30 gru 2016

Luciferian Rites 'When the Light Dies'

CD'15
Moribund Records

Lista utworów:
1. Eternal Misanthropy of the Black Cosmos
2. Incinerated Cross
3. Infernal Manifestation
4. When the Light Dies
5. Rotten Creed
6. Conviction of Nocturnal Raven
7. Garden of Spirits
8. A Dreadful Chant for Self-Destruction
9. All Your Lies (Diabolical Memories)
10. Ghost in the Shadows

Pochodzący z Meksyku i zapewne mało znany twór na naszych ziemiach Luciferian Rites, w 2015 roku wydał swój drugi pełen album. Następcę 'Evangelion of the Black Misanthropy' wydali Amerykanie z Moribund Records. Ci z kolei, jak już wspominałem bodaj przy opisywaniu materiału Wormreich, ostatnimi laty mają takie sobie strzały jeśli mowa o polowaniu na wartościowe zespoły. Wormreich kiepścizna, ale Meksykanie nawet dają radę. Do wiekopomnego dzieła daleko, ale przynajmniej materiał nie nuży i nie męczy przy odsłuchiwaniu. Wracając na moment do wytwórni, to zastanawia mnie skąd ta tendencja spadkowa przy wydawaniu kolejnych albumów. Przecież były pod skrzydłami Moribund takie nazwy jak Judas Iscariot, Horna, Azaghal, Behexen, Merrimack, Sargeist czy Wind of the Black Mountains. Czas mija a z nim może i inne priorytety? Cóż, wcześniej przykładali się co do jakości muzycznej. Obecnie, delikatnie mówiąc, jest z tym różnie.
Skupmy się jednak na bohaterach tej recenzji. Luciferian Rites, jak to z większością zespołów z tamtego kraju bywa, zatrzymał się daleko w czasie i nie ma zamiaru tego zmieniać. Trochę w tym Norwegii a trochę Szwecji, generalnie ma się wrażenie jakby album nagrano w Skandynawii. Chociaż takie porównanie może być wygórowane, zabrzmiało by jak komplement a nie w tym rzecz. Luciferian Rites ma jeden główny problem i nie jest to związane z wykorzystaniem wypróbowanych patentów zespołów które przetarły już szlaki na scenie Black Metalowej. Niestety dużym mankamentem jest przeciętność samych kompozycji. Pomysły aranżacyjne są dla mnie jakby niespójne. Przecież na albumie pojawia się sporo elementów, które przyciągają uwagę -> dla przykładu akustyczne smaczki, wolniejsze hipnotyczne riffy choćby w 'A Dreadful Chant for Self-Destruction' które z niezłym feelingiem przechodzą w drapieżną melodię. Jednak to są tylko momenty. Ogółem mało zapamiętuję z każdego przesłuchania, ot po prostu coś się wydobywa z głośników i tworzy tło do codziennych zajęć. Riffy bazują w 90% na melodyjnych zagrywkach, ale ile można to piłować? Niestety ten zabieg powoduje, że tracę zainteresowanie po którymś utworze i nie chłonę tej muzyki. Zdecydowanym plusem są wokale, skrzeczące, wysokie krzyki - chaotyczne i zawodzące. Mówione kwestie wypadają poprawnie. I znów, cholera jasna, te średnie tempo. Koleś tłucze i tłucze, z przyśpieszeń też nie ma pożytku - bo to takie szybsze obkładanie mokrymi gaciami po pysku. Nie jest to męczące, ale takich albumów są, było i będzie tysiące tysięcy. Lepiej sięgnąć po nagrania (nawet demosy), które porwą ducha i zmysły z siłą huraganu. 'When the Light Dies' to przeciętniak jakich wiele. Może gdyby album nie ciągnął się ponad 50 minut. Może gdyby utwory były bardziej dynamiczne, nawet surowsze i pozbawione ciągłej melodyki i miały po prostu jaja, wtedy był by to rasowy i konkretny Black Metal. Czegoś tu brakuje.

5/10

https://www.facebook.com/pages/Luciferian-rites/181171758584729
http://www.moribundcult.com/

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz