25 lut 2017

Nocturnal Amentia 'HVHI​:​Nati ex Mortis'

CD'16
Album
Cold Breath of Silence

Lista utworów:
1. Poison into the Artery of Light
2. Black Moon Rising
3. I Am Your Death
4. Nati ex Mortis
5. Through the Black Flame
6. March of Pestilence
7. Tomb of This World
8. HVHI
9. Lucifer Incestus (Belphegor cover)

Nocturnal Amentia pochodzi z Ukrainy i od 2002 roku do dzisiaj jest niezmiennie prowadzona przez Noxious'a i Daemous'a. Ta dwójka stanowi człon składu tej hordy. Skład w 2009 został zasilony o dwie persony Hegal'a i Surt'a, którzy pozostają w oficjalnym składzie do dnia dzisiejszego. Album na którym się dzisiaj skupimy to już czwarte pełne wydawnictwo, album który to nadal oscyluje blisko tradycyjnego Black Metalu. O tym oraz o wątpliwości wyboru coverowanego utworu w części dalszej. Belphegor, kurwa litości...
Cóż, co by wiele tu nie smęcić słucha się tego całkiem dobrze. Ocierający się o tradycyjne patenty gatunkowe Black Metalu, Nocturnal Amentia idą jakby krok dalej. Zacznijmy od oczywistej sprawy czyli brzmienia. Niby pozostała chropowatość i dzikość gitar, ale jest jakby bardziej ujarzmiona. Dodatkowym minusem jest nałożenie dużej ilości triggerów na perkusję. Niejednokrotnie przejścia na tomach brzmią szczerze do dupy rażąc swą sztucznością. Całość kompozycji albumu brzmi jakby wciąż tu czegoś brakowało. Ciężko jednak mi określić owe braki. Początkowo, przy pierwszych odsłuchaniach tego materiału sądziłem, że chodzi tutaj o ową pierwotną siłę, dzikość, że materiał jest za bardzo przemyślany. Jednak to nie tak. Horda miesza wybornie stare patenty zaczerpnięte ze szkoły skandynawskiej wraz z pewną dozą nowoczesności. Termin 'nowoczesność' może się mylnie kojarzyć, bardziej chodzi tutaj o rozwinięcie owej starej stylistyki, pewną transformację. Aranże utworów opierają się na filarach bezwzględności, zajadłości. Ta bezpardonowość zwana potocznie konkretnym pierdolnięciem wciąga bezpowrotnie. Jednak co ciekawe, horda nie stroni też tortur w bardziej wyszukany sposób. Owa dzikość przeplata się jeszcze z transowymi gitarami, gdzie dominuje średnie tempo jak chociażby w 'March of Pestilence' lub 'Black Moon Rising'. Nie wiem, może początkowo te cholerne triggery nie pozwalały mi się skupić na niczym innym? Wszystko kwestią przyzwyczajenia, ale są też granice. Perkusja, tak jak wspomniałem wcześniej, została pozbawiona swej autentyczności i bardziej przypomina strój jaki przybierają w swoich materiałach zespoły technicznego Death Metalu. Wspomniałem jednak o rozwinięciu owego tracyjonalizmu gatunkowego Nocturnal Amentia. Można by rzec, że jest to prosty zabieg polegający na wymieszaniu / dorzuceniu do riffów swego rodzaju chaotyczności. To już nie tylko agresywne przeplatane z melodyjnością riffy lat 90'tych. Erupcja prymitywizmu przemieszana z hipnotycznymi patentami sprawdza się tu nader dobrze. I tak jak bardzo nie trawię języka ukraińskiego w Black Metalu, tak barwę i tonacje wokaliz wypadają tu poprawnie. Nic nowego, po prostu wszystko utrzymane w kanonach stylistyki, które to mimo upływu tylu lat nadal wyznaczają kierunek i reguły tej muzyki. Ok, dobrnęliśmy do covera Austriaków. Zadam jedno pytanie, na które znający się i szanujący maniacy znają odpowiedź: po chuj? Ja rozumiem, że są nadal na tym świece ludzie którzy mimo że słuchają tej muzyki od minimum kilkunastu lat to nie zadają sobie trudu wyszukiwania wartych uwagi kapel. A gdzie tu mówić o kupowaniu materiałów! Heja na youtube i jestem metalem, haha. Na bazarze albo rockmetal kupić koszulinę i mrok, że aż z dwóch kilometrów ową wieś widać. I tak jest z Belphegor, który skurwił się i gra gówno jakich mało. Owszem trzy pierwsze albumy to zajebistość, ale potem wyczuto hajs i na chuj być szczerym ze swoją twórczością jak można robić muzę dla metali. A niestety, utwór coverowany przez Ukraińców jest już z tej gównianej ery. W sumie to nieistotny element zamykający płytę, ale jednak pojawił się i rzuca nikły blask austriackich spierdolin na Nocturnal Amentia.
Czwarty album tej hordy mija bardzo szybko w odtwarzaczu. Za każdym razem skracam go sobie o owy wybój jakim jest wspomniany cover. Ale co by tu nie pieprzyć bez końca, album stoi ponad przeciętność. Nie jest czymś wybitnym, zachwycającym ale nie pozwala się nudzić. Czego by tu nie napisać, nie można Ukraińcom odmówić pasji i uporu w pisaniu kolejnych materiałów. Możecie się czepiać, że wysoko ale mi naprawdę wchodzi.

7/10

https://nocturnalamentia.bandcamp.com/
http://www.coldbreathofsilence.com/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz