8 sty 2017

Enoid 'Exilé aux confins des tourments'

CD'16
Satanath Records
Black Plague Records


Lista utworów:
1. Je t'arracherai les cieux
2. Ces cicatrices dans mon âme
3. Mangez ma chair, prenez ma douleur
4. La Croix de mon existence
5. Nouveau cycle destructeur
6. Sourire éternel sur mes lèvres
7. La lumière disparaît
8. Ode à la haine

Istniejący od 1996 roku pod nazwą Pest, potem do 2005 roku jako Organ Trails, by finalnie przekształcić się w Enoid, wydał w 2016 roku swoją 6-stą pełną płytę. Bornyhake Ormenos, osoba odpowiedzialna za wszystkie instrumenty w tym Szwajcarskim projekcie od lat brnie uparcie w swojej wizji Black Metalu. Poza Enoid tworzy takie projekty jak Borgne, Pure oraz jest współtwórcą Haine, Ravnkald. Na żywo wspomaga dobrze znane akty Deathrow i Darvaza. Jak widać facet w pełni oddał się muzyce i tworzy kiedy może wedle własnego pomysłu na Black Metal.
Enoid tworzy Black Metal który zdecydowanie jest nastawiony na agresywne granie. Atmosfera, współistniejąca, według mnie jest tutaj elementem drugoplanowym. Chociaż trudno tak jednoznacznie w tej kwestii cokolwiek powiedzieć, bo są fragmenty na płycie, gdzie dominuje wolne tempo z nieprzesterowanymi gitarami. Gdy gitary się pojawiają ze swoim jakby dobiegającym z daleka i odbijającym się niczym echem surowym 'bzyczeniem', atmosfera trąci trochę jakby rozmazanym, mglistym klimatem ukraińskiego Moloch. Jednak Enoid idzie dalej i wyłuskuje ze swoich aranżacji podniosłość, momentami aurę smutku i beznadziejności. Właśnie pod tym względem 'Exilé aux confins des tourments' jest zróżnicowany. Agresja która miesza się z w/wym. emocjami? Brzmi to trochę jak literatura fantastyki z dwóch różnych źródeł, ale o dziwo nie koliduje w odbiorze całości przekazu muzycznego (chociaż o tym nieco więcej poniżej). Aranżacyjnie jest również bogato, każdy z utworów ma całkiem sporo do zaoferowania. I tutaj kończą się plusy, bo co z tego że tyle się dzieje w tej muzyce? Niejednokrotnie bywało tak, że prymitywny i niczym nie upiększany album radził sobie lepiej niż cholera wie jakie dziwolągi. Pierwsze - przesterowane wokale, trochę jakby na modłę próby stworzenia jeszcze większej odrazy czy powiedzmy anty-ludzkiego klimatu. Drugie - riffy strasznie rozmyte w wykonaniu mimo pomysłowości założenia. Często pojawiająca się gitara prowadząca również nie uzupełni tego podstawowego elementu, który umknął Enoid. Trzecie - perkusja brzmiąca niczym automat, co z tego że są ciekawe pomysły gdy egzekucja jest kulawa i nie przemawia? Brakuje tutaj elementu spajającego wszystkie składowe w jedną całość. Nawet jeśli otrzymałem takową namiastkę, to niestety to za mało. Poszczególne fragmenty aranżacji rozjeżdżają się, kłócą się jakby ze sobą. Miałem wrażenie jakbym był po środku jakiegoś sporu gdzie dwie poróżnione strony walczą o dominację. Kolejny album jakich wg mnie wiele, nic nie znoszący do gatunku ani nie bazujący bądź hołdujący starej szkole. A czego najbardziej brakuje i co w pełni tak mocno obniża finalną ocenę tej płyty? Otóż, brzmi to jakoś miałko, nie wzbudza dłuższego zainteresowania i nawet zaczyna irytować. Tak, na początku pisałem o podniosłych momentach przemieszanych z dużą dawka agresji... Ale czy to ma wystarczyć jako mianownik dobrze rozwiązanego równania którego wynikiem jest Black Metal? Nie, albowiem struktury utworów nie są tylko bogate ale i przekombinowane. Dorzucam jeszcze 'trójcę' jaką wymieniałem powyżej w mankamentach i cóż... Ode mnie taka a nie inna ocena. Zdaje sobie sprawę, że będą tacy co sięgną po te wydawnictwo i przypadnie im to do gustu. Ja wysiadam, wokoło zajebiste widoki na sporo lepszych albumów niż ostatni album Szwajcara.

5/10

https://www.facebook.com/enoidblackmetal
http://www.satanath.com/
http://www.blackplaguerecords.com/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz