25 kwi 2017

White Death 'White Death'

CD'17
Album
Werewolf Records

Lista utworów:
1. Born from the Unholy Fire
2. Immortal Hunter of the Moon
3. Kaste
4. Goat Emperor
5. Warpath
6. Cunt
7. Commandant
8. White Death's Power

White Death został powołany do życia stosunkowo niedawno, bo w 2013 roku. Po materiale promo, który ukazał się rok później, horda szybko nawiązała współpracę z Niemciekim Darker Than Black Records. Owocem tej współpracy były dwa wydawnictwa, Epka i split z Forlor. Lider, Vritrahn w tym czasie zaczął swój drugi projekt w którym to brał udział Werewolf z Satanic Warmaster. Szybko powstał pierwszy demos grupy której nazwa składa się z dwóch członów pochodzących od przyjętych imion muzyków. Vritrahn-Werwolf, bo tak brzmi nazwa owego projektu, wydał do tej pory dwa demosy. Mając na uwadze te wydarzenia, nie dziwi chyba aż nadto fakt, że pełen album White Death został wydany przez label Lauriego Penttilä, inaczej Werewolfa. No ale starczy tych anegdot o undergroundowych komitywach. Poniżej, kilka słów o jakże interesującym materiale Finów.
A więc co my tu mamy? Otóż, White Death to jest głęboko zakorzeniony w starych nagraniach takich hord jak wczesny Gorgoroth czy Darkthrone. Jednak Finowie nie boją się tutaj pójść jeszcze dalej i czerpią garściami w swojej melodyce z folkowych tradycji. Oczywiście nie oznacza to, że usłyszymy tutaj radosne przyśpiewki o puszczaniu wianków na wodzie przy akopaniamencie tradycyjnych instrumentów sprzed choćby 700 lat. Nie, Vritrahn i spółka nagrali kawał świetnego Black Metalu który rozrywa na strzępy słuchacza na dwojaki sposób. Mówię tutaj zarówno o wspaniałej atmosferze albumu oraz o nieskrępowanej energii jaką White Death tworzy z każdym dźwiękiem. Pamiętacie zapewne takie nagrania Gorgoroth jak chociażby 'Promo 1994' czy 'Pentagram'. I można by się tu czepiać, że w sumie muzyka na tym materiale była ot po prostu Black Metalem. Ale jaką ten album miał podniosłą atmosferę! Jak potrafił przejść z patosu w kompletne sponiewieranie słuchacza! Przecież taki 'Huldrelokk' był istnym hymnem do nocnych przechadzek po lesie zimą. I tu właśnie wrócimy do White Death. To co mogliście przeczytać powyżej, można spokojnie dopasować w ich twórczość. Słowo w słowo. Drapieżne, cholernie mocno tnące gitary na tle nie znającej litości perkusji. Praca tego instrumentu jest tutaj szczególna, bo nawet w najbardziej spokojnych partiach albumu wprowadza niesamowitą dynamikę. Niczym dodatkowy agregat do wytwarzania energii, hehe. Riffy gitar czerpią też z tzw. motoryki znanej w Thrash'u, ale całość kompozycji jest tak zaaranżowana, że owe wpływy nie są aż tak oczywiste. Świetnym rozwiązaniem są tu również partie klawiszy, które wprowadzają niemałą patetyczność. A co według mnie najważniejsze, wyszły owe partie naturalnie. Szukać tutaj jakiejś znaczącej bufonady wymieszanej z miernotą - życzę powodzenia. Trochę jednak dziwi fakt, że owa dostojność pojawia się w utworze 'Cunt', gdzie choćby ze względu na tytuł dystynkcje i ceremonialność winny pójść na drugi plan. Jednakże, utwór ten jest na tyle poważnie urokliwy w przypominaniu starej szkoły drugiej fali Black Metalu, że niech nawet i owa tytułowa pizda obrasta w majestat. Wokalnie mamy tutaj wysokie skrzeki, które no cholera też przywodzą mi na myśl wokalizy z jedyni Gorgoroth oraz to co można przekrojowo usłyszeć na wydawnictwach Satanic Warmaster. Zamykający utwór trochę odbiega od reszty. Pojawiają się zbliżone czystym wokale a i sam w sobie 'White Death's Power' jest najbardziej melodyjnym (opartym praktycznie na jednym patencie gitarowym) utworem na tym materiale.
'White Death' mimo, że jest dopiero pełnym debiutem może sporo namieszać. Cóż, mam taką nadzieję że jeszcze niejeden raz będzie mi dane usłyszeć o tej hordzie. Istny hołd dla wczesnych lat '90-tcyh czyli czasów gdy odkrywałem Black Metal i jego potęgę. Gdy na podłych demówkach zdobywało się kompletnie nieznane zespoły i słuchało się ich z namaszczeniem i uwagą godną niejednego uczonego. Poza kunsztem muzycznym i wykonaniem Black Metalu jak to właśnie uczynił White Death, to o tym mi również przypomnieli - o magicznych wręcz czasach poznawania muzyki, o tym czego nie dałem zabić w sobie do dziś.

9,5/10



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz