9 mar 2018

Abigor 'Höllenzwang (Chronicles of Perdition)'


CD'18
Album
Avantgarde Music

Lista utworów:
1.All Hail Darkness and Evil
2.Sword of Silence
3.Black Death Sathanas (Our Lord's Arrival)
4.The Cold Breath of Satan
5.None Before Him
6.Olden Days
7.Hymn to the Flaming Void
8.Christ's Descent Into Hell
9.Ancient Fog of Evil

Pod koniec stycznia 2018 roku, działający od 1993 roku, ABIGOR wydał dzięki włoskiej wytwórni swój dziesiąty album. To prawdziwy szmat czasu - 25 lat w undergroundzie. Niezaprzeczalnie, muzyka duetu zmieniła się na przestrzeni czasu i dzisiejsze oblicze austriackiego demona mało ma wspólnego z pierwszymi demówkami lub wspaniałym i niedoścignionym 'Nachthymnen (From the Twilight Kingdom)'. Obecna forma Black Metalu jaką para się zespół jest skierowana do odbiorcy o tzw. otwartym umyśle, gotowym do przyjęcia i zaakceptowania nieszablonowej muzyki. Nie jest to zdecydowanie moja działka, ale pokusiłem się o przesłuchanie tego albumu chociażby ze względu na sentyment jakim darzę ich wczesne wydawnictwa. Oczywiście, nie można zapomnieć o świetnym, poprzedzającym ten, albumie, jakim był 'Leytmotif Luzifer (The 7 Temptations of Man)'. 


Zacznijmy od takiego stwierdzenia - album ten jest zdecydowanie ciężkim do przełknięcia. Początkowo nie wiedziałem na których elementach się mam skupić, wszystko było obłędnie chaotyczne, jakby przekombinowane. Irytowało mnie świdrujące słuch brzmienie. Przede wszystkim jednak, nie słyszałem w tym muzyki ABIGOR. Wydaje mi się, że jest to jeden z tych albumów do których trzeba dojrzeć, a on sam wielokrotnie usłyszany dojrzewa w nas samych. Mogę się jednak mylić, czas zweryfikuje 'Höllenzwang (Chronicles of Perdition)'. Zacznijmy zatem od wspomnianego brzmienia. Jest to spory minus tego albumu. Zestawienie bardzo hałaśliwych gitar ze ztriggerowaną perkusją pozostawia spory niesmak. Ogrom wykorzystanych sampli, nakładających się ścieżek gitar, wprowadza tu pokaźne zamieszanie z którego trudno wybrnąć przy zdrowym rozsądku. Już po kilku przesłuchaniach miałem wrażenie jakbym tonął w otchłani prób ogarnięcia tego co się tu dzieje. Pomimo, że ścieżek gitarowych mamy tu tylko dwie, to ilość pomysłów przelanych w riffy jest przepastna. Aranżacje wymagają od słuchacza sporej uwagi by ten mógł wychwycić poszczególne partie. Odnoszę wrażenie, że ABIGOR na tym wydawnictwie postawił na dominację hałaśliwego, narkotycznego dźwięku ponad dostrzeganie pojedynczych patentów. Już tłumaczę. Brzmienie w połączeniu z szerokim wachlarzem koncepcji zawartych w kompozycjach nakazuje jakby odgórnie album traktować jako całość. Jako pewnego rodzaju kontinuum, chaotyczne i niemożliwe do zgłębienia. Nie można mówić w przypadku tych utworów o riffach przewodnich, o czymkolwiek co wyznaczałoby jako taki motor napędowy. Poza wspomnianym pandemonicznym zawirowaniem, słuchacz nie jest w stanie w trakcie obcowania z 'Höllenzwang (Chronicles of Perdition)' wychwycić osobnych partii i na nich skupiać uwagę. Nie sprzyja temu również skala wokali, która od wysokich Black Metalowych krzyków, poprzez szepty czy wężowe syczenia, dokłada swoją cegiełkę chaosu. I tu wracamy na początek. To, czym początkowo mógł się wydawać dyskomfort odsłuchu, okazuje się być największą zaletą tej płyty. Ciągłość opanowanego nieładu, bo przecież tak należałoby ująć ową sprawę, jest niesamowita i pochłania bez końca.


Najdziwniejsza jest w tym wszystkim cisza. Gdy album się kończy, zapada całkowita martwota odgłosów. Czasem, przechodząc obok zniszczonych i rozpadających się ruin budynków, ich pustka wsysa człowieka. Chciałoby się odwrócić wzrok, uwagę przenieść na cokolwiek innego, ale się nie daje. Umysł jest pochłonięty chorą fascynacją tego co widzi i tego co ewentualnie jeszcze na nas czyha w ciemnościach ścian budowli. Tak jakby owe ruiny spijały cały witalizm z obserwatora... W przypadku ABIGOR i ich 'Höllenzwang (Chronicles of Perdition)' mam bardzo zbliżone odczucia. Monumentalność materiału wysysa ze mnie życie, ja sam powolnie staję się martwy.