużący i nie przekombinowany wymaga sporego warsztatu. A tak jest. Masa blastów, nie szczędzenia tomów na różnych przejściach, blachy i non stop pracujące stopy. Dodatkowym atutem jest wyważenie dźwięku instrumentów. Żaden ewidentnie nie dominuje, jedynie klawisze w momencie gdy są używane stanowią jakby oddalone tło. Wokale, istne arcydzieło. Naas Alcameth użył różnych barw swego głosu, gdzie najczęściej używaną jest oczywiście ta stricte Black Metalowa. Jednak, nie brakuje tu i podobnych do growlu przeciągłych wokaliz, podwojonych krzyków... Całość wspaniale wpływa na atmosferę, która coraz bardziej rozpościera swe czarne skrzydła i okiełznuje obłędem horroru.
'The Dreaming I' jest zdecydowanie ambitnym albumem. Jest spójny i przyciąga uwagę słuchacza, który od Black Metalu wymaga nie tylko napierdalania. Album zdecydowanie poraża swoim klimatem, bogatymi aranżacjami. Zdecydowanie polecam, bo jest na czym ucho zawiesić.

9/10

https://www.facebook.com/pages/Akhlys/1512419082356682
http://www.debemur-morti.com/


14 gru 2016

Empire Of Blood 'Oroboros'

CD'15
War Against Yourself Records

Tracklist:
1. The Gallows Hanging Gate
2. Tomb Under the Blood Moon
3. Necromanteion
4. Necromantic Chalice
5. Spell of Decay
6. Oroboros
7. Homage to the Devil
8. Summoning of Demogorgon

Empire Of Blood released its debut album, and the only release so far, last year. Heading from USA, members are part of such hordes as Black Funeral, Godless Rising and Teratism and other less known creations on the Black Metal scene. The debut which is kept in raw form of this genre is quite interesting record to get.
It starts off with a scream of the title of the first track. When the rest of instruments joins after the vocals, I felt like being thrown into a necro ritual. There is no doubt, Black Metal presented by them has something that is fukking inhuman. Some sort of atmosphere, which is hard to desribe in words. But when you listen to it, you exactly sense the Evil. The vocals which are furious but at the same time possessed, are perfectly fitting in the music. Michael Ford did excelent work here. When you listen carefully you'll notice that his tone of voice isn't just a typical squalid and nasty screams. There is other tone, something close to be placed between whispers and spoken words. Guitars work is mostly tremolo picking fast riffs. Also there are moments when there is no distortion or it is almost off the guitars. These fragments (example 'Homage to the Devil' track) are bewitched. The aura thickens here, and the stench of hellish sulphur is encroaching our lungs. 'Oroboros' in general has magnetically hypnotic vibe. This necro feeling, in case of this work, has also onirik element but it cannot be considered as omniferous. Album throughout is very interesting, it implicates slowly like crawling horror. Now, drums are particularly an important or even leading role in this record. Their dense blasting plus being placed a bit in front of guitars, makes it more appaling with the final  outcome. Especially the way drums has been recorded, the sound is fukking inhuman as fukk!!! Aaaaarrrggghhhh! I think some may decline it because of it, but it wasn't recorded to please everyone, just those who understand the Black Metal.
Consistent, without shit surprises, Empire Of Blood took its first step. The only thing I can say is to wish myself they will continue and sooner or later I would be able to listen to the successor of 'Oroboros'.

https://www.facebook.com/Empire-of-BLOOD-592464764096880
http://www.waragainstyourself.com/


2 gru 2016

Barshasketh 'Ophidian Henosis'

CD'15
Blut & Eisen Productions

Tracklist:
1. Ophidian Henosis - I
2. Ophidian Henosis - II
3. Ophidian Henosis - III
4. Ophidian Henosis - IV
5. Ophidian Henosis - V
6. Ophidian Henosis - VI
7. Ophidian Henosis - VII

