16 paź 2017

Windstorm 'Eternal Gods Forgotten'

Taśma '11
EP
Night Birds Records
Werewolf Promotion

Lista utworów:
1.We Are the Blasting Storms
2.God of the Wind
3.Hunger for Vengeance
4.Eternal Gods Forgotten
5.Token

WINDSTORM to duet pochodzenia Greckiego, rezydujący w Środkowej Macedonii. Dyskografia tego projektu nie powala na kolana ilością wydawnictw, raczej skłaniałbym się ku stwierdzeniu, że panowie nie czują przymusu wydawania regularnie jakichkolwiek nagrań. WICHURA powstał w roku 2006 i do tej pory ma na swoim koncie raptem 3 wydane materiały. Nie ma to oczywiście przełożenia na podejrzenie o brak pomysłowości Greków. Kaseta, którą dzisiaj wziąłem sobie na cel recenzji, jest naprawdę konkretem. Łącząc w sobie elementy melodyjności tamtejszej sceny z zimnym i a'la norweskim Black Metalem, stanowi uderzenie warte zwrócenia uwagi. O tym jednak poniżej.
Zacznę może od tego, że jestem niesamowicie rad z faktu, że Grecy nie użyli automatu perkusyjnego. Nie trudno sobie wyobrazić słuchając 'Eternal Gods Forgotten', że pudełko udające perkusję zniszczyło by tu klimat bezpowrotnie. Żywioł i owa surowość prostoty dźwięku, to siła napędowa tej Ep'ki. Archaiczne riffy gitar, czasem aż zardzewiałe w swej oczywistości, tną niemiłosiernie słuchacza. Nawet wspomniana już melodyjność poszczególnych partii nie przynosi ukojenia, jeszcze bardziej przytłacza swym rozmiarem monumentalizmu. Proste aranżacje tylko temu sprzyjają. Nie ma miejsca na zbędne wirtuozerie, udziwnienia, sympatyzowanie z niezbadanymi rejonami gatunku. Nie, WINDSTORM wziął sobie na celownik klasyczny Black Metal (co prawda łączący w sobie jakby dwa różne bieguny stylistyczne) i wykreował mroźną muzykę. Owy chłód miesza się i łączy atmosferą zapomnianych czasów, być może nawet tytułowych, zapomnianych bogów. Ta aura w połączeniu z żywiołem brzmienia, tworzą wspólnie moc huraganu. Skostniałe, niemodne (tfu, co za kurwa słowo!) wręcz aranżacje dopełniają czary. Perkusja niczym bębny wojny, precyzyjnie i w anachroniczny sposób, wybija swe tempa. Od średnich po szybkie, a wszystkie utrzymane do minimum. Wokale to ciąg dalszy hermetycznego trzymania się wytycznych gatunku. Typowe i wpasowujące się w 100% wrzaski i skrzeczenia wokalisty, dopełniają kielich trunkiem, który jest skierowany tylko dla zaciekłych tradycjonalistów Black Metalu.
Na podsumowanie dodam tylko, że zdaję sobie sprawę że nie jest to wyborne dzieło w gatunku Black Metalu. Dodam również, że z drugiej strony mało mnie to obchodzi. Jest surowe, a przedstawia sobą wystarczająco. Rzetelnie i bez najmniejszych potknięć. Tak więc, kto jeszcze nie ma / nie zna, niech sięga po WINDSTORM. Tym bardziej, że Black Metal w tym obliczu, pasuje idealnie do nośnika jakim jest kaseta magnetofonowa.

7,5/10