10 sty 2018

Filthdigger 'Damned by the Living Dead'

CD'16
Album
Cavernous Records

Lista utworów:
1.Ended Life
2.The Living Dead
3.Nuclear Spit
4.Rapid Descend
5.Tortured
6.Nagasaki Nightmare

Ekipa ta pochodzi z Norwegii z Oslo i zanim nagrali ów ohydny debiut ociekający ropą ze zjełczałych tkanek zwłok poddanych naturalnemu procesowi rozkładu, wypuścili cztery taśmy demo. Debiut tych maniaków jest dostępny w każdym z możliwych formatów, chociaż kasety w chwili obecnej będzie trudniej dostać. Początki zespołu sięgają raptem 2012 roku, ale do cholery to jest tak dobry wpierdol, że to trzeba mieć. Piszcie do zespołu po swoją sztukę, a poniżej już tłumaczę dlaczego warto mieć ich album.


Piewcy żywych trupów i śmierci pod wszelaką postacią - tak można by w skrócie opisać przekaz tej Death Metalowej maszyny do zabijania. Materiał zawarty na 'Damned by the Living Dead' nie trwa nawet trzydziestu minut, ale jest to wystarczająco intensywne doświadczenie i muszę przyznać, że w zupełności wystarcza. Co więcej, te sześć utworów skopało mi tak dupsko jak rzadko który album nawet przez czterdzieści minut. A więc co tu tak naprawdę nagrano? Otóż, brudny i niechlujny Death Metal z zaczerpnięciami ze stylistyki punkowej. Niby nie jestem zwolennikiem takich połączeń, a już tym bardziej wspomnianego gatunku, ale FILTHDIGGER wykonał mistrzowsko swoje zadanie. Brud brzmienia, prostota aranżacji i chaotyczne wokale - czyż można chcieć czegoś więcej? Riffy gitar przez większość albumu to miks otwartych strun wraz z intensywnym tremolo. Ta druga cześć sposobu rzygania riffami daje bardzo dobry efekt kojarzący się z cuchnącymi, dusznymi produkcjami rodem z najczarniejszych krypt. Jakby jednak na to nie patrzeć, to jest w tym coś co definiuje ich Death Metal jako typowo skandynawski. Po trochu nawet bardziej idący w stronę szwedzkiej stylistyki. Niewygodną dla ucha atmosferę potęguje tu dodatkowo brzmienie, które swój syf wylewa na słuchacza setkami kolejnych wiader. I na koniec wokale. Cóż, zwolennicy growli mogą odpuścić sobie. Nekromizör wrzeszczy, a momentami końcówki wyszczekanych fraz brzmią niczym wycie konającego. Po prostu konkret.


Bez sztucznego napinania się i po kilku demach FILTHDIGGER nagrał swój debiut, który maniacy brudnego Death Metalu powinni mieć. Prymitywny, chamski, nieokiełznany i przesiąkniety smrodem zgnilizny. Taki Death Metal to czysta przyjemność.