19 maj 2017

Terra Australis 'The Weak Shall Inherit the Graves of the Earth'

digi file'15
Album
Self-released

Lista utworów:
1. The God of Death
2. Consuming the Angels (Souls for Satan)
3. Across the Plain of Torment
4. Fire for the War God   
5. Drenched in the Blood of Eternal Warfare
6. The Weak Shall Inherit the Graves of the Earth
7. The Hammer of Hell (Tribute to Hellhammer)

Jeżeli dobrze zliczyłem to 'The Weak Shall Inherit the Graves of the Earth' jest już 5-tym pełnym wydawnictwem tej hordy. Zespół powstał w 2008 roku z inicjatywy Invisusa, który to do roku 2010 działał pod szyldem Terra Australis w pojedynkę. Dopiero na drugim albumie 'Slave to the Moon-Shadow', który tak jak debiut ukazał się właśnie w 2010 roku, szeregi zasilił wokalista, a rok później Horda ma w swoim składzie stałego perkusistę. W 2015 roku powstaje jak do tej pory ich ostatni album. Poniżej, opis tego co możemy znaleźć na tym albumie.
'The Weak Shall Inherit the Graves of the Earth' i zarazem jego stwórca mają jasny przekaz. Brzmi on następująco -> przypierdolić surowo i prymitywnie aż każdy zdechnie. Takie są moje odczucia, bo materiał jest wręcz przepełniony nienawiścią. Ta z kolei jest podana w prosty sposób, bez większych komplikacji i udziwnień. Otóż, forma jaką przyjęli Australijczycy jest bardzo bezpośrednia, okraszona pewną melodyjnością jednak bez większych przesad. Tak więc struktury utworów są nie tyle co rozbudowane ale dobrze rozciągnięte i świetnie balansują pomiędzy monotonią powtarzalności a długim budowanie klimatu. Równocześnie Terra Australis korzysta z prawa natychmiastowego chłostania kompozycją, wplatając bardzo sprawnie thrashowe naleciałości w chociażby zamykającym utworze. Piąty album posiada także dwa utwory które wplecione w całość materiału, dają wytchnienie. To instrumentalne, krótkie utwory. Brzmienie całości jest bardzo dobre, surowe i gdy zaczyna się geste i szybkie granie, materiał aż trzeszczy i dudni. Tak wiem, że w dzisiejszym 'metalu' jak coś nie wali cukrem to powinna być jednoznaczne z gównem. W sumie lubię gówno, tak więc purystów brzmienia odsyłam po nowe produkcje popłuczyn z mainstreamu. Właśnie i tu chyba trafiam w sedno, bo poza nienawiścią album cuchnie namacalnym ściekiem, który można z dużą łatwością wylać na dzisiejszy świat. Kolejnym atutem są wokale, wysunięte na przód i wrzeszczące pełnym jadu kipiącym dosłownie wymiotem. I zdecydowanie nie jest to odkrywcze granie, setki czy tysiące takich materiałów istnieje w najdalszych zakamarkach podziemia. Szkopuł jednak w tym, że wolę tak autentycznego Black Metalu słuchać godzinami niż próbować rozszyfrować zawiłości dziwacznych tworów na które jest dzisiaj moda by wzdychać i się nad nimi spuszczać.
Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele jest takich hord jak Terra Australis. Zdaję sobie również sprawę z tego, że jak to niektórzy twierdzą, te zespoły nic nie wnoszą nowego do muzyki. Przede wszystkim zdaję soebie jednak sprawę z tego, że prymitywny i surowy Black Metal nie jest polem do eksperymentów. Australijczycy czują ten gatunek, słychać że jest to muzyka tworzona z pasją i cholernym oddaniem. Tu nie potrzeba udoskonaleń. Materiał jest bardzo dobry w takiej formie.

8/10 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz