23 sty 2018

Infamous / Gratzug

CD'16
Split
Hammerbund

Lista utworów:
1.Infamous - The Return of Misery
2.Infamous - Ode all'infamia
3.Infamous - La canzone dello schiavo
4.Gratzug - Der Mond
5.Gratzug - Schwarz wie Weiss
6.Gratzug - Schwarz wie Weiss II

Niemiecki label Hammerbund wydaje sporo wartościowych rzeczy w ostatnich latach. Jedną z takich perełek jest split niemieckiego GRATZUG wraz z włoskim INFAMOUS. Obie nazwy to jednoosobowe projekty, które istnieją w undergroundzie przynajmniej kilka lat. Dowodzony przez S.A. włoski twór swoje początki datuje na 2007 rok. Mephistopheles odpowiedzialny za niemiecką stronę splitu, powstał na początku roku 2011. Każda ze stron wniosła w ten split po trzy nagrania, które najogólniej można by nazwać Black Metalem. Jednakże o tym poniżej, ponieważ chciałem jeszcze dorzucić kilka informacji o wytwórni. Otóż, label ten prowadzony przez Herr Rabensang'a - perkusistę takich hord jak Tontenburg czy Epithalium, zrzesza w swoich szeregach spore grono radykalnych hord o nacjonalistycznych poglądach. Nic oczywiście do tego nie mam, tym bardziej w czasach górującego lewactwa, ale poza tymi zespołami znalazły się tu właśnie takie nazwy jak: Kalmankantaja czy opisywany w późniejszej części tego tekstu GRATZUG. Podoba mi się, że jest to stała współpraca z tymi projektami, a nie jednorazowe wyskoki. Wersje kasetowe albumów, winyle. Sprawa ma się podobnie z australijskimi hordami jak chociażby Goatblood czy Rattenkönig, gdy Hammerbund wydaje wersje kasetowe albumów, t-shirty czy kompilacyjne nagrania. Duży szacunek, a teraz przechodzimy do właściwej części recenzji.



Pierwszym z dwóch projektów jest INFAMOUS. Odnosząc się z tym co słyszymy w jego części splitu do twórczości GRATZUG, Black Metal prezentowany przez Włocha jest bardziej bezpośredni, bardziej potężnie brzmiący. Zdecydowaną zaletą jest tu wszechogarniająca atmosfera mizantropii. Gitary, które w swoich liniach charakteryzują się również melodyjnością, to ta jest jednak bardziej prosta i dosadna. Trudno to ująć w słowa, ale INFAMOUS wręcz dźga w nasze zmysły anty-ludzkim sztyletem. Nie ma tu jakiejkolwiek nadziei, albowiem nadchodzi wielka, czarna pustka z której nie będzie absolutnie najmniejszych szans na ucieczkę. Jak na potwierdzenie tych słów, pojawiające się partie gitar akustycznych na początku trzeciego utworu 'La canzone dello schiavo' po prostu dobijają. I szczerze mówiąc, nie wiem jak to działa - reszta tego utworu jest cholernie dynamiczna, można nawet powiedzieć że żywa... A mnie coraz bardziej wciska w kolejne odmęty nędzy, żalu czy wręcz żałoby na tzw. życiem. Dobiegające z daleka wokale S.A., na wpół wykrzyczane o barwie skrzeczącej zmory, idealnie komponują się w całość tej muzyki. Sposób egzekwowania pomysłów i przerobienia ich na taką dogłębną muzykę to coś wielkiego. 



Drugi melduje się niemiecki GRATZUG. Projekt ten poznałem dzięki wydawnictwu, również splitowi, z Virvatulet i od razu mnie powaliła atmosfera nagrań Mephistopheles'a. Większość aranży Niemca opiera się na nakładających się ścieżkach gitar z których jedna jest bardziej wysunieta na przód i uderza w nas wspaniałymi melodiami. Tak jak staram się wybiórczo podchodzić do melodyjnych riffów analizując je i wyszukując zjadania własnego ogona wraz z popadaniem w słodką papkę, tak w twórczości GRATZUG tego po prostu nie ma! Owszem, kreowane przez gitary melodyjne riffy, wspomagane przez pojawiające się w tle partie klawiszy, szkicują piękne wizje, obrazy Natury niedostępnej i utęsknionej. Jest w nich też coś z innej epoki, jakby wyrwane ze średniowiecza i skrytego w białych czapach śniegu owianych chłodnymi wiatrami mistycyzmu. Na równie bardzo duży plus zasługują tutaj wokale, które nie zmieniając swej barwy głosu, piskliwym skrzekiem jawią się przez owe trzy utwory. Mephistopheles przyzwyczaił nas do swojego głosu, bo ten na przestrzeni lat wiele się nie zmienił. Przynajmniej tych, którzy śledzą poczynania GRATZUG. Na koniec jedyna rzecz do której się muszę przyczepić i która odkąd usłyszałem muzykę Niemca mnie razi. Mainowicie, automat perkusyjny. Niestety są fragmenty gdy ten w średnim tempie z blachą a'la 'raid' odgrywa swoje partie na tle gitar. Cholera, po prostu bardzo wyraźnie słychać, że to jest tylko automat... Lecz takich partii aranżacji jest tu niewiele, więc można to przełknąć. Podejrzewam, że GRATZUG na długo pozostanie przy automacie perkusyjnym, tym bardziej że Bawarczyk od samego początku do teraz wykorzystuje go zamiast żywego perkusisty. Tak było, jest i pewnie zostanie.
Wydawnictwo dzielone pomiędzy INFAMOUS i GRATZUG to naprawdę kawał świetnie zaaranżowanego Black Metalu, pokazującego jednocześnie jak zróżnicowany jest ta stylistyka. Z jednej strony otrzymujemy mizantropijny cios wyciskający z nas ostatnie strzępy nadziei, a z drugiej wspaniałą atmosferę mroku i tajemnic Natury skąpanej ciemnościami nocy. Split wręcz idealny.