2 lis 2017

Witchcraft 'Hegyek Felettem'

Taśma'12
Album
Neverheard Distro

Lista utworów:
1.Istentelen
2.Megittam a vért
3.Arcomon gyűlölettel
4.Hegyek felettem
5.Összeesküvés
6.Fekete és hideg
7.Csak a fagy
8.Vörös köd

Czas na weteranów z Węgier, którzy to istnieją na scenie od 1996 roku i do dziś są wierni korzeniom Black Metalu starej szkoły. Horda ta, zapewne znana w kilku kręgach odbiorów uwielbiających zimne i prymitywne granie, jest doceniana za to co wydała w swej dyskografii. Jak na 21 lat istnienia nie ma tego zatrważająco wiele, ale absolutnie każda pozycja opatrzona logiem WITCHCRAFT jest dziełem, które po prostu trzeba mieć. Mus posiadania tyczy się oczywiście maniaków Black Metalu w jego najczystszej formie, bez nowoczesnych ozdobników które tak oddaliły ten gatunek od tego, czym tak naprawdę był w założeniu gdy dopiero powstawał. Album ten ukazał się również w formacie CD i na winylu, ale tak surowe granie idealnie sprawdza się na nośniku kasety magnetofonowej. Chociaż wiadomo, że winylem człowiek by nie pogardził hehe.
Black Metal grany przez Węgrów czerpie garściami z drugiej fali BM, a konkretnie skandynawskiej odmiany, ale to nie wszystko. Horda nie stroni też od stylistyki Thrash Metalu, którą to idealnie inkorporuje we fragmenty swoich kompozycji. Jednak ponad 90% trwania materiału mamy do czynienia z surowizną, pierwotną ohydą sączącą się z głośników i w swej czarnej hipnozie przenoszącą nas w czasie do początków sceny. Nie znajdziemy na 'Hegyek felettem' grzecznego i poprawnego grania w stylu behemocza czy innych komediantów, albowiem w muzyce Węgrów nie ma miejsca na błazenadę. Zacznę od brzmienia, które najzwyczajniej urzeka swą głębią ciemności, prymitywności ale i zarazem czytelności poszczególnych instrumentów. Owa czytelność dźwięku nie jest dominująca, bardziej bym określił to jako smaczek czy może nawet jeden z elementów brzmienia. Takie fundamenty jak szorstkość, chropowatość i brud gitar zostały zachowane, a struktury riffów podrzynają gardła zardzewiałymi ostrzami sprawiając jeszcze większy ból. Co dziwne, pomimo takich odczuć / skojarzeń, utwory w swej budowie i klimacie nawiązują bardzo silnie do Natury, pogaństwa (tylko błagam, nie kojarzcie elementów pogaństwa z tymi wszystkimi folkowymi wesołkami, którzy tak umiejętnie przez lata swym dennym plumkaniem wypatrzyli ów dumny termin). Dynamiczne tempa, które przechodzą też w rytmiczne pasaże, powodują, że albumu słucha się jednym tchem. Pasjonuje i wabi swą nieoryginalnością, która jest olbrzymim atutem trzeciego albumu WITCHCRAFT. 'Hegyek felettem' jest chłodem nocy, wyjącym wichrem w pobliżu górskich sztolni, skrzypiącym śniegiem pod podeszwą buta w najdalszych, odludnych częściach lasów. Ponad surowizną gitar i prostych partii perkusji góruje skrzeczący, chropowaty wokal. 
Kończąc, podkreślę dla mniej kumatych -> to nie jest muzyka dla fanów Nihilka czy Laluni Ad Noctum lub innych ślicznych wycmokanych produkcji słodszych niż rafinowany cukier. Trzeci album to istna czerń, a ci z Was którzy przegapili to wydawnictwo lub nawet (o zgrozo!!!!) twórczość hordy, zachęcam do odrobienia lekcji.