19 lut 2018

Vargrav 'Netherstorm'


CD / Winyl '18
Album
Werewolf Records

Lista utworów:
1.Netherstorm
2.Shadowed Secrets Unmasked
3.Limbo of Abysmal Void
4.Ethereal Visions of a Monumental Cataclysm
5.Obidient Intolerant Ensnared
6.In Divine Embrace of the Dying Light

V-Khaoz nie próżnuje. Tyle co ten facet nagrywa muzyki to pieprzona poezja. Swego czasu był zamieszany w takie nazwy jak Azaghal, Kalmankantaja czy od dawna milczący Hin Onde. Obecnie prężnie działa pod kilkoma nazwami, które z całą pewnością zostały przez część z was zauważone w podziemiu. Zaczynając od projektu o nazwie identycznej jak jego pseudonim V-Khaoz, przytoczyć tu można jeszcze nazwy jak Oath, Draudan Forest czy Olio Tähtien Takana. Zachęcam do zbadania tych projektów. Zostając przy VARGRAV należy wspomnieć, że to debiutancki materiał, który natychmiast zostaje wydany jako pełen album. Może i nie do końca jestem zwolennikiem takich zachowań, ale z drugiej strony należy przyznać cholerną dojrzałość muzyki zawartej na 'Netherstorm'. Koniec końców nie ma co narzekać, bo Black Metal w wykonaniu VARGRAV zabrał mnie w absolutną podróż do lat '90-tych. Do czasów debiutu Emperor, Limbonic Art oraz wspaniałego i monumentalnego dzieła 'The Sad Realm of the Stars' autorstwa Odium. 


Zacznijmy od tego, że Black Metal grany przez Fina, chyba niesłusznie przez wielu został okrzyknięty Symfonicznym Black Metalem. Trudno mówić w przypadku 'Netherstorm' o dominacji instrumentów klawiszowych. Oczywiście, tak jak było to u dwóch wspomnianych wyżej hord norweskich, tak i tutaj atmosfera jest podniosła i budowana za pomocą partii klawiszy. Jednakże występują tu małe kruczki, które moim zdaniem stanowczo odrywają łatkę symfoniczną od Fina. Przede wszystkim, podstawą albumu są partie gitar i perkusji. To wokół nich zostały zbudowane te niesamowite pasaże pełne monumentalnych, nastrojowych i czczących nocne krajobrazy klawiszy. Partie gitar charakteryzują się dość silnym naciskiem na melodie grane tremolo. Coś w nich jest. Nie są to jednak zwykłem nie niosące nic za sobą patenty. Przeciwnie. Z tego co słyszę, to riffy gitar i ich zmiany wewnątrz nich samych, ciągną za sobą właśnie zmiany partii klawiszy. Buduje to spójność i pomimo bogactwa dźwięku, mamy tu zgodność nakładających się partii instrumentów. Owa majestatyczność idzie w parze z ogromem, wręcz gigantycznością kreowanej aury. Jednak co z partiami, w których brzmią same klawisze? Występują takowe w formie preludiów na początku utworów i naprawdę są prawdziwą ozdobą całego albumu. Wprowadzają w odpowiedni nastrój słuchacza, nakreślają swoisty szkic, który za chwilę wypełnia się resztą instrumentów. Brzmieniowo album został dopieszczony. Jednakże, pomimo owej polerki dźwięku nie spadł w beznadziejne otchłanie plastiku. Większa dynamika dźwięku wyciąga większą moc z gitar i bębnów a tym samym nie pozwala im zginąć pod całunem gęstej mgły instrumentów klawiszowych. I wokale... cholera, jakże dobrze pasują tu te skrzeczące głosy, pełne zarazem i smutku i wściekłości! Hieratyczność 'Netherstorm' zatyka dech w piersi. Bez różnicy czy V-Khaoz korzysta z wolnych partii czy przenosi się w szybkie, szaleńcze aranżacje. Klasa sama w sobie.


VARGRAV to wspaniały początek czegoś wielkiego. I nie mam tu na myśli popularności, ale przede wszystkim ta podróż odsłoniła nam dopiero swój pierwszy rozdział. Ile jeszcze kart zostanie spisanych? Ile równie niesamowitych, solennych nagrań sygnowanych tą nazwą dane nam będzie usłyszeć? Oby jak najwięcej, bo jest to prawdziwa niespodzianka undergroundu. Szczery album nawiązujący do czasów, które już zapewne nie powrócą. Aczkolwiek, pamiętać i czcić je w taki sposób jak najbardziej należy. Mam tylko nadzieję, że ktoś wyda ten album w postaci taśmy, bo to by było już dopełnieniem i urzeczywistnieniem aury tego dzieła w 100%.