11 paź 2017

Deceitome 'Death is Called Ethos'

CD'16
Album
Self-produced

Lista utworów:
1.Remnant and His Shadow (Intro)
2.Nil Humanity
3.Omnicidal Minds
4.Allegory of the Dead
5.Chronos in Oblivion
6.Atomisery
7.A Lifeless Cipher
8.The Void Abides
9.Messenger from the Abyss

O cholera, na taki cios nie byłem przygotowany!! Tym bardziej, że to bardzo mało znana ekipa z Estonii. W 2016 roku, czyli rok od założenia zespołu, wydali własnym sumptem debiutancki krążek i zachodzę w głowę dlaczego tego nikt do tej pory nie wydał pod skrzydłami wytwórni. No, chyba że taka wola samych zainteresowanych, może wolą zająć się sami promocją i mieć sprawy pod kontrolą. Na zespół natrafiłem zupełnie przypadkiem grzebiąc i przeszukując niezmierzone czeluści undergroundu. Przyznaję, mało wiem o scenie Estońskiej, ale DECEITOME pobudziło mój wciąż rosnący głód, by przeszukać z równą dokładnością i tamte tereny. Czwórka chłopa i jedno dziewczę spuszczają mi naprawdę tęgi łomot i bynajmniej, nie chodzi tu wyłącznie o zaskoczenie ich pochodzenia. Przejdźmy już do konkretów, zapraszam.
Na początek najważniejsza informacja, otóż DECEITOME serwuje nam naprawdę konkretną dawkę szwedzkiego Death Metalu. Cholerny old school nasuwający skojarzenia początków tamtejszej sceny działa jak najbardziej na korzyść tego młodego zespołu. Drugą stroną medalu będzie tu oczywiście brak oryginalności, ale jakoby nie spędza mi to snu z powiek. Określając jednak muzykę DECEITOME wyłącznie szufladką szwedzkiego Death Metalu uprościłbym niepotrzebnie ich stylistykę. Drugim równie ważnym pierwiastkiem w muzyce Estończyków są pobrzmiewające bardzo wyraźnie echa starej Holandii. Przede wszystkim drugiego albumu Pestilence i wczesnych dokonań Asphyx, w szczególności 'Last One on Earth'. Kevin Rändi, który obecnie nie jest już w zespole, swoimi wokalami wykonał tak rozpierdalającą robotę, że aż trudno mi uwierzyć że to co słyszę nie jest jakimiś nagraniami młodego Martina van Drunena wydobytymi z jego prywatnej szuflady sprzed ponad 25 lat! Mam tylko nadzieję, że kimkolwiek jest obecny następca, że po prostu podoła. Poprzeczka została zawieszona naprawdę wysoko. Sama muzyka to bardzo gitarowe granie, zresztą niczego tu nie odkrywam mówiąc tu o szwedzkim Death Metalu. Obowiązkowe chropowate i przesterowane brzmienie niszczy siłą maniakalnego mordercy. DECEITOME odnajdują się zarówno w wolny utworach jak i w średnio szybkich, bo tak został zaaranżowany album. Wspaniałe rytmiczne gitary uderzające w głowę niczym tępe narzędzie oprawcy, na powierzchnię których to wypływają partie gitar prowadzących. Te z kolei raczą nas zardzewiałą melodyką, która oscyluje na pograniczu brzydoty a nawet toporności wymieszanej z pewną dozą smutku. Czasami przyznaję, że brakuje tu takiego szybkiego uderzenia jakie znamy z utworów jak choćby 'Soon to be Dead'. Trochę ponad 30 minut przelatuje bardzo szybko, ale zapewniam was, że nie uda się wam skończyć na jednym odsłuchu. Świetny materiał, a zarazem bardzo udany hołd w kierunku plugastwa jakie było wypluwane przez underground w postaci tysięcy taśm demo na początku lat 90-tych.

8/10