5 paź 2017

Morte Incandescente / Illum Adora 'Remnants of a Flaming Past'

Split CD
2017
War Arts Productions

Lista utworów:
1.Morte Incandescente - Por Entre o Ser
2.Morte Incandescente - A Colheita
3.Morte Incandescente - Infinito Definido
4.Morte Incandescente - Além
5.Morte Incandescente - Eu Transcendo
6.Illum Adora - Swords of Olden Days
7.Illum Adora - Misericordia Est Infirmitate
8.Illum Adora - Wrath Inflamed
9.Illum Adora - Gone Forever
10.Illum Adora - Ophiolatreia

Niedawno wpadł mi w łapska ten oto krążek i przyznam szczerze, że w natłoku różnych nowości jakie ostatnio wygrzebałem / nabyłem, trochę zwlekałem z odsłuchem materiału. Przyczyn tego stanu rzeczy można by wymieniać wiele, mniej lub bardziej istotnych. Faktem jest, że od kilku dni materiał ten dość mocno jest katowany w moim odtwarzaczu. I podobnie jak powyżej, powodów jest kilka a dwa najważniejsze to: 1) po prostu MORTE INCANDESCENTE których to uwielbiam, 2) kolejne to próby do wychwycenia i przekonania się do części splitu należącej do drugiej hordy ILLUM ADORA. O tym wszystkim poniżej. Zanim jednak przejdę do opisu zawartości wydawnictwa, wpierw słów kilka o zespołach które współtworzą 'Remnants of a Flaming Past'. Jestem przekonany, że wielu z was słyszało MORTE INCANDESCENTE i wiedzą, że to Portugalska bestia oddająca swoją muzyką hołd dla LLN. Powstali w 2002 roku więc stuknęło już im 15 lat podziemnego bytu. W skład wchodzą tu dwaj muzycy znani z takich ohydnych tworów jak: Irae, Decayed, Storm Legion czy Corpus Christii. Drudzy meldują się ILLUM ADORA pochodzący z Niemiec. Istnieją dopiero kilka lat, bo od 2011 i tak jak pierwsze swoje 3 lata egzystencji nie dali o sobie żadnego znaku, tak od 2015 roku ukazały się już 4 wydawnictwa. Gitary i wokale obsługuje tutaj Hurricane Hellfukker z Zarathustra i zarazem właściciel wytwórni Kneel Before the Master's Throne Records. Dobra, tyle wstępu bo zrobił się cholernie długi.
Pierwsze pięć utworów należy do portugalskiego MORTE INCANDESCENTE. Z góry zaznaczę, może w tym przypadku dość mało obiektywnie, że według mojego ucha i gustu jest to lepsza część splitu. Prawdopodobnie bierze tutaj górę moje uwielbienie dla tej hordy, chociaż może to nie jest aż tak oczywiste do samego końca. Duet z Portugalii jak na większości swoich wydawnictw prezentuje swoją surową, nieludzką wersję Black Metalu. Już same brzmienie z którego bije mieszanka wstrętu, czystego ohydztwa i prymitywizmu wgniata swą autentycznością. Materiał ten jest wręcz stworzony do słuchania nocą, w ciemności lub ewentualnie tańczącym cieniu blasku świec. Dynamika utworów jest równie silna jak sama atmosfera, a zwolnienia hipnotyzują trupią melodyką. Makabra riffów w kontraście z wręcz ordynarnie prostą linią perkusji obezwładnia i paraliżuje funkcje życiowe. Black Metal spod (chciałoby się rzec spod pióra) obłędu MORTE INCANDESCENTE to istne zło, monstrualna wyrodność. I te opętane wokale z pogranicza charakterystycznych skrzeczeń a agonalnych / nienawistnych krzyków Nocturnus Horrendus'a! Powinienem był wspomnieć na tym na początku, ale intro jest tutaj czymś kapitalnym! Odgłosy łopaty wbijającej się w ziemię, kopiącej dół gdzieś na uboczu i nagle pojawiają się krzyki wokalisty... Idealne wprowadzenie w klimat tego wydawnictwa!
Drugą kreaturą jest Niemiecki ILLUM ADORA. W trakcie pierwszego odsłuchu już na początek kompletnie zniechęciło mnie intro przed pierwszym utworem. Tysięczny raz wyjęta linia z filmu Hellraiser 'Pain has its face, allow me to show it to you. I am pain!'. Ok, w kontekście filmu, który można oglądać wiele razy bez uczucia nudy jest to naprawdę dobre i ma swój klimat. Jednak, no kurwa, ileż można tego na albumach czy nawet demówkach słuchać? Ja rozumiem, że rodzaj Black Metalu który reprezentują obie hordy to czysty prymitywizm i celowa regresja... Jednak, no kurwa mać! Ten zabieg zbił mnie z pantałyku, bo nim nerwy opadły pojawiła się kolejna 'ciekawostka', a mianowicie jakieś dziwne chóry. 'Jak nic coś tu zostało ostro spieprzone' i temu podobne myśli zaczęły mi się obijać w otchłani czaszki zwanej potocznie mózgiem. Dalsza część materiału okazała się jednak w wykonaniu Niemców bardzo dobra i owe dwie wpadki postanowiłem przerzucić na dalszy plan. Muzycznie ILLUM ADORA to równie diabelski ale nieco mniej wtórny Black Metal niż ich bracia z Portugalii. We fragmentach aranżacji pojawiają się riffy kojarzące się z lekką psychodelą, dość pokręcone jednak nadal w ciekawy sposób hipnotyzujące. Kolejna ciekawostka to bardzo dobry acz krótki utwór instrumentalny na samej gitarze akustycznej, podczas gdy w tle słychać odgłosy wiatru, lasu... Od razu przypominają się perełki z wczesnych lat 90'tych gdy takie utwory były ozdobnikami niejednej płyty czy demówki. Zróżnicowane wokale, tempa a i same riffy to dość duży wachlarz proponowanych możliwości. Black Metal którym raczy nas trio z Niemiec jest zdecydowanie surowe, ale w swej surowości kładzie nacisk na atmosferę. Ta z kolei z utworu na utwór zmienia się i od kompletnie pogardliwych nienawistnych hymnów mamy i te bardziej podniosłe, uderzające nostalgią i tęsknotą za tym co nie wróci. 
'Remnants of a Flaming Past' to mimo obranego kierunku nie do końca wydawnictwo stricte surowe i będące zaprzeczeniem ewolucji tego gatunku. Owszem, MORTE INCANDESCENTE proponuję hermetycznie zamkniętą podróż po rejonach obskurności i szaleństwa. Z drugiej strony prezentuje się ILLUM ADORA, który to nawet owymi chórami (których nadal nie mogę strawić i które są na moje szczęście tylko w jednym utworze) wnosi sporo urozmaicenia w ten split. Gdyby jednak trzeba było wystawić tutaj wspólny mianownik dla obu hord, byłby to niezaprzeczalnie kult śmierci. Stęchlizna, drażniąca woń rozkładu unosi się równie intensywnie przez wszystkie dziesięć utworów. Z tą różnicą, że podano ją pod różnymi postaciami.

9/10  7,5/10