29 sty 2018

Wode 'Servants of the Countercosmos'


CD'17
Album
Avantgarde Music

Lista utworów:
1.Crypt of Creation
2.Celestial Dagger
3.Temple Interment
4.Servants of the Countercosmos
5.Chaosspell
6.Undoing

Po roku przerwy ukazał się drugi album ekipy z Wielkiej Brytanii. Za specjalnie go nie wyczekiwałem, ale jak już wpadł w łapska to kilka słów powiem. WODE powstał w 2010 roku i poza dwoma albumami, mają na swoim koncie jeszcze jedną demówkę. Niewiele, ale i tak bywa. Album 'Servants of the Countercosmos' oferuje nam Black Metal w który wkradają się różne inne stylistyki. Mamy tu kilka Death Metalowych riffów, ale również w takim dla przykładu 'Chaos Spell' naleciałości rzekłbym nawet Rocka. Taka rozbieżność mogłaby sugerować bogaty album i spory kąsek do przetrawienia dla maniaków, którzy poza napierdalaniem lubią też się zasłuchiwać w strukturach muzycznych poszczególnych utworów. Ale czy tak się na pewno stało? 


Zacznijmy może od wyjaśnienia jednej sprawy. WODE sięga po wiele w swoich inspiracjach, ale nie oznacza to, że ta mieszanka idzie w parze wraz z słuchalnością. Przynajmniej nie dla mnie. Z drugiej strony, nie można zarzucić muzykom, że nie znają się na rzeczy i że ich instrumentarium wraz z warsztatem umiejętności kuleje jak przechlany bezdomny. Ot, powstał materiał dla mnie całkowicie ambiwalentny, który trwa około trzydziestu minut i niestety ja już w połowie zaczynam się nudzić. Sam początek otwierającego utworu 'Crypt of Creation' jest przekombinowany. Gitary grające psychodeliczny fragment przechodzą wraz z resztą instrumentów do konkretnego uderzenia, którego się po prostu nie odczuwa. Ta wściekłość, rzekoma nienawiść jest po prostu jest anemiczna i co gorsza wypolerowana. W mojej opinii albumowi temu przydałoby się trochę więcej brudu w dźwięku oraz umniejszenie quasi rockowych partii. Linie melodyjne gitar są bezpłciowe, pozbawione pazura. Nie rozszarpują, nie porywają pomysłowością, nie zachwycają rzucając nas jednocześnie w odmęty negatywnych uczuć. Całość po prostu nie przekonuje, przynudza i jest taka hmm... bezpieczna. Odnoszę wrażenie, że WODE zachowuje się trochę asekuracyjnie, jakby coś powstrzymywało Brytyjczyków przez rozlaniem kotła pełnego wrzącej smoły. Aranżacyjnie, bez zachwytów, ale trzeba przyznać że zamiany temp mają opanowane - w tym temacie dzieje się całkiem sporo. Jednakże aspekt ten ginie w morzu przeciętnego Black Metalu.


WODE i ich 'Servants of the Countercosmos' to Black Metal, który w swych aranżacjach dalece odchodzi już od wyznaczników czym ten gatunek jest. Muzyka jaką nam podano, to pretendent do grania na festiwalach ku uciesze po prostu wszystkich. Brakuje tutaj jakiegokolwiek pierwiastka świadczącego o tym, że WODE to WODE. Tak jak już wspomniałem, album przelatuje szybko, ale nie pozostawia po sobie niczego godnego zapamiętania. Może poza jednym - chęcią posłuchania innego materiału.