Barshasketh from New Zealand released in 2015 their third so far album. After the debut album Krigeist, founding member, relocated the band to Scotland. After forming new line up, the released the second album and two very good splits with Krawwl from Ireland and Void Ritual from USA. After that we could entirelly focus and enjoy (if that is the proper word in this genre) on the last offering by Barshasketh. Its time to write about 'Snake Unity'.
Seven longish tracks lasting at least around 6-7 minutes each (only the closing one is shorter 4:36) gives the total of almost 50 minutes of music. Some hordes recording such long album can easily bore you, but I must admit, I didn't witness even a smallest sign of it in throughout playing their record. The album is mostly fast paced with strong drums work. It doesn't mean that the guitars are blurry and playing just hypnotic riffs. It is the matter of the final outcome with the sound mixing. Drums are slightly in front of guitars and are well triggered. In most cases, I don't like such effects. Especially as it comes to Black Metal. But it is far away from being 'main-stream' attempt. Barshasketh sounds very mature, yes clear you may say. But this sound has its hidden claw, there is no way to even try to spot some shallow plastic in. It is a bit smothered in general, like coming from distance. Guitars are mostly tremolo picking riffs with a lot of melodic parts. It works very good. Quite often the guitars split up in two roles: main riffs in the background and second one is leading with quite nostalgic sounding patterns. The leads not only presenting themselves in melancholic way, lots of sharp melodical tremolo picking which gives the material massive aggression. I really liked the transformation of almost typical norwegian rooted riffs into something that is more melodic and atmospheric. Such diverstiy in song-writting can only benefit to the horde, while more manics can focus their attention to such style. Vocals by Krigeist are typical Black Metal screech, which some may find a bit monotonous. Well, fuck them.
'Ophidian Henosis' is a very good and what is more important cohesive album. Without parts that will distract your attention from the ritual that is oozing from the speakers, Barshasketh released solid and absorbing album. And you should check it out if you didn't yet.

https://www.facebook.com/pages/Barshasketh/188246751197353
http://blutundeisenprod.de/


1 gru 2016

Ill Omened 'Conflagration Roaring Hell'

CD'15
Kvlt

Tracklist:
1. Avernal Ire Ravening Blaze
2. Avenging Murder in Glory Shall Come
3. Watchtowers of Ruin - Tyrannous Void
4. Abhorred Wyrm That Boreth Graves of the Decrowned
5. Beyond the Bloodscorched Wasteland
6. Knighthood of Doom

Heading from Perm, city in Russia, Ill Omened recorded their debut album in 2015 for Finland's label Kvlt. Thier line-up consist of ex-members from Pseudogod and Serpentenace, maybe less known horde but with great debut tape from the same year 'The Besieged Sanctum'. 'Conflagration Roaring Hell' is a fucking beast, the mixing and symbiosis of Death and Black Metal genres is something very extremely barbaric in sound and compositions. Firm and massive album.
After just few listenings to this album I have a feeling like being trapped in some abandon graveyard and all the forgotten powers / spirits of this place are just forcing my mind to take contol over it. Intense, barbaric and bestial. And addictive. These six tracks lasting for about 37 minutes are enough substructure to break into your subconsciousness and stay there for long time. The sound of this record is so fetid, impure... It just underlines the atmosphere of the sickening and the abominable. Guitars work is just insane. Of course there are the riffs we all probably heard somewhere before, but who cares? The usage of those is almost perfect to create the invidious aura. Tremolo picking, open strings chords, loathsome solos, couplings and howling parts... Fukk, this is insane and the way it supposed to be. Drums are here no less rampageous as guitars. Most of the time blasts are fulfilling the structures. But there are also the times when the pace is slow or just regular mid one. It doesn't mean that the drumming is simple, even in the most extreme parts. Daemoniacus, the drummer, know exactly how to spice his play. Plenty of technical play, each part of his set is working with mad intensity. And vocals... these especially sound like emerging from hellish depths. Done with the effect of echo & some distance, this is a real horryfic work. Often the vocals are overlaping, using left and right channells. You can hear couple of screams at the same time, and again demonic words are spitted out with deadly poison. Screams, bestial roars, grim murmurs, whispers and hisses...
While listening to the 'Conflagration Roaring Hell' I was feeling that above the whole album there is a hidden curse, something truely Evil. When the record stoped to play, the silence that was left was so unnatural, beyond the understanding. They unleashed the emissive radiation, a force that is unstoppable.