10 sty 2018

Dråpsnatt 'Skelepht'

CD'12
Album
Frostscald Records

Lista utworów:
1.Meningslösheten
2.Klardrömmar
3.Skelepht
4.Tonerna till vårt slut
5.Échec
6.Förruttnelsens hypostaser
7.Valan
8.Intigheten

W 2016 roku DRÅPSNATT zawiesił działalność na dobre. Osobiście bardzo cenię ten zespół i mimo, że już nie istnieją, często wracam do ich twórczości. Duet ten pochodzi ze Szwecji i jego początki datują się na rok 2005. Zanim doszło do rozwiązania szeregów, Szwedzi nagrali trzy albumy. Każdy z nich na wysokim poziomie, z polotem i masą pomysłów. Trochę to przykre, że masa gównianych ścierwojadów z ledwością potrafiących trzymać gitary nagrywa kolejne bezwartościowe materiały, a zespół pokroju DRÅPSNATT kończy działalność. Na pocieszenie pozostawili nam jako swą spuściznę trzy wspaniałe albumy spod znaku Atmospheric Black Metal. Tym razem gruzu nie będzie.


Trzeci i zarazem ostatni album, to bardzo atmosferyczne granie. Duet wciąga nas w wir wykreowanego świata nakreślonego dźwiękiem w którym to dominują siły Matki Natury wymieszane ze smutkiem i wściekłością. Te dwa ostatnie 'epitety' można mnożyć na wszelaki sposób i wyciągać z nich pochodne, albowiem śmiem zaryzykować, że nikt nie jest w stanie opisać ogromu ładunku emocjonalnego włożonego w ten materiał. Struktury utworów powalają bogactwem poszczególnych patentów. Brakuje jednostajności, utwory zaskakują rozwiązaniami i wpleceniem w ich szkielety czystych gitar, instrumentów smyczkowych, pianina czy klawiszy. Brzmi to arcyciekawie, kusi i zachęca do kolejnych odsłuchów, przy których to odkrywamy kolejne smaczki nie wychwycone poprzednio. Mocno brzmiące i wysunięte na przody gitary nie są pozbawione w swej surowości mocy, którą DRÅPSNATT serwuje z umiarem przeplatając co rusz spokojne partie z nacechowanymi brzydotą. Zauważycie tu sporo partii bez gitar z pejzażami stworzonymi przez klawisze, a w tle rytmicznie bijącą perkusję. Są też chwile jak chociażby w 'Klardrömmar' gdzie duet ucieka się nawet do dziwnych elektronicznych sampli. Trzeba się do nich przyzwyczaić, bo patrząc na całokształt albumu, w tych miejscach bardzo dobrze pasują. Wokale to istna zaciekłość, histeria a nawet obłęd które momentami przechodzą w doniosłe czyste śpiewy. Szwedzi znakomicie operują emocjami. Trzeba po prostu czuć tą muzykę, żyć nią, by móc dokonać takiej żonglerki natłokiem emocjonalnego liryzmu.


'Skelepht' jest niczym dobra książka, gdy kończymy lekturę a nasz bohater przetrwał mimo ogromu kłopotów, cieszymy się z bogato spędzonego czasu a zarazem dopada na smutek, że to już koniec. Osobiście niezbyt często wracam do tych samych książek. W przypadku muzyki czy zaspany, czy wkurwiony czy w normalnym nastroju otwartego grobu - wracam w każdej chwili. Tym bardziej do takich ujmujących albumów jaki na pożegnanie zaoferował nam DRÅPSNATT.

Wytwórnia już nie istnieje - brak linka.