23 sty 2017

Zealotry 'The Last Witness'

CD'16
Lavadome Productions

Lista utworów:
1. Arc of Eradication
2. Heralding the Black Apostle
3. Cybernetic Eucharist
4. Progeny Omega
5. Mutagenesis
6. Yliaster
7. The Last Witness
8. Silence

Drugi album Amerykanów z Death Metalowego Zealotry ukazał się w 2016 roku. Założony w 2005 roku twór długo czekał, by wychylić swój ohydny łeb z otchłani. Pierwsze i jedyne demo ukazało się w 2009 roku i ponownie nastała 3-letnia cisza. W 2012 roku wypuszczono singiel by już rok później ukazał się pełen debiut zatytułowany 'The Charnel Expanse'. Cóż to był za materiał, wgniatał człowieka w siedzisko, miażdżył pomysłami i specyficzną duszna atmosferą. Nie inaczej jest w przypadku opisywanego przeze mnie materiału 'The Last Witness', ale o tym poniżej.
'The Last Witness' jest rozwinięciem muzycznego tematu jaki pojawił się na debiucie. Jest to mianowicie opresyjna technika katująca narządy słuchu. Jest w tym całym 'bałaganie' coś co ujmuje słuchacza od samego początku, bo nie ma co się oszukiwać -> Death Metal grany przez Zealotry jest nietuzinkowy, i to bardzo. Ilość pomysłów jaka została tutaj władowana w każdy z utworów jest nie do policzenia. Co jednak najważniejsze, album jest koherentny i zwarty. Taka pomysłowość i naszpikowanie aranżacji taką ilością pomysłów nie zawsze się okazuje w efekcie interesujące. Amerykanom się to nad wyraz udało. Zanim zabrałem się do pisania tej recenzji, przesłuchałem album kilkakrotnie, pomimo że znam go dość dobrze. Nie umknęło mojej uwadze, że zespół prześwietnie łączy niespodziewane elementy struktur utworów z tym czego po nich oczekujemy. Riffy, a raczej ścieżki dwóch gitar są bezapelacyjnie bezkonkurencyjne. Mogło by się wydawać, że taka rozbieżność i niespotykany przeogrom patentów zniszczy odbiór klaustrofobicznej muzyki. Jednak to błąd. Osobliwa duchota, niespotykanie schizofreniczna wręcz aura bijąca z tych utworów, wprowadza słuchacza w nowy wymiar. Jedyny zespół który kojarzy mi się z podobną (chociaż to naprawdę wymuszone porównanie!) to Immolation wrzucony do worka z old schoolowym Fińskim Death Metalem. Zealotry wraz z takimi zespołami jak chociaż Blood Incantation czy The Chasm inspirują się można by rzecz wszystkim czego dokonano w tych ponad 30-stu latach Death Metalu w historii muzyki. Twory takie egzystują w pobliżu granicy tego gatunku, ale nie przekraczają jej lecz rozszerzają owe terytorium o kolejne zjełczałe obłędne kreacje. Usłyszymy bardzo udane łączenie gitar klasycznych, basu który jest bardzo wyraźny przez całość albumu. Owe gitary 'bez prądu' są fenomenalne, diabelski nadzwyczaj ozdobnik wystarczająco bogatych już kompozycji. Kolejnym bardzo dobrze przemyślanym krokiem, zarówno w przypadku debiutu jak i tego albumu, był dobór wokali. Ciężkie, posępne, niskie growle idealnie się scalają z resztą muzyki. Tempa jak łatwo się domyślić są mieszane, jednak nie uświadczymy tu chaosu, nieładu. W tej materii również podano owe danie z umiarem, by nie zabić gnuśnej aury.
Materiał jaki nagrał Zealotry jest niesamowity. Ciężki, techniczny, niepozowany i prawdziwy. A z tych faktów aż wyrywa się niezaprzeczalnie pasja i oddanie muzyce. Dla mnie materiał absolutny, dawno w Death Metalu nie uświadczyłem tak duszącej świeżości, rzeczywistej wiarygodności oraz niepodważalnego geniuszu muzycznego. Bo nagrać album o takich aranżacjach, nie przekombinować go i jasno muzycznie wyrazić swe pomysły, to już sztuka. Polecam!

10/10

https://www.facebook.com/zealotrymetal/
http://www.lavadome.org/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz