7 gru 2017

Horn 'Turm am Hang'

CD'17
Album
Northern Silence Productions
Iron Bonehead

Lista utworów:
1.Alles in einem Schnitt
2.Turm am Hang
3.Verhallend in Landstrichen
4.Die mit dem Bogen auf dem Kreuz
5.Ä(h)renschnitter
6.Totenräumer
7.Lanz und Spieß
8.Bastion, im Seegang tauber Fels
9.The Sky Has Not Always Been This Way (When Bitter Spring Sleeps cover)

Na przykładzie tego jednoosobowego projektu można idealnie pokazać jak człowiek gubi się w natłoku nowych wydawnictw. Jest to już siódmy album HORN, a ja ignorant jeden dopiero teraz dotarłem do twórczości Nerrath'a. Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie do powiedzenia to, że w dzisiejszych czasach zastosowanie nawet sita z najdrobniejszymi oczkami zawsze przepuści jakiś syf tym samym pozostawiając niektóre wartościowe projekty / hordy niezauważonymi. Trudno, biję się w pierś i klnę, że nadrobię całość. HORN został powołany do życia w 2002 roku w Niemczech i już od 2005 roku nagrywa regularnie album za albumem. Nie jest to do końca stylistyka z którą obcuję na co dzień, ale jednak pojawiają się tego typu krążki w kolekcji. Pagan Black Metal, który rzekłbym jest dość przebojowy na 'Turm am Hang', przemówił do mnie już po pierwszym przesłuchaniu materiału. Czemu? O tym poniżej, zapraszam.
Niemiecki projekt czerpie garściami folkowych inspiracji, które to w melodyjnych liniach gitar pojawiają się na całej rozciągłości albumu. Na szczęście elementy wymienionego folku, to nie te wesołe znane z durnych przyśpiewek o trollach czy wojowników maszerujących w czwórkę (reszta chłopa we wiosce chyba zaspała na kacu) na bitwę brzegiem morza. Tak jak sama muzyka, tak i podejście do tematu jest tu poważne i kompletnie nie ma tu miejsca na prześmiewki. Co więcej, Nerrath posunął się w kilku fragmentach albumu po epickie rozwiązania, które ani na moment nie trącają żenadą. Atmosfera albumu jest wyjątkowa, nie jest przekombinowana, a sama muzyka wciąga słuchacza w świat dawno zapomniany. Sam klimat jest czymś trudnym do opisania, bo jego bezmiar od melancholijnych partii, momentami zadziorny i buńczuczny, po głęboko skrywaną agresję i nienawiść. I tak jak nie przepadam za zbyt klarowną produkcją, tak tutaj pasuje ona idealnie. Nie oznacza to, że jest ona wypolerowana a syntetyczność brzmienia instrumentów zlewa się w jedną całość tworząc miodny obraz. Otóż, słychać od razu, że rejestrując ten album Nerrath chwycił za polerkę, ale obszedł się z nią z wyczuciem - tak by nie zarysować kruchej powierzchni niosącej się aury. Całkiem ciekawie wypadły wplecione tu i ówdzie czyste wokale dodające uroku materiałowi, podnoszące jego walory w nawiązaniu do folkowych elementów albumu. Gitary akustyczne, które jak i klawisze, pojawiają się od czasu do czasu, również podkreślają charakter tego materiału. Materiał jest absolutnie ujmujący (w żaden ckliwy sposób rozumienia tego terminu), ciekawe patenty, rozwiązania które nie są oklepane w pogańskiej stylistyce. Wspominałem wyżej o wokalach. Otóż w HORN nie usłyszymy typowych Black Metalowych krzyków, co w przypadku 'Turm am Hang' jest sporą zaletą. Głos Narrath'a to połączenie chrypy z krzykiem, nie brzmi to może zachęcająco ale cholernie daje radę.
HORN ze swoim siódmym albumem narobił mi sporego apetytu na pozostałe pozycje w ich dyskografii. Trzeba będzie zaopatrzyć się w pozostałe wydawnictwa, uprzednio oczywiście rabując bank. Cholera, skąd na to wszystko brać pieniądze? Kolekcjonerstwo miłą mi chorobą, ale czasami zjeść też by coś wypadało. Widocznie z przyziemnymi zachciankami jak ciepłe posiłki będę musiał poczekać, albowiem do skarbonki będą lądować wszelakie oszczędności na pozostałe wydawnictwa HORN. W sumie nic nowego, tyle że bardziej sprecyzowany cel.