10 lis 2017

Norns 'Pazuzu'

CD'16
EP
Deviant Records

Lista utworów:
1.Desecration
2.Pazuzu
3.Howling from the Past
4.Winds of Blasphemy

Po dziewięciu latach ciszy, dał wreszcie oznaki powstawania z grobu Fiński NORNS. Ubiegłego roku, cmentarna noc i skryte w niej bestie ujrzały nową EPkę zatytułowaną 'Pazuzu'. Horda ta przez lata swojego istnienia nigdy nie należała do bardzo aktywnych i od 2005 roku to ich trzecie wydawnictwo. W sumie po 2007 roku słuch po nich zaginął, nie było żadnych wieści czy horda zdechła czy tkwi w uśpieniu. W międzyczasie powstała druga horda z udziałem 2/3 składu, Nattfog, a projekt Behemotha (bass i wokale) Aske tkwił również w niebycie. Tak czy owak, mam nadzieję, że na kolejne nagrania NORN nie przyjdzie mi czekać kolejnych tyle lat.
Zacznijmy od genialnej okładki, która łechce moje zmysły przywołując natychmiastowo skojarzenia ze starą sceną. Z wydawnictwami, które były opętane i prymitywne, a na ich okładkach zawsze występowali muzycy w wymalowanych twarzach. Duch starego Darkthrone wiecznie żywy, aarrghhh! Sceneria cmentarza tutaj jest idealna, a kontrast obu krzyży pośrodku których stoi demoniczna postać. Widzę tu nawet koneksję, Pazuzu był przedstawiany jako demon świata podziemnego, król złych wiatrów. Ileż to razy hordy stylistyki Black Metalowej przyzywały czy to w tytułach czy w samych lirykach cmentarne wiatry śmierci... A może doszukuję się czegoś za daleko? Muzyka w jakiej porusza się NORNS to Black Metal, surowy aczkolwiek z dużą dawką melodyjnych riffów. Taki konglomerat stwarza bardzo ciekawą atmosferę, a muzyki już nie tyle co się słucha, bardziej się ją chłonie. Proste riffy, gdzie wspomniana melodyjność przeplata się z rytmicznym podbijaniem danych akcentów gitar, zapadają głęboko w pamięć i tego się chce po prostu słuchać. Całość materiału jest bardzo fińska stylistycznie i od razu słychać skąd materiał pochodzi. Dodatkowo brzmi to również archaicznie, surowo, nawet brzydko pomimo dozy melodyki. To po prostu zimny, ohydny Black Metal. Nawet gdy klawisze w poszczególnych partiach rozbrzmiewają donośnie, 'Pazuzu' nadal jest surowy i lodowaty niczym dopiero wyjęte mięso z zamrażalnika. I ten duch, prawdziwy duch Black Metalu sprzed lat gdy termin ten jeszcze oznaczał rebelię, był źle kojarzony, a nie jak w wielu przypadkach tylko muzyczny biznes. Przy tych dźwiękach z jeszcze większą tęsknotą człowiek wyczekuje zimy, by w śniegu brnąć przez las.