15 mar 2018

Time Lurker 'Time Lurker'


CD / Winyl / Kaseta '17
Album
Les Acteurs de l'Ombre Productions
Monotonstudio Records

Lista utworów:
1.Rupture
2.Judgment
3.Ethereal Hands
4.Reborn
5.No Way Out from Mankind
6.Passage
7.Whispering from Space

Mało kto zapewne pamięta francuski Death Metalowy Catacomb i ich nietuzinkową muzykę. Jednym z utworów na EPce 'In the Maze of Kadath', która została wydana ponownie w 1993 roku jako demo, był właśnie 'Time's Lurker'. Mick, jedyna persona odpowiedzialna za TIME LURKER, nazwał swój projekt po właśnie tym utworze. Okazuje się, że jego ciocia i wujek, kolejno Nathalie (instrumenty klawiszowe) oraz James Moreau (wokale) wchodzili w skład Catacomb. Takie wychowanie przyszłego pokolenia to ja rozumiem, hehe. A tak na poważnie, to całkiem ciekawa historia. Fajnie, że Mick zainteresował się muzyką, a ta owładnęła nim do tego stopnia, że zaczął sam tworzyć. Odkładając naszą historyjkę na bok, jak widać wydawcą została wytwórnia Les Acteurs de l'Ombre Productions obracająca się głownie wokół Atmospheric Black Metalu. Mieli kilka dziwnych wydawnictw na koncie, jak chociażby post-hardcoreowe gówno Deluge, ich sprawa w co ładują pieniądze. Faktem jest, że tutaj mamy strzał w dziesiątkę. 


Debiutancki album TIME LURKER to siedem utworów, których atmosfera, rozciągnięta w przestrzeni kompozycji, uderza dramatyzmem. Nacisk został położony na mglistą, trochę jakby rozmytą lub zdeformowaną wizję. Gdyby odnieść jednak tytuł albumu i nazwę projektu do literatury Lovecrafta, nasuwają się automatycznie skojarzenia z kosmicznym horrorem. Temu skojarzeniu, bądź też rozumieniu tej muzyki, jest mi najbliżej. Zazębia się w logiczną całość. Dziwny, niepokojący klimat kompozycji jest wszechobecny. Z jednej strony, w Black Metalu dni dzisiejszych taka aura jest niczym nowym, nie zaskakuje ani nie ściska słuchacza za gardło. Z drugiej jednak strony, Mick stworzył tutaj naprawdę niepowtarzalną atmosferę. Uśpione pierwotne Zło, które wychyla swój paskudny łeb w aktach wściekłych przebłysków, by ponownie oddalać się na chwilowy spoczynek przy akompaniamencie bardziej hipnotycznych, spokojniejszych fragmentów materiału. Urzekła mnie bardzo w tym materiale jedna rzecz. Mianowicie, słuchając go nie znajduję bezpośredniej nienawiści, gniewu. Te cechy zostały skryte przed słuchaczem, zakamuflowane niczym skradający się dywersant. Aranżacyjnie znajduję tu trochę Deathspell Omega, tyle że owe naleciałości wpływu są podane w sposób nieczytelny, zamazany. Tak jak w najgorszym koszmarze - widzisz setki wyciągniętych z mglistej scenerii rąk próbujących ciebie dosięgnąć, które w ostatniej chwili, tuż przed schwyceniem cofają się. 'Time Lurker' jest właśnie taką muzyczną alegorią. Wracając jeszcze do samych aranżacji. Na albumie znalazło się sporo partii wolnych, czystych gitar, klawiszy, psychodelicznych sampli potęgujących szaleństwo owej groteski. Na sam koniec dodam jeszcze, że wokale Micka to pieprzone cudo! Desperacja, rozpacz, wściekłość, dysharmonia i kontrastowość... Świetna rzecz.


TIME LURKER, francuski projekt jednoosobowy zagości na jakiś czas w moim odtwarzaczu. Jest w tym albumie coś, co mnie poruszyło. Trudno mi to określić, ale emocje które Mick wpuścił do tego wydawnictwa są niczym kakofonia rozdartej duszy porwanej obłędem. A do mnie to bardzo przemawiam. Jednym słowem, polecam.