28 mar 2017

Horns Of Domination 'Demo 2015'

kaseta'15
Demo
Wydanie własne

Lista utworów:
1. No Beyond (For No One) 
2. Throne of Ecstasy

Dwa lata temu ukazał się debiut Niemców, wpierw jako nagranie online a następnie w postaci kasety wydanej własnym sumptem. Trio członków hordy jest zamieszana w różne projekty o równie dziwnych stylistykach. Mamy tu jednak wyjątek, gitarzysta D.P. odpowiedzialny również za użyte na demie sample, udziela się w dobrze znanym w podziemnych kręgach Venenum. Właśnie, będzie trzeba zdobyć ich nową produkcję. Wróćmy jednak do Horns Of Domination. Recenzja będzie dość krótka, bo i materiał to raptem nieco ponad 10 minut zawarte w dwóch utworach. Kilka słów na temat tego materiału poniżej.
Pierwsze demo które wypluł na światło dzienne Horns Of Domination, to czysta i wredna hybryda grobowego Death Metalu i Black Metalu. W opisie ich stylistyki zarejestrowałem w pamięci coś o Doom Metalu, ale z tym bym poczekał aż dane nam będzie usłyszeć więcej muzyki w wykonaniu Niemców. To, że początek utworu otwierającego demo jest dość wolny a w tle pojawia się gitara akustyczna, to dość mało by od razu łatać małe odstępstwo taką etykietką. Niejednokrotnie zespoły parające się stylistyką grobowego Death Metalu, wysypując na słuchacza tony gruzu, właśnie takie zwolnienia stosuje a nikt niepotrzebnie nie sili się na łączenie ich ze stylem Doom. Pomimo klimatu wprost z krypty, według mnie materiał jest bardzo przyswajalny. Daleko im do machinalnego napierdalania na ślepo, to właśnie dzięki zmianom jakie dzieją się w każdym z dwóch utworów materiał zyskuje na wręcz irrealnej grotesce. Owszem, jest sporo szybkich temp ale czuć w nich swoistą pułapkę, że coś zaraz po nich nastąpi. Miałem wrażenie, że właśnie w tych partiach wręcz wizja się zatracała w dymnym zatrzęsieniu, a piekielna rzeczywistość wynurzała swój ohydny łeb przy średnio-wolnych partiach. Zresztą, miałem nieodparte myśli, że kolejny ich materiał winien ukazać się pod skrzydłami np Iron Bonehead lub chociażby Invictus Productions -> Horns Of Domination idealnie pasują stylistycznie do profili tych labeli. Riffy gitarowe to z jednej strony hipnoza z pogranicza gruzu i transcendencji. Unikalne połączenie. Miażdżą ciężarem, bestialstwem a z drugiej strony oplata nas jakby niezrozumienie natury dźwięku jednocześnie przyciągając jeszcze bardziej ciekawość swą zagadkowością czy dwuznacznością. Wspaniałe brzmienie, zarazem intensywne ale jakby stłumione przez fakt wydobywania się z otchłani. Wokale, wykrzyczane ze specyficzną barwą tonacje wprawiają w kompletny obłęd a przechodząc w growle wgniatają w grób. Dodatkowym wręcz psychodelicznym efektem są tu wplecione monologi - sample, pasujące do całości niczym integralna część muzyki. I to chyba na tyle.
Coś chyba jest na rzeczy. Gdzieś mignęło mi info o koncertach Niemców, więc materiału muszą mieć więcej. Oby to było ten rok, jeśli chodzi o nagranie choćby i drugiego demosa. Chociaż wiadomo, życzyłbym sobie minimum 35 minut i albumu z taką muzyką. Póki co jest bardzo dobrze! Minus, że tylko dwa utwory. Pisać do nich po taśmę, mają niebawem wypuścić kolejną partię ze wznowionym nakładem.

8/10

https://www.facebook.com/hornsofdomination

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz