25 mar 2017

Riddle Of Meander 'End of All Life and Creation'

CD'06
Album
Excesor Christianorum Records

Lista utworów:
1. Immortal Hate
2. Maze of the Pentagram
3. Cursed Are the Weak
4. Path of Desecration
5. Raging Abyss
6. When the Fog Veils...
7. Mass Murder
8. Spirit of Sorrow
9. Conquering Night Wind
10. Superior Black Flame

Dzisiaj słów kilka o trochę starszym albumie, mającym już ponad 10 lat. Nie jest to nie wiadomo jaka próba czasu, ale przyznać trzeba, że pełno czasowy debiut brzmi dzisiaj równie dobrze jak wtedy. A z czym mamy do czynienia? Black Metal, Grecja. Horda ta chyba nigdy nie 'dorobiła' się wielkiej jak na realia undergroundu rzeszy fanów, ale według mnie było i jest do dzisiaj na czym ucho zawiesić. Zarówno debiut jak i następny, drugi album 'Orcus' spełniają wszelakie wymogi jeśli chodzi o ten gatunek. Dwa dema które zarejestrowano przed debiutem to równie mocne strzały. Surowa pieczołowitość o totalne Zło sączyła się już z pierwszych nagrań zespołu. Szkoda, że od 2010 roku nastała cisza z obozu Riddle Of Meander. Kto wie, może jednak bestia podniesie ponownie łeb?
Przy stylistyce jaką wykonują Grecy, licznik wskazujący na ponad 53 minuty, to dość odważny zabieg nawet jak na tamten okres. Prawda taka, że surowość i prymitywność dość łatwo spieprzyć nudnymi elementami. Wystarczy kiepska w zamyśle struktura riffów powtarzanych po naście razy, a słuchacz zaczyna odczuwać nudności z mdłościami niczym po kiepskiej jakości, ciepłej, barowej wódce. Riddle Of Meander ominął bardzo zgrabnym łukiem owe gówno, a ślepe podążanie tym co robili poprzednicy ze Skandynawii lata temu przed nimi, wychodzi im na zdrowie. Oczywiście, można dochodzić tu sensu słuchania muzyki, która naśladuje pewne wzorce. Bo niby po co tracić czas? Osobiście uważam, że jest to zrobione z niesamowitym polotem, oddaniem. Czuć na 'End of All Life and Creation' niesamowitą autentyczność. Black Metal na tym albumie jest stworzony przede wszystkim nie na zasadzie chłodnych kalkulacji co wstawimy po kolejnym riffie i czy to zwolnienie będzie 'ok'. Nie, tu prym wiedzie żywiołowość, prawdziwość emocji sterujących aranżacjami. Z jednej strony jest to prymitywny Black Metal z siermiężnymi patentami, czasem w wolniejszych partiach melodyjnymi. Jednak z drugiej strony tu nic więcej nie trzeba. Te 53 minuty przelatują bardzo szybko, a całość materiału jest bardzo zwięzła, wręcz skondensowana. Powrót do tego albumu skojarzył mi się z obcowaniem z bardzo dobrą książką, fachową w swej treści ale napisaną lekkim piórem. Lekkości kompozycji zdecydowanie nam tu zabraknie, bo bije z niego cholerne zatrzęsienie potęgi z zarazem niezłomnym podkreślaniem czym jest Black Metal. Poziom radiacji czystego w formie Zła jest na albumie wyczuwalny bezapelacyjnie. Absolut tej esencjonalności mrozi włosy na karku, wiarygodność pozostaje niezachwiana ani na moment. Surowe brzmienie, w którym słychać echo pochodzenia hordy, świetnie kontrastuje z zimnej kompozycji utworów. Pojawiają się bardzo sporadycznie smaczki jak odgłosy wycia wilka lub dźwięk dzwonu. Utwory pomimo surowego klimatu są dość rozbudowane, jak chociażby 7-minutowy 'Immortal Hate' który otwiera album. Pojawia się w nim, ale także w dalszej części materiału, gitara akustyczna. Element ten dodaje atmosfery, przyciąga jeszcze bardziej uwagę słuchającego. Nienawistne, obrzydliwe wokale wpasowały się bardzo dobrze w linie utworów. Można by rzec, że praktycznie jest to materiał niemal doskonały w swej surowości, konserwatywności i obskurantyźmie. Przynajmniej ja go za takowy uważam.
Nie wiem co się w chwili obecnej dzieje z tą hordą. Szukałem jakichkolwiek wiadomości na ich temat chociażby z zeszłego roku i również zostałem z tych poszukiwań odstawiony z kwitkiem. Pozostaje mi jedynie czekać i systematycznie przypominać sobie o tej hordzie odsłuchując jej kolejne materiały. Teraz czas na 'Orcus'.

9/10

Brak lin zarówno do zespołu i wytwórni


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz