3 lut 2017

Ravencult 'Force of Profanation'

CD'16
Metal Blade Records

1. Tormentor of Flesh
2. In Macabre Triumph
3. Beneath the Relics of Old
4. Merciless Reprisal
5. Into Depths
6. Doom Oracle
7. Altar of Impurity
8. Temple of the Void

Trzeci album Greków narobił mi pozytywnych szkód na ciele i duszy. Kiedy gdzieś pojawiła się informacja, że najnowszy album ma zostać wydany przez Metal Blade pomyślałem sobie, że już po nich. Pewnie zacznie się słodkie, wycackane brzmieniowo granie. Czyste, śliczne, chujowe, pozbawione jakichkolwiek wartości mogących się kojarzyć z metalem z krwi i kości. Przyznaję, ociągałem się z odsłuchaniem tego materiału właśnie z wyżej wymienionych domysłów. Nic jednak bardziej mylącego, bo dostałem od pierwszych dźwięków strzała w pysk. Zaczęło być zacnie.
Przede wszystkim należy zacząć w sposób w jaki często wytwórnie reklamują swoich podopiecznych przy okazji wydawania nowych materiałów. Otóż, jest to jak do tej pory najlepszy kawał muzy jaki nagrał Ravencult. Materiał nie dość, że czerpiący garściami z klasyki gatunków, to jak najbardziej ze swoim obliczem. Tu już nie chodzi o pojedyncze riffy w poszczególnych utworach i jakie skojarzenia przywodzą na myśl, o nie. Całość aranżacji jest tak wściekła i doskonale współgra ze sobą. Nie ma tutaj absolutnie najmniejszych szans by móc stwierdzić, że dominują tu gitary, wokale czy sekcja rytmiczna. Każdy z utworów tworzy cholernie silną, wyraźnie zarysowaną ofensywę muzyczną spod znaku Black Metalu wymieszanego z Thrashem ale i również z Death Metalowymi pomysłami przeplatającymi się w partiach gitar. To niczym pieprzony szturm piechoty połączony ze skomasowanym obstrzałem na wroga, który już dawno zaniechał wymiany ognia. A mimo tego, bezlitosne oblężenie trwa dalej. 'Force of Profanation' (dobrali trafie tytuł, oj dobrali!) to niekończąca się agresja podana w starym stylu jednak w nowym opakowaniu. Przecież taki otwierający płytę 'Tormentor of Flesh' to elementarny pokaz jak powinien brzmieć Black / Thrash Metal. Ale co w tym nowego? Ano nie za wiele, poza miażdżącym brzmieniem plus dorzuceniem, a raczej prawie niezauważalnym przemyceniem patentów właśnie rodem z Metalu Śmierci. Wystarczy się dobrze wsłuchać w gitary, a klasyka sama wylezie niczym skryte szkaradztwo z cuchnących piwnic. Całokształt aranżacji zawiera sporo jadu i agresji jaka bije przy odsłuchu Destroyer666. Chociaż, są i różnice - Ravencult ma bardziej intensywnie skomponowane utwory od Australijczyków i jednocześnie są one pozbawione patosu jaki bije od niektórych wolniejszych utworów wspomnianego zespołu. Co więcej? Warto zwrócić uwagę na partie perkusji, które są zagrane wzorowo, na tyle z polotem że głowa sama się rwie do napierdalania. Pomimo dość klarownego brzmienia, instrument ten został tak zarejestrowany że nie razi sztucznością. Wyciągnięte zostało maksimum, ale bez przekraczania granicy dobrego smaku (czyt. nie wchodzimy w rejon plastikowych super brzmiących pudełek). Dynamiczne wokale wypełniają lukę, ten tunel łączący muzykę z treścią. Wokale są, można by rzecz, niczym wyjątkowym. Po cichu można by tu dorzucić łatkę sztampowości gatunkowej, ale właśnie dzięki temu tak doskonale pasują. Nie wyobrażam sobie tej trucizny inaczej brzmiącej czy skomponowanej.
Ravencult wzbił się zdecydowanie na wyżyny swej twórczej drogi. Tym bardziej nie przeszkodziła mu w tym duża wytwórnia, kto wie może jest wręcz dokładnie odwrotnie. Można było lub można nadal zauważyć jak prężnie album jest promowany w sieci czy prasie podziemnej. Z takim cholernie dojrzałym Black Metalem zbudowanym od podstaw na solidnych fundamentach tradycji gatunków zupełnie nie ma się czego wstydzić. Wydzielana toksyna w postaci gniewu i amoku towarzyszyć nam będzie od początku do końca trwania 'Force of Profanation'. Kto nie znał wcześniejszych wydawnictw Ravencult, zachęcam bo warto nie mniej niż w przypadku opisywanego trzeciego albumu.

9/10

https://www.facebook.com/pages/Ravencult-Official/125483307529601
http://www.metalblade.com/us/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz