26 paź 2017

Xul ov Kvlten 'Nitimur in Vetitum'

CD-r'16
Album
Silent Woods Nebulah Prods.

Lista utworów:
1.Ignis Temples 04:06
2.Anthem Orphicum (Ad Dionysios)
3.Ascesis Rites in Anima
4.Astral Nox
5.Aeternis ad Infinitum Cosmos
6.Aeternis ad Infinitum Cosmos 

Chile, Santiago, Black Metal. To tak w dużym skrócie czego możemy się spodziewać po tej podziemnej hordzie. Początek istnienia tego trio datuje się na rok 2014 i jest to ich pierwsze wydawnictwo. Wpierw wydane własnym sumptem w limicie 50 sztuk, potem wznowione przez mały label na takim samym formacie i również w identycznym limicie. Z góry uprzedzę fakty, chociaż nie trudno się domyślić po okładce, że ci z Was którzy szukają wirtuozerii lub czegoś stricte innowacyjnego, tu tego nie znajdziecie. 
XUL OV KVLTEN w pięciu utworach zaprezentował stricte archaiczny Black Metal. Szósty utwór to nagranie z próby jednego z pięciu poprzednich i początkowo nie za bardzo spodobał mi się pomysł na taką zapchaj-dziurę. Jednak, przy pierwszym odsłuchu zrozumiałem jak genialne było to posunięcie. W tym miejscu zdyskredytuję trochę hordę, bo nr sześć z 'Nitimur in Vetitum' pokazuje jaka siła i cholerna czerń kryje się w tym materiale. Studyjne nagrania są surowe, nie uległy absolutnie żadnemu wypieszczeniu, ale w przypadku 'Aeternis ad Infinitum Cosmos' z próby wkrada się tu niesamowity chaos, a ściany pomieszczeń zaczynają porastać w przyspieszonym procesie pleśnią. Jeśli ktoś zna dziwnie niepokojącą atmosferę wcześniejszych nagrań Black Cilice, to właśnie tak zabrzmiało to nagranie - totalnie oszalałe, napiętnowane wręcz pierwotnym gniewem i smrodem grobowego rozkładu. Ok, ale przejdźmy wreszcie do pierwszych pięciu utworów, bo to one w sumie stanowią tutaj właściwą zawartość debiutanckiego albumu. Minimalistyczne kompozycje utworów w których to prym wiodą pomysły z początku lat '90-tcyh rozsiewają powolnie tajemniczą mgłę nad cmentarnymi wrotami. Bramy te otwierają się i bezpowrotnie zostajemy wciągnięci w osępiały, trupi archaizm twórczości Chilijczyków. Prymitywne riffy gitar świetnie współgrają z blastującą perkusją lub partiami zagranymi w średnim tempie. Nie ma tutaj żadnych zabaw w solówki czy inne komplikowanie struktur utworów. Ot czysta pasja napędzana potęga nienawiści. Ostatnią rzeczą do jakiej można się przyczepić i właśnie mam zamiar to zrobić, są wokale. Te, wykrzyczane z typową manierą Black Metalowego krzyku są jak najbardziej na miejscu. Jednak, wkradają się tu czasem deklamacje czy śpiewy podniosłym (tzn. jak mniemam takie miało być założenie, hehe) czystym głosem. Niestety zawodzenia jakich jesteśmy świadkami są dość rażące i ja tego nie kupuję. Pomijam fałszowanie, ale to nijak ma się do grania w jakim porusza się XUL OV KVLTEN. Na szczęście nie ma tych wokaliz za wiele i nie spierdoliły dostatecznie całości albumu.
Zamierzony prymitywizm, obskurność i rzygające z głośników Zło są niesamowitym atutem tego wydawnictwa. Jego wsteczność, autentyczność są na wagę złota. Czy zabrakło tu czegoś na miarę Black Metalowego albumu? Nie wydaje mi się. Ten gatunek ma swoje prawa czy się komuś taka ohyda podoba czy nie. Szkoda, że to jednak tylko niespełna 30 minut. No i mały procent wokali do poprawy...

7/10