12 paź 2017

Galdr 'Galdr'

Taśma'11
Album
Strigoi Records

Lista utworów:
1.Winter and Life
2.Futhark
3.Sköll's Dream
4.Winter's Spirit
5.Into Unknown Mist
6.Snowfall and Decay

Debiutancki materiał Amerykańskiego GALDR ma już trochę lat, jednak nie przeszkadza to w niczym by muzykę tego solowego projektu trochę przybliżyć. Oczywiście, mogłem sięgnąć po jeden z dwóch kolejnych wydanych albumów. Jednak, cholernie dzisiaj za mną chodził ten materiał, zasłuchałem się i stwierdziłem że opiszę. Otóż, GALDR powstał w 2008 roku, kiedy to projekt Thulcandra istniejący od 2004 do właśnie roku 2008 przeszedł metamorfozę i tak właśnie się narodził obecny twór. Draugr, czyli jedyna osoba stojąca za tym wszystkim, udziela się jeszcze chociażby w Obscurum (ta horda niestety milczy od 2008 roku, wielka szkoda!). Przejdźmy zatem do muzyki.
GALDR porusza się w Black Metalu któremu można przypiąć łatkę atmosferycznego. Aranżacje zawarte na albumie 'Galdr' są rozciągnięte, lekko jakby rozmazane i niewiarygodnie zimne. Owa aura wprowadzana przez instrumenty klawiszowe, sample, powoduje że ma się wrażenie przemierzania nieskończonego bezmiaru skutego lodem i pokrytego czapami śniegu. Wokół nas tylko biel, przeraźliwe zimno niesione przez dmący prosto w twarz wicher oraz bezkres pustkowia. Ta muzyka niesie z sobą coś naprawdę niepokojącego, pełna skrytości buduje aurę mglistości. Riffy gitar stanowią jakby tło dla wokali i perkusji. Dźwięk jest bardzo surowy, nie ma tutaj mowy o jakimkolwiek pieprzeniu się w studio by dopieszczać brzmienie. Ten otaczający nas chłód, mroźne wyobrażenie wyjących wiatrów wynika właśnie z tego brzmienia. Pomimo, że użyto instrumentów klawiszowych, materiał nadal jest cholernie surowy, nawet odrzucający. Stan ten łagodzą partie akustycznych gitar, powstaje naprawdę ciekawy kontrast aranżacyjny. Sporo w tym materiale też tęsknoty, nostalgii, goryczy a może i marazmu... Wszystko to jednak łączy się bez zarzutu tworząc obraz chłodu, patosu mroźnego żywiołu. Górujące nad całością instrumentarium wokale, które z silnym akcentem chaotyczności wykrzykują kolejne linie tekstów, są beznamiętnie lodowate. Wręcz desperackie, opętane... Dla mnie coś wspaniałego! Obowiązkowe intro oraz outro, gdzie odgłos zimowego wichru przebija się poprzez melancholijne dźwięki klawiszy. Lepszego otwarcia jak i zakończenia tego albumu być nie mogło. Szkoda, że to tylko trochę ponad 30 minut...
GALDR nagrał jeszcze dwa kolejne albumy - przynajmniej tak sprawa wygląda w październiku 2017 roku. Z czasem, o ile nie zapomnę bedąc w samym centrum nawałnicy wydawnictw, opisać i następczynie 'Gladr'. Tym czasem, kto nie zna niech sięga!

9/10