21 kwi 2017

Vardan 'The Woods Is My Coffin'

CD'14
Album
Moribund Records

Lista utworów:
1. Night of the Horned Rebirth
2. Luciferian Assault
3. Goatcraft
4. Dawn of the Followers - Part 1
5. Dawn of the Followers - Part 2

I znowu Moribund Records. Zresztą, nad tym labelem rozwodziłem się przy okazji opisywania Luciferian Rites, więc nie ma co się w tym temacie powtarzać. Jakiś czas temu przemknęło mi info o tym projekcie i zdziwiło mnie, że Amerykanie od razu wydali 10 (!!!) albumów Włocha. A Vardan, jak przystało na nurt Depressive Black Metalu, wypluwa z siebie po kilka albumów rocznie. Dla przykładu, w 2015 roku ukazało się 9 albumów i split z Finami z Kalmankantaja. Bardzo łatwo tutaj o tezę, że muzyka ta jakości nie zaznała. Jednak gdy zacząłem słuchać tego materiału, momentalnie mnie zatkało. Czemu? Poniżej (jak zawsze) słów kilka o 'The Woods Is My Coffin'.
Otóż, zdziwiły mnie dwie rzeczy. Pierwsza wręcz banalna, że tego po prostu da się słuchać i muzyka zawarta na tym albumie nie jest jakimś odrzutem. Powiem więcej, muzyka jest skrzętnie przemyślana, ma totalnie zajebistą płynność kompozycyjną. Nie jest to w żadnym wypadku łatwy w odbiorze materiał. Nawet biorąc pod uwagę ilość powtarzanych riffów lub ich samą konstrukcję, to tak naprawdę dzieje się tu niewiele. Riffy są bardzo proste, prymitywne. Jedynym urozmaiceniem są pojawiające się partie akustyczne, które wyrywają słuchacza ze śmiertelnego transu. Black Metal jaki prezentuje Vardan jest mocno osadzony w czasach nawet demówkowych Skandynawii. Brzmienie cholernie surowe, momentami linie melodyjne tremolo wręcz brzęczą. Nie jest to absolutnie tak, że przez te niecałe 40 minut słyszymy tylko powolne granie i zawodzenia wokalne. Vardan bardzo umiejętnie sięga też i po szybsze partie. Ostatni utwór 'Dawn of the Followers - Part 2' to prawie cały czas szybkie tempo i nienawistne, chore skrzeczenia wokalne. Większość jednak materiału to partie średniego tempa skłaniające się ku wolniejszym. Jednakże, muzyka zawarta na tym albumie jest wypchana po brzegi czystą niechęcią, jakimś nieopisanym wstrętem. Jest bezpardonowo zwyrodniała, zamknięta w swoim piwnicznym świecie niczym dr.Freudstein z filmu 'Dom przy Cmentarzu' Fulciego. 
Black Metal który usłyszałem na 'The Woods Is My Coffin' jest nieprzychylnie mroźny. Jest w nim masa gniewu, ale największym potępieniem dla słuchacza jest zdecydowanie owe dotkliwe zimno. I powiem szczerze, zamierzam nadrobić chociaż część z bogatej dyskografii Vardan. Wwierciło się psychę i wyjścia nie widzi.

8/10



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz