27 mar 2018

Schizodeath 'Empire of Dirt'


Schizodeath 'Empire of Dirt'
CD-r'18
Demo
Produkcja własna

Lista utworów:
1. Empire of Dirt
2. Bipolar Mental Crack
3. Spiral Prog Anhedonia
4. Essence (outro)

Z początkiem tego roku ukazało się pierwsze demo wałbrzyskiego Schizodeath. Z tego co mi wiadomo, zespół ten ma swoje początki jeszcze we wczesnych latach '90-tych. Z gruzów Cremathory powstał Quo Vadis, a po rozpadzie tych ostatnich zrodził się opisywany tutaj hord. Tamten okres jednak nie został uwieńczony żadnym oficjalnym nagraniem. Powstało kilka rehów, które najzwyczajniej na przestrzeni czasów przepadły. Po reaktywacji hordy, po wielu latach zmagań z przeciwnościami, otrzymujemy 'Empire of Dirt'. Tak czy owak, materiał ten można przyrównać do portalu, który przeniesie słuchacza w złote czasy demówkowego szaleństwa. W czasy, które również i SCHIZODEATH współtworzył na lokalnej undergroundowej scenie.
Otrzymujemy od zespołu trzy utwory autorskie, które zamyka outro. SCHIZODEATH porusza się w stylistyce Thrash / Death Metalowej z lekkim ukłonem w stronę technicznego grania. Słychać od pierwszego riffu otwierającego utworu 'Empire of Dirt', że muzyka ta nie została skomponowana przez nowicjuszy. Głęboko sięgające korzenie początków sceny mają swoje odbicie w tym czym raczą nas wałbrzyszanie. Utwory od strony aranżacyjnej są zróżnicowane. Powiem szczerze, dziwi mnie to ale na plus. Pierwsze demo i dojrzały cholernie materiał. Sporo godzin spędzonych na sali prób nie poszło na marne. Wracając jednak do szkieletów poszczególnych utworów, to mamy tutaj np nacisk na bardziej Thrash'owe oblicze w tytułowym utworze. Fajne, dynamiczne i rytmiczne patenty przy których łeb sam się wprawia w kiwanie. Z kolei następujący po niem 'Bipolar Mental Crack' wali prosto po pysku. Po ciężkim, naprawdę świetnym wejściu, zaczyna się old schoolowe pieprzone piekło. Cholernie urzekły mnie na całym materiale gitary. Poszczególne riffy, ich wymienialność i kolejność tworzą bardzo przemyślaną całość. Pojawiają się partie szybsze, na przemian ze zwolnieniami i słucha się tego bardzo dobrze. Demówka ta zdecydowanie nie jest skierowana do szerokiego grona odbiorców, bardziej to ukłon dla starych wyjadaczy którzy od wczesnych lat '90-tych siedzieli po uszy w tym szaleństwie. Co jeszcze? Dodam, że brzmieniowo materiał nie jest pozbawiony charakterystycznego brudu. Naturalnie brzmiące gitary, nieprzekombinowane w studio, dzisiaj to już rzadkość. Jedyny minus jak dla mnie to trochę zachowawcze partie perkusji. W niektórych fragmentach mógłby kopać bezpośrednio po ryju, przyśpieszyć zamiast brnąć w jednostajnym średnim tempie. Może też trochę zbyt klarownie brzmiące? Oceńcie sami. Materiał naprawdę wart posiadania, a owa sprawa z perkusją to tylko niuansik.