9 kwi 2018

Mascharat 'Mascharat'


CD'17
Album
Séance Records

Lista utworów:
1.Intro
2.Bauta
3.Médecin de peste
4.Mora
5.Vestibolo
6.Simulacri
7.Iniziazione
8.Rito
9.Outro

Włoski MASCHARAT debiutował zeszłego roku albumem, który wydaje mi się zaginął wśród sporej ilości wydawanej muzyki. A szkoda, bo naprawdę warto się z twórczością hordy zapoznać. Pierwsze kroki stawiali w 2010 roku, ale swoją obecność w podziemiu zaznaczyli dopiero w 2014 roku demem o tytule 'Demo 2014'. Kolejnym etapem jest opisywany tutaj album z 2017 roku, który bardzo mnie zaskoczył. O tym będzie jednak później. Teraz gwoli wstępu skupię się na genezie nazwy zespołu. Słowo 'Mascharat' wywodzi się z języka arabskiego i posiada dwojakie znaczenie. Pierwszym z nich jest 'kawał, dowcip, sztuczka', drugim natomiast 'amoralna i chaotyczna sytuacja'. Jest jeszcze trzeci trop. Etymologia tego słowa ma również swoje ślady w języku włoskim, czyli 'maschera' co oznacza 'maskę'. Dobór nazwy zapewne przysporzył niemałego trudu, ale efekt gdy nad nim się zastanowić imponuje. Otóż, wg tego co znalazłem na stronie zespołu album ten jest ezoteryczną narracją zakorzenioną głęboko w tradycji karnawału. Utwory to osobne rozdziały o naturze symbolicznej. Ich tytuły nawiązują do poszczególnych masek karnawałowych, a one same pełnią funkcję wdrożenia słuchacza w proces inicjacji i transformacji. Zachęcające, nieprawdaż? Poniżej trochę więcej szczegółów o zawartości albumu 'Mascharat'.


Zacznijmy od tego, że MASCHARAT gra Black Metal, któremu daleko do prymitywizmu. Owszem, skupiając się na pracy gitar odnajdziemy sporo partii tremolo i prostych wręcz intuicyjnych riffów. Jednak rzadko się zdarza by to one wiodły prym. W większości trwania albumu otrzymujemy hipnotyczne, zimne riffy wspomagane gitarą prowadzącą (która również bardzo powoli rozwija swoją melodykę). Te fragmenty, które są transowe nie wprawiają słuchacza w oniryczny stan. Jest wręcz odwrotnie, bo otrzymujemy sporą dawkę dźwięków pobudzających ciekawość. słuchacz wyczekuje co nastąpi kolejne, jakim torem potoczy się dalsza część utworu / albumu. Sporą robotę odwalają tutaj instrumenty klawiszowe czy też całe utwory o funkcji interludium. Odciągają naszą uwagę od hipnozy utworów i zostajemy poddani kolejnej transformacji. Idąc dalej, tempa utworów są różne. Uczestniczymy w powolnych, odurzających fragmentach utworów by po pewnym czasie zostać wrzuceni w wir absolutnego obłędu. Produkcja albumu została dopieszczona, ale w granicach zdrowego rozsądku. Daleko temu materiałowi do piwnicznego brzmienia, lecz wydaje mi się, że to zaowocowało bardziej przytłaczającym dźwiękiem i atmosfery. Gitary zostały wysunięte na przód wraz z basem, podczas gdy perkusja została jakby lekko schowana. W niczym to jednak nie wadzi, bo pozwala słuchaczowi na bardziej wnikliwe słuchanie z elementem doszukiwania się pewnych smaczków. A tych zdecydowanie tu nie brakuje... Gitary pozbawione przesterowania, klawisze pojawiające się 'znienacka' by podkreślić dany fragment utworu... Wokale, zero zastrzeżeń. W formie Black Metalu jaką wykonuje MASCHARAT potrzebne było urozmaicenie i sięgnięcie po kilka barw głosu. 


Album zdecydowanie wart uwagi. Włosi postawili na dość nieszablonowe rozwiązania jeśli chodzi o otoczkę tekstów nawiązujących mocno do literatury oraz okultyzmu. Ma to swoje przełożenie na muzykę, która ma sporo do zaoferowania. Znając życie, osoby które na zawsze pożeniły się ze stylistyką starego Darkthrone - nie sięgną po ten album. Ale czy on jest awangardowy? Nie, zdecydowanie nie. To szersze spektrum widzenia czarnej sztuki.