22 mar 2017

Clandestine Blaze 'City of Slaughter'

CD'17
Album
Northern Heritage Records

Lista utworów:
1. Remembrance of a Ruin
2. The Voice of Our Mythical Past
3. Circle of Vultures
4. Prelude of Slaughter
5. Return into the City of Slaughter
6. Archeopsychic Fear
7. Century of Fire

Jak ten czas nieubłaganie leci. Za rok, Clandestine Blaze będzie obchodziło 20-sto lecie istnienia. Zanim to jednak nastąpi, dane jest nam skonsumować w pełni kolejny album, który Mikko akurat w tym roku wydał. Kolejny, czyli dziewiąty... a przecież 'nie tak dawno' radowałem swoje łapska mentalnie eksplodując, gdy to trzymałem 'Night of the Unholy Flames' i dopiero zaczynałem poznawać muzykę tego projektu. Tak, co prawda od drugiej płyty i wiele nie trzeba strzępić języka - Fiński rak pozostał ze mną do dni dzisiejszego. 17 rok uwielbienia dla Black Metalu kreowanego przez Mikkę uważam za rozpoczęty, inaczej się nie da.
'City of Slaughter' charakteryzuje się śmiertelną mizantropią. Ci jednak, którzy śledzą jego poczynania zdążyli zapewne przywyknąć do takiego obrotu rzeczy. Zdaję sobie sprawę z tego, że slogan 'mizantropia' jak i większość które kiedyś miały poważne znaczenie dla opisywania tej muzyki, stał się kolejnym wyświechtanym słowem. Dodatkowo w obliczu tematyki anty religijnej w jakiej porusza się Fin, przywołane określenie może wydawać się mniej trafnym. Ale czy jest coś bardziej wprawiającego w stan własnego wykluczenia względem innych niż stawanie w opozycji do szeroko przyjętych norm jakie narzucają religie? Przecież Clandestine Blaze równie dobrze do nie tak dawna poruszał się w tematyce perwersji, a to kolejny z blokowanych aspektów przez wszystko wiedzących panów w czarnych sukienkach, którzy to tak chętnie prawią o moralności i równie chętnie sięgają do spodni młodych chłopców. No, ale nie miałem tu pisać rzeczy oczywistych więc do rzeczy. Najnowszy album bezapelacyjnie jest celną kontynuacją poprzednich albumów. Znajdziemy tutaj wszystkie elementy z którymi ten twór zdążył nas zaprzyjaźnić. Elementy których wyjściową jest owa wspomniana już na początku mizantropia. Jest w tym coś jakby osobistego, coś co trudno opisać ale i tak ten kto ma wiedzieć, wie w czym rzecz. Clandestine Blaze i tym razem jaki się nam z chropowatym brzmieniem, brakiem ogłady aranżacyjnej. Nie oznacza to, że nagle twórczość Fina stała się chaotyczna i bez ładu. Bardziej piję do tego, że pomimo upływu czasu, Mikko dalej nagrywa to co chce. Oczywiście, że ubiera swoją twórczość w nietolerancję przejawiającą się w brudnym i obrzydliwym Black Metalu. Chociaż wydawać by się mogło, że utwór 'Remembrance of a Ruin' otwierający album, to dość łagodne podejście do tematu. Jednak po przesłuchaniu kilkukrotnym, okazuje się że nie można sobie wyobrazić bardziej doskonałego utworu na otwarcie płyty zatytułowanej 'City of Slaughter'. To właśnie między innymi takimi niuansami by nie rzec niespodziankami jawi się ten album. Na płycie takie utwory jak chociażby 'The Voice of Our Mythical Past' czy Archeopsychic Fear' to totalne ciosy nie pozostawiające złudzeń. Proste, wchodzące bezpośrednio i skrzętnie zaczynające się gnieździć w umyśle nie chcąc go opuścić. Taki jest właśnie ten materiał, nie skomplikowany ale potężny. Można to dostrzec nawet w takim 'Prelude of Slaughter', gdzie poza bębnami i nabuzowaną atmosferą klawiszy wraz z wokalami Mikki, nie usłyszymy nic innego. Jak to buduje klimat! Jak trzyma perfidnie w wyczekiwaniu na tytułowy utwór... A ten prawie dziewięciominutowy kolos ciągnie się swą ponurą i odrażającą aurą, wstrząsa swym dźwiękowym paskudztwem i nieludzką wręcz gloryfikacją śmierci. Kolejną sprawą są tempa którymi jawią nam się tu poszczególne utwory. I tak oto mamy tego całe spektrum, to po prostu Clandestine Blaze. Jak to wygląda od strony wokalnej, chyba nie muszę się rozwodzić. Riffy cholernie surowe w swoich aranżach, proste by nie rzec momentami prymitywne, okraszone zarówno melodyjnością jak i bezpośredniością w szybkich partiach. I to chyba by było na tyle, poniżej krótkie podsumowanie.
Pomimo wielu superlatyw wspomnianych powyżej, nie jest to najbardziej udany materiał Clandestine Blaze. Taki 'Fist of the Northern Destroyer' czy 'Delivers of Faith' stoją wyżej aranżacyjnie według mojej opinii. Jednak Mikko trzyma wysoko i dumnie uniesioną głowę, tego nie można materiałowi odmówić. Stylistyka, która wciąż jest silnie nieokiełznana w wykonaniu Fina, nie należy do łatwej. Nagrać bezsensowny hałas każdy może, nie w tym rzecz. To czemu w 2017 roku podołał bez zarzutu CB, to dzięki 'City of Slaughter' dalej szerzyć mizantropię i Zło. Wywiązał się z zadania bardzo dobrze, na poziomie o jakim wielu może pomarzyć. Patrząc jednak na całokształt dyskografii, Clandestine Blaze nagrywało lepsze rzeczy.

8/10

http://clandestineblaze.bandcamp.com/
http://www.cfprod.com/nh/

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz