20 sty 2017

Kzohh 'Trilogy: Burn Out the Remains'

CD'16
Ashen Dominion

Lista utworów:
1. Panoukla DXLII
2. Crom Conaill
3. H19N18

To już trzeci album ukraińskiego Kzohh, którego twórczość była mi zupełnie obca. Po przesłuchaniu ich ostatniego albumu z 2016 roku, muszę również gdzieś dorwać pozostałe wydawnictwa. Szczerze, to odłam Black Metalu jaki prezentują nie jest do końca tym czym raczę swoje uszy na co dzień. Dużo tutaj klawiszy, rozciągłych i powtarzających się majestatycznych aranżacji. Na dobrą sprawę takie granie, gdzie właśnie klawisze dominują w muzyce odpuszczam i omijam szerokim łukiem niczym fan horrorów melodramaty. Jednak, magnetyzm Zła i właśnie wspomniana atmosfera grozy, nie pozwoliły mi tak szybko oderwać się od tego wydawnictwa. Chociaż, też tylko do pewnego stopnia.
Z tego co wyczytałem, Kzohh jest jednym z bardziej rozpoznawalnych aktów Ukraińskiej sceny. Nie wiem czy to prawda czy tylko kolejne zabiegi reklamowe, ale faktem jest że w ich muzyce drzemie potencjał i to dużego kalibru. Album ten jest jednym dużym konceptem opowiadającym historię plagi, zarazy. Jak na wstępie wspomniałem, nie jest to jadowity i siarczysty Black Metal przepełniony tradycjami gatunku lub hipnotyczna, gwałtowna tudzież bardziej paranoidalna wersja ortodoksyjnego odłamu tej stylistyki. Trudno także powiedzieć by Kzohh stał gdzieś pomiędzy. Otóż, Ukraińcy poszli bardziej w kierunku rytualnego klimatu. Słuchając ich materiału odniosłem wrażenie bycia zamkniętym w pomieszczeniu medytacyjnym, a to za sprawą klimatu. Samego Black Metalu jako fundamentalnej podstawy utworów mamy tutaj namiastkę, bo zaledwie w drugim utworze. Pierwszy utwór to 12-sto minutowy fascynujący Ambeint, gdzie przy pomocy wplecionych sampli Bliskiego Wschodu, rozgrywa się wspomniany rytuał. Jednak patrząc na całokształt tematyki albumu, fakty historyczne skąd owa Plaga się wzięła, wplatanie elementów egzotyki tamtych ziem jest jak najbardziej na miejscu. Drugi utwór, równie długi, łączy pasaże Ambientu z Black Metalem i jest najciekawszą kompozycją 'Trilogy: Burn Out the Remains'. Najwięcej tutaj żywiołowego grania, Black Metal wiedzie tutaj prym pozostawiając naleciałości innych stylistyk w tyle. Duże wątpliwości mam natomiast do ostatniego utworu, który jak i poprzednie jest równie opasły w minuty, ale odstaje jakby klimatem. Początek utworu to sample zrzucanych bomb, odgłosy strzelania karabinów by zagłębić się w dialog dwojga ludzi o pladze z 1665 roku i kolejnym wybuchu rok później. Czarna Śmierć pochłonęła ponad 200000 ludzkich istnień. I choćby ze względu na tematykę spodziewałbym się grobowego klimatu, a niestety otrzymałem chłam elektroniczny. Perkusja wzorowana na rytualnych bębnach, wplecione w to dziwne sample przywodzące na myśl gatunek industrial, przesterowane wokale i coraz to więcej sampli z różnych filmów i dokumentów opowiadających o Brytyjskiej Pladze. Może będą tacy którym kończący utwór trafi w gusta i odkryją w nim zwięzłe zwieńczenie poruszanej przez Kzohh tematyki. Jeśli chodzi o moją osobę, to nie mogę przez ten utwór przebrnąć bez odczucia znużenia.
Trzeci album Kzohh to wizja śmierci, grozy i kompletnej bezradności ówczesnych ludzi wobec ogromu problemu jakim była zaraza. Album spójny, ale zdecydowanie nie dla wszystkich. Samemu również zostałem przerośnięty rozmachem pomysłów via utwór 'H19N18' lub dziwnym eksperymentem jakiego się tu dopuszczono. Nie znam poprzednich wydawnictw, ciekawe czy takie postępki pojawiały się poprzednio. Jakby na to nie patrzeć jest to 1/3 albumu którą delikatnie mówiąc spieprzono.

6,5/10

https://www.facebook.com/KZOHHband/
http://www.ashen-dominion.com/