12 kwi 2018

Ungfell 'Mythen, Mären, Pestilenz'


CD 2018
Album
Eisenwald

Lista utworów:
1.Raubnest ufm Uetliberg
2.De Türst und s Wüetisheer
3.Oberlandmystik
4.Bluetmatt
5.Die Heidenburg
6.De Fluech vom Toggeli
7.Die Hexenbrut zu Nirgendheim
8.Guggisberglied
9.Der Ritter von Lasarraz
10.Raserei des Unholds

UNGFELL pochodzi z Szwajcarii i jego początki datowane są na 2014 rok. Zatem sami przyznacie, że to dość młody stażem twór. Tym bardziej, że nie doszukałem się żadnych poważniejszych konotacji z innymi hordami. Owszem, Menetekel odpowiadający w 100% za muzykę UNGFELL ma jeszcze swój uboczy projekt o nazwie Wyrgher. Z tego co na szybko sprawdziłem debiutancki materiał, to dość złożony, kakofoniczny i eksperymentalny Black Metal. Wracając jednak do opisywanego 'Mythen, Mären, Pestilenz', jest to drugi album Szwajcara. Zadziwiające jak ten facet wydał w ostatnich dwóch latach dwa albumy i to na takim poziomie. Pora kończyć wstępne słowo, lecz dodam jeszcze, że logo jakie obrali na albumach idealnie pasuje do muzyki!


Dziesięć kompozycji w stylistyce Black Metalu mocno polanego folkowym akcentem robi cholerne wrażenie. Nie są to oczywiście żadne skoczne popierdółki czy muzyka dla ograniczonych debili, nic z tych rzeczy. Przede wszystkim położono mocny nacisk na stronę Black Metalową kompozycji. Owe nawiązanie do muzycznych (i nie tylko) tradycji folku przejawia się tu w kilku elementach, o których warto wspomnieć. A więc mamy trzy utwory instrumentalne, krótkie, ale zupełnie pozbawione instrumentów związanych ze stylistyką BM. Kolejna sprawa to oczywiście otoczka przewijająca się w tekstach przywołujących stare i zapomniane już podania, czarnoksięstwo i postrzeganie śmierci w czasach średniowiecznej zarazy. Praca gitar oparta jest na bogatej linii melodycznej tremolo i kolejny puzzel folkowej układanki. Świetnie dobrane riffy budujące niespokojną atmosferę, porywają słuchacza w zupełnie inny wymiar. Bo jak inaczej można odebrać odgłosy śpiewających ptaków i smutnej gitary akustycznej, które po chwili przechodzą w intensywny Black Metal? Zapewne wiele innych hord dokonywało podobnych zabiegów aranżacyjnych, ale UNGFELL zrobił to w sposób przemyślany. Zdaje się, że owe momenty wstawianych gitar akustycznych w połączeniu z różnymi odgłosami natury pojawiają się w miejscach najbardziej wyczekiwanych. I nie mówię tu tylko o poszczególnych utworach, ale mam na myśli album w całości. Menetekel naprawdę bardzo przemyślał cały aranż tej płyty i wyszło to nader intrygująco. Na potrzebę tego albumu został 'zatrudniony' Vâlant, który zarejestrował partie perkusji. Muzyk bardzo utalentowany, a jego partie na 'Mythen, Mären, Pestilenz' to cholerna potęga! Facet miesza średnie tempa z szybkimi blastami, łamie tempa, jest czego posłuchać! Dobrym posunięciem było również postawienie na nie tak do końca czyste brzmienie, albowiem UNGFELL sięgnął po surowe gitary robiące sporo wizgu. Dynamikę podtrzymują wyraźne linie gitary basowej, która pozostaje w kontraście z kompletnie prymitywnymi i chaotycznymi wokalami! Użyty na całym albumie niemiecki język dodaje jeszcze większej twardości muzyce, która i bez tego omamia słuchacza bez opamiętania. Na domiar wszystkiego dochodzą jeszcze czyste wokalizy, o których zapomniałem wspomnieć wymieniając folkowe elementy. Na tym zakończymy.


Chciałoby się rzec, że z zacieraniem łapsk czekam na kolejny album Szwajcara. Dużo byłoby w tym prawdy, ale i też nie do końca byłbym szczery. Powiem tak: chcę się napawać tym albumem jeszcze przez długi czas. Nowe wydawnictwo zakłóciłoby ten proces, więc niech się Menetekel nie spieszy z kolejną dawką muzyki. Konkretny album, dojrzały a zarazem nie został pozbawiony swojego prymitywnego wdzięku. Bo tego ma aż nadto! Słuchać i kupować!