30 sty 2017

Nipenthis 'One with the Void'

CD'16
Razed Soul Productions

Tracklist:
1. Black Dust
2. Plague of Damnation
3. Astral Prison
4. Blacken the Heavens
5. Weaver of Chaos
6. The Cosmic Plains of Nowhere
7. Chasing Echoes
8. Tenebrae Primordiales

Jest to pierwszy długograj Greków. Nipenthis powstało w 2007 roku i w momencie gdy ukazał się debiutancki album o którym mowa, mieli na swoim koncie 3 wydawnictwa. Nie za wiele jak na ówczesne 9 lat egzystencji, tym bardziej że członkowie nie są jakoś super zaangażowani w inne projekty. Cóż, może im nigdzie spieszno i nagrywają faktycznie wtedy kiedy przychodzą chęci z natchnieniem? Trudno zweryfikować owe założenie, chociaż z drugiej strony za wiele nie tracimy. Ale o tym i paru innych sprawach poniżej.
Nipenthis, czego jeszcze nie wspomniałem gra Black Metal. Nie jestem w stanie porównać albumu do tego co ekipa nagrała w poprzednich latach, po prostu nie znam tych materiałów. Jednak z tego co mogę usłyszeć z debiutu, który jakoby jest zmuszony do bycia materiałem podsumowującym co działo się na poprzednich nagraniach, wiele nie straciłem. Oczywiście, mogę się mylić. Może zespół dopiero od tego momentu zaczął męczyć przysłowiową bułę melodyjkami, które słodzą i słodzą bez końca. Jednak po aranżacjach gitar, strukturach utworów, trudno mi sobie wyobrazić Nipenthis grających piwniczny Death Metal. Jest to jeden z tych materiałów, gdzie wyraźnie słychać że chłopaki potrafią grać, są obyci ze swoim instrumentarium. Ale co z tego, ja się pytam. No zwykła po prostu dupa i tyle. Potrafię docenić gdy dany materiał jest naszpikowany emocjami wszelakiej maści, od największych pogrzebowych smutków po nieokiełznaną nienawiść. W przypadku Greków otrzymałem niewiadomą. Raz to smęci, raz słodzi, ale co gorsza nic z tego nie wynika. Kolejnym mankamentem jest brak wyrazistości utworów, brakuje im jakiegoś zacięcia, kopa dzięki któremu dane kompozycje zapadają na długo w głowie słuchacza. Do których się wraca. Po przesłuchaniu, na dodatek kilkakrotnym 'One with the Void', pozostaję z niczym. No, może nie tak do końca, bo wiem że mogłem słuchać czegoś bardziej kompetentnego moim gustom. W zasadzie tu nawet nie o gusta chodzi, ot nie widzę sytuacji w której oddany słuchacz Black Metalu z chociażby kilkuletnim stażem i znajomością tematu mógłby się zachwycać tym jakże przeciętnym albumem. Dobra, kilka słów o produkcji. Brzmienie jest bardzo czytelne, takie wiecie, mające aspiracje do dotarcia do największego grona odbiorców za wszelaką cenę. Pomijając same aranżacje, które w 95% to melodyjki, utwory dodatkowo ucierpiały właśnie na ugłaskanym dźwięku. Wokalnie, jak najbardziej ok. Charakterystycznie dla gatunku, bez specjalnych kombinacji. Jednak te kobiece wokale mogli sobie darować. Szczerze, i naprawdę tutaj nie wyolbrzymiam, słysząc te jęki mój umysł w powitych skojarzeniach stworzył wizerunek baby w warzywniaku która właśnie wyje te linie. Tyle w nich zła, podniosłości, patetyczności. Tempa są różne, bo i Nipenthis zwalnia, potrafią też zgrabnie szybko zagrać, ale to wszystko jest dalekie od jakiegoś przysłowiowego 'pierdolnięcia'. Gwoli jasności, do duchowego katharsis czy której bądź metafizyczności jeszcze dalej.
Moim zdaniem album jest bardzo przeciętny. Z jednej strony gdyby ktoś chciał się bawić w szczegółową rozbiórkę utworów, to oczywiście, Grecy jak już wspomniałem grać potrafią. Z drugiej strony rodzi się proste ale nader ważne pytanie: po co? W Black Metalu, przynajmniej ja stary ramol z 40stką prawie na karku tak postrzegam ten gatunek, że same umiejętności muzyczne nie wystarczą. To nie jest gatunek w którym łatwo można omamić braki strony duchowej, nawet jeśli rzeczownik 'pustki' został zawarty w tytule albumu. Owa pustka (ang. void), nie do końca polega na tak grzecznym i ułożonym przekazaniu słuchaczowi  rzekomego obcowania z nią. Niestety, to nie ten rejon.

4/10

https://www.facebook.com/pages/Nipenthis/89248348119
http://razedsoul.ipower.com/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz