5 mar 2017

Unlight 'Antihelion'

CD'16
Album
War Anthem Records

Lista utworów:
1. Ekpyrosis
2. Create and Annihilate
3. Antihelion
4. The Bone Trumpet
5. Leveller of Kingdoms
6. Apollyon Nadir
7. Flight of the Sinistral Witch
8. Der Aether schwerer Erde
9. To Sear the Heavens
10. Nordic Tunes of Fenrir
11. First Son of Flame

Siódmy album Niemieckiego Unlight przeszedł kompletnie bez echa. W każdym razie nie napotkałem się w zinach na skomasowaną ilość wywiadów lub recenzji tego wydawnictwa. Powodów można się dopatrywać wielu. Wina wydawcy? Brak zainteresowania hordą? Trudno jednoznacznie orzekać, jednak osobiście widzę tu dość poważny uszczerbek. Mianowicie zmarnowany potencjał, który byłby jeszcze do zniesienia gdyby nie dodatkowo jeden fakt. Odniosłem wrażenie, że materiał jest przesadnie wypieszczony i co za tym idzie, jest to chyba próba dotarcia za wszelką cenę przebojowością do szerokiej rzeszy potencjalnych odbiorców. Ale o tym, jak i również o szpalerze zalet, poniżej.
Unlight krąży po undergroundzie od 1997 roku. Chociaż może ja mało wiem, bo być może jest tak że zespół już od jakiegoś czasu krąży na naziemnych wodach i z podziemiem nie chce mieć za wiele wspólnego. Muszę przyznać, że ich twórczość jest mi obca i dopiero dzięki ostatniemu materiałowi mogę się nią zapoznać . Jednak, jeśli całokształt twórczości od początku oscylował wokoło podobnego stylu, nic dziwnego że nie zwróciłem na nich wcześniej uwagi. Unlight prezentuje trochę pretensjonalne podejście, jakby na siłę chcą zwrócić na siebie uwagę. Wypolerowane brzmienie gitar, cudnie brzmiąca perkusja w której ani krzty brudu, dynamiczne wokale... Całość bazuje na olbrzymiej dawce melodyki. Niestety nawet tak świetne riffy jak motyw przewodni z 'Leveller of Kingdoms' giną w zderzeniu z ową i dosłownym plumkaniu gitar solowych. Gdyby być w kiepskim nastroju i nie być wymagającym, to miałkość tego materiału z pewnością dobrze by służyła jako tło do czynności codziennych jak choćby odkurzanie domu. Przymykając oko na to wszystko na tyle ile potrafię powstaje pytanie, czy to jest tak naprawdę Black Metal? Czy tematyka zawarta w tekstach ma się jakoś do prawie że wesołkowatej muzyki? I to jest jeden z największych mankamentów tego albumu. Owa dostępność poprzez nadmiar melodyki i wręcz fajnych patentów w muzyce Unlight przekreśla ich sama na starcie. Za mało tutaj trucizny, Diabła, demonizmu, chaosu, odoru śmierci, ciemności nocy... Nazwijcie to sobie według własnych kanonów. Album jest grzeczny niczym zgromadzenie na kółku różańcowym, a to chyba nie o to chodzi. Rzekomo, jak sama horda zapewnia na swojej stronie są tam elementy muzyki Thrash. Owszem, są. Równie idealnie podane, bez najmniejszego sprzężenia choćby jednego dźwięku jednej gitary. Kolejny kilogram cukru wysypany. Czy to musi być tak, że skoro lepsza produkcja to ma to być lukier dla każdego dzieciaka czy spierdoliny? Zdecydowanie nie, tym bardziej jako dowód można przypomnieć ostatnie albumy takich tuzów jak Desaster, Destroyer 666 czy może mniej znanego Ravencult. Słów jeszcze kilka odnośnie zmarnowanego potencjału. Otóż, warsztat muzyków jest bardzo dobry. Słychać, że każdy wie co robi. Tylko to nadal za mało, bo aranżacje nużą swoją wręcz cukierkowatością. Gdyby to podać na surowo, a kolesiowi od realizacji dźwięku w studio uciąć albo chociaż związać ręce, może i coś by z tego było. A tak dostaliśmy bardzo przeciętny produkt dla wszystkich. Cholera, a miało coś być o wachlarzu zalet...
Porobiło się wiele odłamów w samym Black Metalu i stylistyka jest mocno urozmaicona. Są zapewne bardziej melodyjne twory od Unlight, które cenię po grób jak choćby Vinterland lub debiut Mörk Gryning okraszony sporą dawką syntezatorów. Odnoszę wrażenie, że 'Antihelion' to album po prostu dla laików gatunku. Ot, jeśli przypasował komuś śliczniutki Behemocz, podjarał się cudownością ostatnich albumików Watajnusia to i sięgnie po owe coś. Oj biednie tu dzisiaj, biednie...

4/10

https://www.facebook.com/unlight.org/
http://www.war-anthem.de/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz